• wtorek , 22 Sierpień 2017
KOGO JESZCZE TRZEBA ZREFORMOWAĆ

KOGO JESZCZE TRZEBA ZREFORMOWAĆ

Czekam na czasy, kiedy już tylko szkolnictwo i nauczyciele będą winni skostniałemu systemowi edukacji. Jak na razie, odpowiedzialność ponosi jeszcze jedna, zainteresowana (?) strona.

Dowiedziałam się, że wśród gozyliona różnych okołoprzedszkolnych opłat, muszę wpłacić po niespełna 40 zł za każde moje dziecko celem zakupu dla nich podręczników do angielskiego. Abstrahując od tego, co myślę o podręcznikach w przedszkolu w ogóle, przypomnę jedynie, że jedno z moich przedszkolaków ma niewiele ponad 3 lata. Podobnie jak dzieci z jej grupy. Próbowałam dociec, dlaczego pani- rozumiejąca dotychczas, na czym nauka obcego języka zasadza się w tym wieku- straciła rozum i zamierza uczyć z książek. No i się dowiedziałam. Z panią wszystko w porządku. To…

…rodzice mają problem.

Zanim wyjaśnię, mała dygresja. Ładnych parę lat temu przysłuchiwałam się konferencji nauczycieli dotyczącej oceny opisowej, naówczas świeżego tematu. I choć byłam żółtodziobem, przeczuwałam, że ludzie na to nie pójdą. Rodzice chcą wiedzieć, JAK ich dziecko się uczy oraz CZY UMIE, co umieć powinno. To jasne, słuszne i potrzebne. Zatem ocena opisowa, a więc podsumowanie nabytych kompetencji, powinna tę potrzebę zaspokoić. Niestety, przeciętny rodzic (te parę lat temu) czuł się zagubiony, mając taki bogaty opis umiejętności dziecka. Ale to w końcu umie czy nie umie? Jest trójkowy czy czwórkowy? O dziwo, 3+ wydawało się szalenie czytelne. Albo po prostu wyczerpywało temat zaangażowania rodzica.

Rodzice nie są pewni…

… czy nauka bez podręcznika ma odpowiednią rangę.  Jak się dowiedziałam, niektórzy (bo np. ja nie) w przedszkolu moich dzieci wątpili, czy maluchy należycie uczą się języka. Żywili przekonanie, że to wszystko jest widocznie za mało ważne, skoro skserowane kolorowanki fruwają bezpańsko po każdych zajęciach. Bez sensu, potrzeba więcej wagi, profesjonalizmu, jasnych zasad. Niech pani kupi jakieś książki.

Winę za skostniałość przypisuje się zasadniczo nauczycielom i szkolnictwu. Ale prawdą jest też, że oni w jakimś stopniu dostosowują się do oczekiwań rodziców. Tych będących w statystycznej większości. Byłam nauczycielem. Świeżo po studiach, rozdarta (sic!) między uczniami, rodzicami, dyrekcją a własnymi wyobrażeniami o mojej pracy. Zderzona ze ścianą. Wstawiałam oceny cząstkowe. Ale wiecie co? Dziennik, który dostałam, nie miał miejsca na opisy, lecz tylko małe rubryczki przy każdym nazwisku. Niestety, wciąż w wielu głowach naszego pokolenia jest miejsce tylko na te małe rubryczki.

 

Related Posts

5 komentarzy

  1. Katarzyna Gala
    26 października 2014 at 20:15 Odpowiedz

    W dalszym ciągu się z Tobą nie zgadzam- mówię to z perspektywy metodyka języka angielskiego jak i mamy 🙂 Zajęcia powinny trwać około pół godziny, dla dzieci w wieku trzech lat 15-20 min. To, że jest podręcznik nie oznacza, że nie ma zabawy, ruchy, rymowanek i śpiewu 🙂 Jest tego bardzo dużo, a dodatkowo takie ćwiczenia jak- łączenie, dopasowywanie, naklejanie, wodzenie palcem itp. Uwierz mi, że dzieciaki to uwielbiają 🙂 Poza tym słuchając historyjek śledzą obrazki w swoich książkach- też to uwielbiają 🙂 Wiek nie ma tu absolutnie nic do rzeczy, bo po pierwsze grupy powinny być podzielone według wieku,a po drugie książka i zadania w niej zawarte (jak również wszelkie zabawy) powinny być dopasowane do wieku- głównie pracuje się metodą TPR. Polecam podręczniki Macmillana- nie potrzeba ćwiczeń, wystarczy sama książka. Są świetne pod względem metodycznym. Ja przygotowuję dla rodziców zestawy słówek, wysyłam mailem linki do piosenek, wierszyków i rymowanek i wreszcie organizuję warsztaty pod hasłem JAK POMÓC DZIECKU W NAUCE JĘZYKA ANGIELSKIEGO. Można? Można. Dzieciaki przeszczęśliwe, rodzice/opiekunowie zadowoleni, a ja usatysfakcjonowana. A i książki można na czas choroby zostawić dla rodzica w umówionym miejscu w przedszkolu i dołączyć karteczkę co robiliśmy, a po powrocie dziecka usiąść z nim i poświęcić mu chwilę, żeby uzupełnił sobie wszystko na spokojnie- uwierz mi, że to też uwielbiają- to, że mają ten czas tylko dla siebie 🙂 Nauczyciel musi tylko chcieć. Ale to już odrębna kwestia 🙂

    • Agnieszka Rogala
      28 października 2014 at 07:47 Odpowiedz

      Kłaniam się w pas za metody! Czy mogłabyś ewentualnie przyjechać i uczyć angielskiego w przedszkolu moich dzieci? 🙂

      • Katarzyna Gala
        4 listopada 2014 at 21:41 Odpowiedz

        Bardzo chętnie 🙂

  2. Katarzyna Gala
    25 października 2014 at 21:52 Odpowiedz

    Absolutnie nie mogę się z tym zgodzić, że podręcznik jest zbędny. Jestem anglistą, który przepracował siedem lat w przedszkolu. Patrząc z perspektywy anglisty i metodyka- podręcznik jest potrzebny. Tylko nie za taką cenę- można je kupić dużo, dużo taniej 🙂

    • Agnieszka Rogala
      26 października 2014 at 08:02 Odpowiedz

      Zajęcia z ang. wciśnięte są pomiędzy inne, trwają krótko. Na moje oko to czas, kiedy dzieci uczą się przez zabawę, ruch, rymowanki i śpiew. Kolorowanie kserówek też wydaje mi się OK. A ilustracje można mieć w zestawie nauczyciela. Poza tym dochodzi kwestia wieku. A na koniec- kupujemy podręczniki i ĆWICZENIA za 50 zł. A dzieci i tak chorując chodzą do przedszkola w kratkę.Książek nie ma w domu, żeby sobie maluch na chorobowym pooglądał. Doświadczona kadra powinna się z tym liczyć i wziąć pod uwagę.

Leave A Comment