• sobota , 24 Czerwiec 2017
CZASEM ZAZDROSZCZĘ CI ŻYCIA.

CZASEM ZAZDROSZCZĘ CI ŻYCIA.

Pewnie idealizuję Twoje życie, ale może Ty na moje też patrzysz wybiórczo. Czasem patrzę na Twoje z tęsknotą, nawet jeśli wyidealizowałam. Każdy jednak ma swój czas.

Czasami zazdroszczę Ci życia.

Gdy przekraczasz próg weekendu z wiarą, że właśnie dziś, najdalej jutro, przydarzy Ci się miłość. Albo chociaż romans, choć przecież nie myślisz w takich oldschoolowych kategoriach. Koktajlem procentów i promili przymykasz oczy na oścież otwierając serce. Podatne na zranienia, owszem, ale przecież serce nie szklanka. Prawda?

Patrzę z podziwem

na czwarte piwo, po którym nie gaśnie Ci światło. Czwartą nad ranem, gdy jeszcze tańczysz, dyskutujesz o sensie życia, rozdrapujesz stare rany, wydmuchujesz w powietrze tytoniowe opary spleenu. Ty decydujesz, kiedy kończy się wieczór.

Zazdroszczę nagłych zwrotów akcji. Poranków nieplanowanych wieczorami. Chwil jak z reklamy jeansów, kiedy pęd, ręce w górę, rollercoaster albo kabriolet rozpędzony na czteropasmówce Twojego życia. Migające światła dobrze znanych Ci klubów, których nazwy z niczym mi się już nie kojarzą.

Ja wracam trzeźwa,

bo przecież jakoś trzeba wrócić. A do mnie zawsze jest daleko. Gdy idę zamknąć bramę drogę oświeca mi tylko księżyc. Najbliższą latarnię mam u sąsiadów, jakieś 300 metrów dalej. Cisza aż dzwoni w uszach. O tej porze śpią nawet psy z okolicznych wsi.

Od progu dobiega mnie dziecięce pokasływanie. Szykuję syrop, żeby rano nie zapomnieć. Wyciągam z łóżek śpiące ciepło i zabieram do łazienki. Jeśli wstrzelę się we właściwy moment, nie będę musiała zmieniać prześcieradeł o czwartej nad ranem. Nie budzą się, choć mocno wtulają w śmierdzącą dymem bluzkę.

Gdy zanurzam się w rozgrzaną pościel wiem, że ta wyspa nie ma w sobie nic z poststudenckiej dekadencji, którą chłonęłam jeszcze niedawno. Jego tors, jak ochronna zbroja, przywiera przez sen do moich pleców. W chwili, w której zrównują się rytmy dwóch serc zaczynam zapominać o tamtej tęsknocie.

Uśmiecham się do Ciebie wreszcie bez zazdrości. A nawet dziękuję- za to wspomnienie. Też coś Ci dam, chcesz? Życzę Ci znalezienia się kiedyś w chwili takiej, jak ta moja. Jest inaczej niż teraz u Ciebie, ale jest dobrze. Bogu dzięki, na wszystko jest właściwy moment.

„Wiesz, kiedyś, jak wracałam z imprezy to czułam taki smutek”– powiedziała mi spoglądając niby przed siebie, choć przecież jednak wstecz.- „Zrozumiałam, że to dlatego, że coś tracę, coś się kończy. Teraz, jak wracam do Małej, nie czuję już tego smutku. To jakby z radości wracać w radość”.

Related Posts

9 komentarzy

  1. martyna
    15 stycznia 2015 at 23:06 Odpowiedz

    też chcę kiedyś tak pięknie zatęsknić bez cienia zazdrości. 😉
    Na chwilę obecną ta studencka dekadencja wydaje się nie mieć końca…

  2. Abasim.pl
    11 grudnia 2014 at 21:29 Odpowiedz

    Świetny wpis.

  3. Jego tors
    8 grudnia 2014 at 21:57 Odpowiedz

    Dzięki!

  4. KARINA TYSZKA
    8 grudnia 2014 at 21:51 Odpowiedz

    Świetny tekst!

  5. Emilia
    8 grudnia 2014 at 21:19 Odpowiedz

    Piękny tekst. Gratuluję ogromnej wrażliwości!

  6. Łońska
    8 grudnia 2014 at 21:10 Odpowiedz

    Kocham ten wpis. Dzięki 🙂

Leave A Comment