• piątek , 18 Sierpień 2017
KIEDY UMIERA MI TAMTEN ŚWIAT.

KIEDY UMIERA MI TAMTEN ŚWIAT.

Nie wiem, jak dać moim dzieciom takie wspomnienia. Nie wiem, jak zapisać w ich pamięci rytuał, na który nie ma już miejsca. Zanurzyć w mieszaninie swojskiego życia i udomowionej śmierci.

Wszystkich Świętych bez wyjazdu na wieś nie miało prawa bytu.

Krajobraz szarzał i brunatniał. Za późno na złotą polską jesień. Suche trawy, w których mogliśmy się schować nad brzegiem rzeki, bruzdy w błocie utrwalone pierwszymi przymrozkami, nagie jabłonie z ostatnimi, pomarszczonymi jabłkami. Ziąb. I zmierzch prawie zaraz po obiedzie.

W domu pachniało bigosem. Z uchylonych drzwiczek kaflowych pieców kusił żar. Fascynacja ogniem wkładała w ręce nam, dzieciom, długie pogrzebacze, stare gazety, plastikowe słomki. Pierwsze lekcje fizyki (co się pali a co topi?) i moralności (kto powie mamie, że węgielek zrobił dziurę w linoleum?) były już za nami. Tymczasem w zupełnie nieogrzewanym ganku kobiety plotły wiązanki ze świerkowych gałęzi. Rękawiczki nigdy dość grube, by ochronić ich dłonie. Para z ust i przedwczesny zapach iglastego Bożego Narodzenia.

Wiejskie cmentarze mojego dzieciństwa miały błotniste alejki i groby na kształt przykrytych ziemią całunów. Starowinki zdobiły je zimozielonymi gałązkami i sztucznymi, spłowiałymi gerberami. Zapach dymu, starej szafy i butwiejącej jesieni. Dziecięce kłótnie o to, kto zapali znicz. Palce maczane w wosku- kto zniósł ból, zdobywał delikatny odlew opuszków.

Wieczorem dorośli ogrzewali się z zewnątrz i od środka, dopóki starczyło sił. Z czasem zaczęłam uczestniczyć w uwalnianiu z wielkich bań wakacyjnego wina. Można się było tym domowym beaujolais nouveau rozgrzać jeszcze przed zmarznięciem. A wieczorem znieczulić na tyle, by tracić czas nad jaskraworóżowymi Harlequinami z ciocinej kolekcji. Nawet one mogą mogą się podobać w sprzyjających okolicznościach.

Nie wiem, jak dać moim dzieciom takie wspomnienia. Nie wiem, jak zapisać w ich pamięci rytuał, na który nie ma już miejsca. Jak je zanurzyć w mieszaninie swojskiego życia i udomowionej śmierci. Nie sądziłam, że w wieku 32 lat doświadczę umierania małego świata.

Related Posts

One Comment

  1. domi
    30 listopada 2014 at 23:24 Odpowiedz

    Dokładnie mam takie same wspomnienia… Ale moje dziecko już takich nie będzie miało. To dziwne mówić , ze lubiło się tę grobową atmosferę, serio lubiłam. od śmierci taty unikam, nie chodzę, zastanawiam się chyba boję się tego miejsca, może smierci, bo tamte wspomnienia o , których piszesz dla mnie nie były jakoś związane ze śmiercią, raczej to było chyba takie bardziej beztroskie. Niby cmentarz, ale jakieś lanie wosku, gonitwy między grobami, obserwacje wytwornych Pań w capiących, schowanych całe lata w szafach na specjalne okazje czyli 1 listopada futrach. Teraz jest już inaczej…

Leave A Comment