• wtorek , 22 Sierpień 2017
BOŻE NARODZINY

BOŻE NARODZINY

Lada moment Święta. Dla jednych Gwiazdka, kiedy przychodzi Święty Mikołaj i wszyscy spotykają się wokół stołu pełnego przysmaków. Dla innych Boże Narodzenie, kiedy przychodzi Święty Mikołaj i wszyscy spotykają się… Dla kolejnych- Boże Narodzenie, kiedy znów rodzi się Bóg. Tych pewno jest najmniej i wcale się nie dziwię.

Po pierwsze dlatego, że Gwiazdka jest taka pojemna,  nie trzeba w nic i nikogo konkretnego wierzyć, lub wierzyć w cokolwiek, żeby świętować i żeby było- bez ironii- miło. Przecież chodzi tylko o to, żeby być razem, a prezenty to fajny obyczaj. Wszyscy lubią je dostawać. Łatwo w ten sposób potraktować te święta. I nawet cieszę się, że można tak uniwersalnie, jeśli ktoś nie jest chrześcijaninem.

Boże Narodzenie z główną rolą obsadzoną przez Mikołaja przypisuję ludziom wierzącym, którym się różne duchowe kwestie pomyliły, pogubiły, lub zabrakło na nie czasu. I strasznie im współczuję, bo to tak, jakby mieć w biedzie skrzynkę pełną skarbów i zgubi do niej klucz. Niby to wszystko masz w rękach, ale nijak nie skorzystasz.

Tym, dla których rodzi się co roku Bóg, gratuluję. Nie wiem, jak oni to widzą, wiem natomiast ile mnie kosztuje wysiłek uwierzenia w człowieczeństwo Boga w Betlejem i dlatego ich podziwiam.

Nie ułatwiają mi tego świąteczne kazania, niestety. Za chwilę, a może już gdzieniegdzie pojawiły się w kościołach te pokorne panny, łagodne niewiasty, błogosławione dziewice, zrodzone na sianie dzieciątka. Czasem odnoszę wrażenie, że niektórzy oderwani od życia księża tkwią w przekonaniu, że Jezus od razu urodził się z rączką wyciągniętą do błogosławieństwa. Cóż, przeszłam przez dwa porody i chcę powiedzieć, że to niemożliwe. Aby ratować swoją wiarę w ludzki wymiar mojego Boga, wyobrażam sobie Jego narodziny w możliwie najbardziej ludzki sposób.

Maria była tak samo w ciąży, jak są w niej kobiety dwa tysiące lat później. Brzuch był tak samo duży, tak samo uciskał na miednicę, tak samo ciągnęła ją skóra. Tylko nie mogła położyć się i wsłuchiwać w ten brzuch, jak doradza się współczesnym kobietom. To była młoda dziewczyna, która musiała pracować bez względu na ciążę, a w jej zaawansowanym stanie wsiąść na osła i jechać szmat drogi w upale. Prawdopodobnie spodziewała się, że nie wróci do domu na poród. Nie sądzę, by było jej obojętne, gdzie urodzi, bo żadnej kobiecie nie jest w tej kwestii wszystko jedno.

W każdej chyba kulturze były osoby pomagające matkom w porodzie. Te, które rozumiały co się dzieje, wiedziały jak reagować, przeprowadzały przez to doświadczenie, pomagały się ogarnąć dziecku i zmordowanej wysiłkiem kobiecie. A niedoświadczona Maria rodzi sama. Prze, krzyczy, ma dość- zupełnie jak każda kobieta w historii, która rodziła bez znieczulenia.

Nie sądzę, żeby Józef zajmował się akuszerką. To nie zadanie dla niemłodego już cieśli. W ogóle nie męska działka. Mam nadzieję, że chociaż siedział gdzieś niedaleko, a nie spacerował po okolicy, nie mogąc słuchać dźwięków wydawanych przez zupełnie nie subtelną w tym momencie dziewczynę.

No i się urodziło. Jakoś przecięto pępowinę, jakoś ogarnęła się ta zmęczona Maria. I zamiast poleżeć sobie jeśli nie na wygodnym łóżku, to chociaż na przyzwoitym posłaniu, mogła jedynie uklepać sobie pod plecami trochę kłującego siana. Nie wierzę, że odłożyła dziecko do żłoba. Noworodki może nie są piękne, przynajmniej zdaniem niektórych, ale to najdelikatniejsze istoty, jakie widziałam. Dziewięć miesięcy czekania aż się pojawi, zastanawiania się, co właściwie tam we mnie w środku jest. Wreszcie można tulić, gładzić, głaskać, całować, dotykać, wąchać.  Poziom właściwych hormonów u położnicy działa często tak, jakby się było na solidnym haju. Pełnia szczęścia, nic nie boli, spełnienie. Cud, co wyszedł z brzucha. Za każdym razem w dziejach szczęśliwie zakończonych porodów.

A tu w dodatku- Bóg. Nie wiem, czy Maria trzymająca przy piersi synka, zastanawiała się więcej niż przeciętna mama, kim będzie jej dziecko. Sporo już wiedziała, ale to niekoniecznie rozjaśniało sytuację. Chyba mogła jedynie ufać, że skoro jej Bóg tak się nimi opiekuje, skoro dają radę w takich warunkach, to znaczy, że wszystko będzie dobrze. Że ich nie zostawi. Nie zostawi przecież swojego Syna.

To jest mój wigilijny wysiłek, moja błogość Pasterki. Wyobrażanie sobie tych wydarzeń bardzo po ludzku. Bez pompy, zadęcia, natchnienia. Moja Wiara mówi, że Bóg stał się w pełni człowiekiem, od samego początku. I tego zamierzam się trzymać. Bo tylko Bogu, który zna ludzkie życie i problemy od jego początku do końca, mogę zaufać.

Related Posts

Leave A Comment