• niedziela , 25 Czerwiec 2017
LIST DO CÓRKI 3

LIST DO CÓRKI 3

Moja kochana Dorosła Córeczko,

Chcę dziś porozmawiać z Tobą o krzyku. O tym, którego mi zabrakło i który w sobie odkryłam.

Miałam wtedy jakieś dwanaście lat. Z tamtą dziewczyną z sąsiedztwa ja i mój brat bawiliśmy się całe lato. Zagracona stodoła stanowiła idealny plac zabaw. Pewnego razu przyłączył się do nas starszy brat koleżanki. Akurat bawiliśmy się w dom, wszystko było przygotowane. Łóżka i stół ze starych skrzynek, puste butelki zamiast prawdziwego jedzenia. Wylosowaliśmy role. Ja zostałam mamą, on tatą. W zabawie przyszła w końcu pora na noc. Trzeba było utulić „dzieci”, a potem samemu pójść spać. Nie wiedzieć czemu, czułam niepokój. Zignorowałam go i położyłam się na skrzynkach zgodnie ze „scenariuszem”. Ten chłopak chciał się bawić w dom, położył się obok mnie. Po chwili wsadził mi rękę pod bluzkę. „No co, przecież jesteśmy mężem i żoną”, szepnął mi do ucha.

Uciekłam udając, że słyszę głos wołającej mnie mamy. Nigdy nie wróciłam do zabaw w tamtej stodole. Byłam pewna, że nie umiem się bawić, czegoś mi brakuje, ale nie mogłam się zmusić. Czułam, że jestem tchórzliwym dzieciakiem. Nikomu się nie przyznałam.

Zima. Jakieś dwa lata później, moja najbliższa okolica. Podchodzi obcy chłopak i pyta mnie, która godzina. Gdy mówię, że nie mam zegarka, on nagle zrywa mi z głowy czapkę (wybłagany u mamy, zupełnie świeży zakup) i ucieka między bloki. Gonię go. Gonię i próbuję krzyczeć, ale nie mogę wydobyć z siebie głosu. Czuję się jak ryba, wyrzucona na brzeg, otwierająca usta w kształt słowa „pomocy”. Nikt nie słyszy. Mijam dorosłych pewna, że mogliby zatrzymać złodzieja, gdybym tylko potrafiła wrzasnąć. Tymczasem my wyglądamy, jakbyśmy bawili się w ganianego. Wróciłam do domu spłakana i upokorzona.

W jednej z moich ulubionych książek jest takie zdanie: „Teraz wiem, że wszystkie dziewczyny, którym w dzieciństwie zabraniano głośno płakać i stawiać żądania, w sytuacji ekstremalnej tracą głos”. Zgadzam się. Przede wszystkim w kwestii tych żądań. Czy dobrze Cię wychowałam?

Odzyskałam mój krzyk dopiero wtedy, gdy położna przy pierwszym porodzie kazała mi się wydzierać. „Krzycz, dziewczyno!”, zażądała, a ja nagle usłyszałam wydobywające się z mojego gardła niemal zwierzęce dźwięki. Potężne, uwalniające. Dające życie.

Wciąż jednak śni mi się czasem, że biegnę w rozpaczy i nie mogę wydobyć z siebie głosu.

Dlatego tak bardzo chciałabym, żebyś nie bała się takiego krzyku. Żebyś umiała wydać z siebie donośny głos, nawet wtedy, gdy inni zamilkną.

Nie bój się krzyczeć, Kochanie. Gdy dzieje się krzywda, gdy trzeba stanąć w obronie, gdy to potrzebne życiu. Nie każdy to umie. Ty – tak.

Kocham Cię zawsze,

Mama

 

Related Posts

2 komentarze

  1. Ela
    4 sierpnia 2016 at 15:53 Odpowiedz

    Takie to poruszające, piękne i prawdziwe… Niektóre z nas pomimo upływu kolejnych dziesiątek lat nadal krzyczeć nie potrafią…

Leave A Comment