• poniedziałek , 11 Grudzień 2017
BAJKA O WODNYM ANIELE STRÓŻU

BAJKA O WODNYM ANIELE STRÓŻU

To bajka, której początek dał Dziedzic Nazwiska. Narysował postać – tu cytat z autora-  ”wodnego anioła stróża, który pilnuje ryb ale nie rekinów, bo one są brzydkie”. I tak powstała niniejsza historyjka…

Pewnego razu Pan Bóg doszedł do wniosku, że choć opiekuje się wszystkimi stworzeniami, to jednak ryby są chyba przez Niego trochę zaniedbywane. Nie można przecież pomijać ich tylko dlatego, że na powierzchni Ziemi nie słychać ich głosu. To pomyślawszy wezwał do siebie jednego z aniołów.

– Kochany Aniele, od dziś zajmiesz się rybami. Trzeba, aby wreszcie poczuły Naszą troskę i obecność.

– Ale Panie Boże – bronił się zaskoczony Anioł – ja nic nie wiem o rybach. Przecież do tej pory przebywałem jedynie w Niebie.

– Nic nie szkodzi, one same wszystko Ci wyjaśnią.

Na takie boskie dictum Anioł nie miał już nic do powiedzenia. Zamiast nóg dostał piękny, srebrzysty ogon i nazajutrz prosto z nieba chlupnął do oceanu. Gdy otrząsnął się już z zaskoczenia nowym otoczeniem, rozejrzał się uważnie w poszukiwaniu ryb. Nie dostrzegł jednak żadnej. Płynął więc przed siebie jakiś czas, aż napotkał ławicę niewielkich, lśniących rybek. Podpłynął do jednej z nich i zagadnął przyjaźnie:

– Witaj! Jestem wodnym Aniołem stróżem. Przybyłem, by czuwać na rybami.

– Wodny Anioł stróż? Och, to wspaniale! – ucieszyła się mała rybka – Pozwól, że przedstawię Ci wszystkich!

Rozradowana płynęła z nim od ryby do ryby, a Anioł każdej z nich na powitanie serdecznie ściskał płetwę. Przyszło mu do głowy, że to jednak nie powinno być trudne zajęcie, skoro ryby są takie przyjacielskie, a żyjąc głęboko pod wodą nie może im chyba zbyt wiele zagrażać.

– Czy to już wszystkie ryby? – zapytał rozglądając się dookoła z zadowoleniem.

– Owszem, poznałeś nas wszystkie. Są jeszcze rekiny ale nimi nie musisz się zajmować.

– A to dlaczego?

– To bezwzględne stworzenia! Mają ostre zębiska i tylko czekają, by zrobić sobie z nas przekąskę. Bardzo się ich obawiamy!

–Rozumiem – odparł Anioł i pomyślał, że najwyraźniej to właśnie jest niebezpieczeństwo, przed którymi od dziś ma bronić swoich podopiecznych.

Któregoś dnia Anioł postanowił rozejrzeć się po dalszej okolicy. Upewniwszy się, że ławica jest bezpieczna, oddalił się płynąc w kierunku, w którym – jak zauważył – nie udawała się nigdy żadna mała rybka. Po jakimś czasie usłyszał czyjś szloch. To niemożliwe, zaniepokoił się, przecież sprawdził wcześniej, czy wszystkie ryby mają się dobrze. Kto wobec tego może tak rozpaczliwie płakać? Nagle zauważył rybi grzbiet schylony nisko przy dnie. Był znacznie większy od widzianych do tej pory.

– Witaj, to ja, wodny Anioł stróż. Dlaczego płaczesz?

Ryba dotychczas zasłaniająca sobie oczy płetwami, spojrzała na niego ze smutkiem ale i z zaskoczeniem.

– Wodny Anioł stróż? Nigdy o tobie nie słyszałam.

– To niemożliwe – tym razem on był zdziwiony – przecież WSZYSTKIE ryby mnie znają.

– Widocznie coś mnie ominęło – chlipnęła ryba – ale to teraz bez znaczenia – dodała i zaszlochała z nową mocą.

– Co się stało? Mogę ci jakoś pomóc?

– Nikt nie może mi już pomóc. Mój synek wpadł w sieci rybaków i przepadł. Nawet nie wiem, czy jest jeszcze w wodzie, czy już został… wyłowiony.

Trwoga, z jaką ostatnie słowo zostało wypowiedziane, przeraziła Anioła. Czyżby źle opiekował się swoimi podopiecznymi? Jakim cudem przegapił tak dużą rybę i jej dziecko? Co powie Pan Bóg na taki zawód?

– Ruszaj się, poszukamy go razem! – i nie czekając na odpowiedź pchnął rybę przed siebie a mocne machnięcia anielskiego ogona ponaglały, by płynąć szybciej.

Zbliżyli się ku lustru wody lecz nigdzie nie było widać łodzi rybaków. Nagle ryba znieruchomiała. Anioł jednak niczego szczególnego nie zauważył. Nadstawił uszu. Nic. Jednak jego towarzyszka z pewnością coś słyszała. Wystrzeliła jak z procy i Anioł, który nie ćwiczył jeszcze pływackiego sprintu, ledwo za nią nadążał. Wreszcie zobaczył to, co ona najpewniej już znacznie wcześniej usłyszała. Przed nimi unosił się w wodzie worek z siatki, w którym krył się jakiś niewielki, kwilący cień. Ponad siecią, wysoko w górze nieznacznie kołysało się dno kadłuba łodzi. Ryba podpłynęła tam w mgnieniu oka i Anioł, który natychmiast podążył za nią, zobaczył w środku schwytaną rybę, taką samą jak ona, tyle że znacznie mniejszą.

– Czy to twój…

– Synku! – rybia matka jak oszalała opływała sieci z każdej strony, a jej dziecko bezskutecznie próbowało przecisnąć się przez któryś z otworów. Za każdym razem zbyt małych.

Anioł obserwował tę scenę z rozdartym sercem.

– Czy nie można tego jakoś rozerwać? – podpłynąwszy do splecionych sznurów próbował siły ich wiązań. I wtedy zobaczył jak duża ryba wyszczerza swoje wielkie zębiska. Przeraził się nie na żarty i w ułamku sekundy przypomniał sobie słowa swojej małej podopiecznej. Rekiny są bezwzględne, mają wielkie zęby, które… chcą go pożreć! Już miał uciec co sił w nogach, lub raczej w ogonie, gdy zorientował się, że owe zębiska wcale nie pragną rozszarpać jego, lecz sieci. Matka tarmosiła je tak mocno i zawzięcie, póki nie zrobiła dziury na tyle dużej, by jej synek wypłynął na zewnątrz.

Dwa rekiny, duży i mały, tuliły się do siebie i płakały ze szczęścia. Wodny Anioł stróż patrzył na nich z ulgą i rozczuleniem. I, a jakże!, z wielkim zawstydzeniem.

Każda ryba potrzebuje troski i przyjacielskiej opieki. Nawet ta o naprawdę dużych zębach. Kto wie, może one są właśnie po to, by rozgryzać sieci?

Related Posts

2 komentarze

  1. Karola
    28 grudnia 2013 at 19:40 Odpowiedz

    z wielką ciekawością nadrobiłam zaległości w opowieściach i nawet nie zauważyłam jak łatwo mi poszło z rowerkiem stacjonarnym w tym czasie 😉 więcej proszę!

Leave A Comment