• poniedziałek , 11 Grudzień 2017
KLOSZ ŚWIADOMEGO RODZICIELSTWA.

KLOSZ ŚWIADOMEGO RODZICIELSTWA.

Jak często denerwowaliście się, że babcia albo ciocia nie traktują dziecka w tak oświecony sposób, jak Wy? Świadomi rodzice mają piękną ideę. I nierealne oczekiwania. A na dodatek- mogą być w błędzie. Środowisko ich dzieci wcale nie musi funkcjonować na tych samych, co oni zasadach. Być może nawet nie powinno.

Coraz więcej Nas- rodziców świadomych dobroczynnej zmiany w  dotychczasowych metodach wychowawczych, kształtujących relacje ze swoimi dziećmi na zupełnie nowych zasadach, oczekujących więcej i bardziej. Rodzicielstwo bliskości, świadome wychowanie, Szkoła Rodziców itd. Czytamy poradniki, znajdujemy własnych guru wychowywania, zakładamy grupy, koła, kręgi i inne figury, których zadaniem jest wzajemne wsparcie na drodze, na której wciąż jeszcze zbyt mało cudzych śladów. To wszystko bardzo super i jestem absolutnie za.

Nowa wersja klosza.

Przekonani szczerze i nie bez racji o słuszności naszych metod, spodziewamy się, że inni dostrzegą to samo i przyjmą jako własne. Zwłaszcza Ci, którzy składają się na naturalne środowisko społeczne naszych dzieci. Babcie i dziadkowie, ciocie i wujkowie, rodzice maluchów ze wspólnej piaskownicy. Przecież tak byłoby o wiele lepiej! Nie dość, że Nasze dzieci wychowywałyby wśród TAKICH ludzi, to jeszcze im samym przecież bardzo poprawiłoby to relacje ze światem wewnętrznym i zewnętrznym. Krótko mówiąc- same korzyści!

Pod kloszem nie zmieści się cały świat.

Ale przecież nigdy nie będzie tak, że ogół ludzkości radośnie uwewnętrzni wspólną filozofię życia. W każdej grupie, od mieszkańców dowolnego kontynentu po rodzinę dzielącą jedną łazienkę, zachodzą rozbieżności, mogą rodzić się odmienne pomysły na życie i przekonania. Nazywamy to wolnością. Możliwość obcowania z różnorodnością- bogatymi doświadczeniami, taką mam przynajmniej nadzieję.

Jaki świat poznałyby dzieci, które będą stykać się jedynie z takimi ludźmi, którzy realizują określony model wychowawczy? Jak będą przygotowane do życia, jeżeli nie nauczą się radzić sobie z dyskomfortem, trudnymi emocjami, niemożnością zaspokojenia jakiejś potrzeby? Czy będą potrafiły funkcjonować w rzeczywistym społeczeństwie, w którym nie brakuje osób nawet nie tyle ograniczonych (choć przecież też), co po prostu nie tak jak My refleksyjnych, samoświadomych, analitycznych czy uduchowionych?

Co innego szkoła. Albo przedszkole. Albo opiekunka. Ale pod warunkiem.

Gdzieś czytałam, że dobrym testem na dobrą opiekunkę jest pytanie podczas rozmowy kwalifikacyjnej: jakie stosuje pani kary? Prawidłowa odpowiedź: takie, jak zatrudniający mnie państwo. Może pytanie o kary to nie ideał, ale wiadomo o chodzi- skoro płacę, ma być po mojemu. To jasne. Podobnie jest z przedszkolem i szkołą- jeśli mam możliwość, to wybieram takie, które podziela moje wartości i metody. I to nie jest klosz, dopóki poza tym wszystkim dzieci mają kontakt z… resztą świata.

Zgrzytam zębami, kiedy je zagryzam.

Wcale nie jest mi łatwo zaakceptować nie moje metody wychowawcze. Zwłaszcza, gdy one oddziałują na moje dzieci. Dlaczego jednak mielibyśmy separować wnuczki od dziadków, którzy przekupują je słodyczami lub zabraniają biegania, by młode się nie spociły? To wciąż są bezcenne babcie i dziadkowie, korzenie i wspomnienia Naszych dzieci. Podobnie z pozostałą częścią ich naturalnego otoczenia. Jeżeli w domu dzieje się dobrze, reszta świata może być po prostu niezłym treningiem, lekcją albo… szczepionką.

Related Posts

6 komentarzy

  1. Monika Myszka-Wieczerzak
    30 września 2015 at 10:00 Odpowiedz

    Oj, ja też kiedyś wpadłam (i jeszcze nieraz wpadam) w pułapkę takiego klosza (fajną metaforą to opisałaś). U nas jest o tyle ciekawiej, że nawet w domu, z moim mężem, mamy rozbieżne podejście w wielu sprawach i to jest pierwszy front, na którym uczę się, że szanowanie odmiennego podejścia, to podstawa. Z trudem jednak przychodzi mi żegnać się z utopią jednomyślności.

    • Agnieszka Rogala
      1 października 2015 at 07:50 Odpowiedz

      O tak! Rozbieżności między mną a Mężem w tym zakresie to szkoła życia… Zwłaszcza, gdy jestem przekonana, że moja wersja jest naprawdę słuszna, a muszę uszanować jego zdanie i równy wpływ na wychowanie dzieci.

  2. Anka
    22 września 2015 at 15:46 Odpowiedz

    Najgorsze jest jak ktoś „oświecony i wszystkowiedzący” narzuca swoje zasady wychowania innym.
    Ale wkurzające jest również to, jak mozolnie coś wypracowywuję z dziećmi a inni jednym zdaniem zmiataja te zasady z powierzchni dziecięcego świata.

    Trzeba zachować równowagę ale z tym najtrudniej.

    Pozdrawiam.
    Jak zawsze ciekawy tekst. Byłoby miło kiedyś pogadać..:)

  3. Ela
    22 września 2015 at 06:46 Odpowiedz

    Ale czasem ma się ochotę wywieźć dzieci na bezludną wyspę żeby nie być zmuszonym do ciągłej walki o swoje zasady przeciw temu co poza domem, u kolegów

    • Agnieszka Rogala
      22 września 2015 at 07:32 Odpowiedz

      Zgoda całkowita. Szkoda jednak, że na bezludnej wyspie jest… bezludno 😉

Leave A Comment