• wtorek , 22 Sierpień 2017
TRAFIONY PREZENT

TRAFIONY PREZENT

Ręka do góry, kto miewa problem ze składaniem życzeń, które byłyby trafne, indywidualne i adekwatne do potrzeb osoby, z którą przełamujemy się właśnie wigilijnym opłatkiem? Naturalnie standardowe „zdrowia, szczęścia, pomyślności w nowym roku” łączy w sobie wszystko, ale dobre jest jedynie dla osób, które mało się znają. W przeciwnym razie przypomina mi się stara reklama odplamiacza z zapadającym w pamięć hasłem – „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. A w tym wypadku- o niczym.

Chcąc uniknąć podobnego banału na spotkaniu świątecznym w gronie moich Przyjaciół składaliśmy sobie życzenia w zupełnie inny sposób. Każdy na głos życzył sam sobie, a więc pośrednio mógł powiedzieć o swoich aktualnych potrzebach, nadziejach, marzeniach. Proszę mi wierzyć, że wspólne „życzymy” padające na koniec  każdej z wypowiedzi, wypływało prosto z serc osób od tej chwili bardzo świadomych aktualnej sytuacji każdego ze swoich przyjaciół.

Naturalnie dobrze się znając niektórych życzeń mogliśmy się domyśleć. Mimo to były też chwile zaskoczenia. Jedną z nich – chyba nie zdradzę tu żadnej tajemnicy – stało się jedyne życzenie mojego Przyjaciela. Prosił o 24 godziny tylko ze swoją żoną. Bez dzieci. Zastanawiam się teraz, czy je dostanie. Wszyscy ich Święci Mikołajowie zostali poinformowani o krótkiej liście wymarzonych prezentów.

No właśnie, z kupnem prezentów jest podobnie, jak ze składaniem życzeń. Może być trzeci wazon, pewnie się przyda. Szczególnie, gdy stłuką się dwa poprzednie. Ale może być też podarunek wymagający refleksji na temat obdarowywanej osoby. Taki, który mówi o zaangażowaniu obdarzającego. Czy moi przyjaciele dostaną wymarzone 24 godziny, by pobyć tylko ze sobą? Czy raczej ich bliscy sprezentują im szaliki, komplet kieliszków, nową pościel lub inne absolutnie niezbędne przedmioty? Wybór odpowiedniego kształtu naczynia albo koloru tkaniny kosztuje niekiedy sporo wysiłku, jednak czy mimo wszystko nie jest to  „zdrowiem, szczęściem, pomyślnością”?

Jednym z powtarzanych do znudzenia tekstów na temat błędów wychowawczych jest ten, który mówi o rodzicach kupujących dzieciom coraz to nowe prezenty, zamiast ofiarowania im swojego czasu i zaangażowania. Chyba wszyscy wielokrotnie słyszeliśmy o motywach, jakie kierują takimi rodzicami oraz konsekwencjach odbijających się na rozwoju emocjonalnym dzieci. Zastanawiam się, jak to jest z ludźmi dorosłymi i trzecim wazonem, kompletem kieliszków i „wszystkim najlepszym”. Czy te prezenty i życzenia skrzywią im psychikę na przyszłość? Pewnie nie. Czy symboliczne 24 godziny podarowane pod choinkę małżeństwu może cokolwiek zmienić na przyszłość? Niech każdy odpowie sobie sam. Jednakże czy jesteśmy gotowi na taką uważność wobec dorosłych bliskich? Przede wszystkim zaś na wysiłek, który prawdopodobnie wiązałby się z odpowiedzią na ich potrzeby?

W pewnym łódzkim centrum handlowym stoi automat, w którym można kupić oryginalny prezent gwiazdkowy. Lot balonem, degustacji whisky, weekend w spa etc. Wszystkie wyjątkowe i wyjątkowo drogie. Domyślam się, że decydującymi się na taki zakup osobami kieruje chęć sprawienia komuś niezwykłej niespodzianki, podarowania czegoś innego niż wszystko, spełnienia czyjegoś marzenia. To cudowne prezenty i szlachetne motywy. Jestem jednak pewna, że wrażliwość  i otwartość na potrzeby bliskich oraz gotowość do aktywnej odpowiedzi na nie wcale nie muszą tyle kosztować. Przynajmniej nie w kwestii finansowej.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, ale nie tylko na święta, życzę Wam bliskich Bliskich. Tego samego życzę także im.

Życzę Wam Waszych dwudziestu czterech godzin. Cokolwiek (dobrego) oznaczają.

Related Posts

Leave A Comment