• wtorek , 22 Sierpień 2017
KROK DO PRZODU. I DWA KROKI W TYŁ.

KROK DO PRZODU. I DWA KROKI W TYŁ.

Rodzicielstwo jest jak taniec. Ale nie szlachetny walc albo rumba do gibania bioderkami. To taniec jak powrót do domu po sześciu piwach. Cel dostrzegasz niewyraźnie i co najmniej podwójnie. Nogi się chwieją i cieszysz się już jedynie ze względnego pionu.

Krok w przód.

Gratulujesz sobie refleksji wychowawczej. Obserwujesz, rozkminiasz, rozmieniasz na drobne i już wiesz, jak należy wychowywać to dziecko. Zwłaszcza po Tej Książce otworzyły Ci się oczy, Tamten Film uświadomił Ci, co jest najważniejsze. Albo rozmowa. Może nawet wyspowiadałeś/ -aś się ze swoich wątpliwości przed kimś, kto „wie lepiej”. Temat przegadany, obłaskawiony, już wszystko jasne. Wystarczy wprowadzić w życie, zmienić coś tu i ówdzie i znów będziesz mógł poczuć się Tatą Sezonu, Matką Roku. Bałagan ogarnięty.

Krok w tył.

Tylko, że Twoje dziecko o tym nie wie. Nie wie, że właśnie postanowiłeś/ -aś , że wszystko od dziś będzie inaczej. Ono zachowuje się dalej tak samo, jak wczoraj. Robi te same rzeczy, które wyprowadzają Cię z równowagi, sprawiają, że czujesz się tak doskonale ignorowany, tak permanentnie lekceważona. Ale się starasz, przecież nowe metody miały działać. Recytujesz formułkę z książki, silisz się na spokojny ton. Nie masz ochoty robić tego, co robisz, jednak opanowujesz kolejną falę zniecierpliwienia, rozdrażnienia, wściekłości. I gratulujesz sobie sukcesu. Bawisz się z dzieckiem w walkę choć boli Cię każdy mięsień zaciskany w pracy. Siadasz z młodym do rysowania pragnąć zrobić wreszcie cokolwiek tylko dla siebie. Dajesz sobie pleść warkocze chociaż masz wrażenie, że z każdym wyrwanym włosem tracisz jedną szarą komórkę.

I krok w tył.

Wreszcie przychodzi ten moment, gdy zapomniałeś się przypilnować. Zapomniałaś o uśmiechu. To był drobiazg, nic ważnego przy tym, przy czym tak świetnie udało Ci się wcześniej upilnować własne nerwy. Chwila nieuwagi. Iskra. I eksplozja. Wrzeszczysz, straszysz. Rozpaczliwie próbujesz poczuć, że masz moc, że Twój tytuł rodzica ma jeszcze jakieś znaczenie dla tego dzieciaka. Za chwilę poczujesz tak dobrze Ci znany smak porażki. Rozczarowanie samym sobą, żal do dziecka, że niczego Ci nie ułatwiło, przekonanie, że tylko Ty zawodzisz tak spektakularnie. Ale to za chwilę. Na razie uwalniasz bestię tłumionych emocji, niewygodnych uczuć.

Krok w przód.

Może przeprosisz się z dzieckiem. Może dasz sobie chwilę na złapanie oddechu. Postanowisz poprawę. Może stanie się coś takiego, co trochę dmuchnie Ci w żagle, na jakiś czas doda skrzydeł. A może nic z tych rzeczy ale Ty i tak znów spróbujesz być bliżej ideału, który prześladuje Cię w głowie. Trochę się uda. A trochę nie. Bo dziecko rośnie, dojrzewa, przesuwa granice. To, co do tej pory w miarę ogarnięte, zastępowane jest przez wyzwania, problemy nowego kalibru. A trudno być gotowym na wszystko. „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. I takie tam.

 

Jak to dobrze, że pomiędzy jednym a drugim Twoim tańcem na „raz / raz i dwa” jest trochę dni, które błędnie nazwano szarą codziennością. Bo to codzienność SPOKOJNA. Z górkami, ale bez szczytów i dołkami, ale bez depresji. Gdy rozpoznajesz tę twarz w lustrze. Gdy nie myślisz o lęku, że może za mało kochasz.

Related Posts

Leave A Comment