• piątek , 18 Sierpień 2017
JAK NIE ZABIĆ ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA.

JAK NIE ZABIĆ ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA.

Święty Mikołaj pojawił się u nas sam z siebie. Po prostu- mamy dziecko, jest Mikołaj. Przeczuwając nadchodzącą katastrofę przedszkolnego uświadamiania szykuję grunt, by coś jednak ocalało. Autorytet rodzica także.

Starałam się, żeby nasz Mikołaj nie był ani wyrośniętym krasnalem z ciążą piwną, ani kolesiem od Coca-Coli, której ciężarówki są skuteczniejsze niż Gwiazda betlejemska. Owszem, trudno było tego uniknąć, a przede wszystkim wyjątkowo ciężko jest skołować na przebranie jakąś mitrę i pastorał, ale robiłam co w mojej mocy. Strój owszem, czerwony, ale na tyle dostojny, na ile się dało. Ale to nie najważniejsze.

Mikołaj żył.

Z wielką pomocą przyszła mi już kilka lat temu książka „Basia i Boże Narodzenie” Zofii Staneckiej. Nie traci na aktualności i wciąż jest bardzo atrakcyjna dla moich dzieci. Świetnie krzyżuje wiarę w Świętego Mikołaja z samodzielnym przygotowywaniem prezentów, nawet przez dzieci. Niezliczone razy opowiadałam im o biskupie Mikołaju, który bardzo chciał sprawiać dzieciom radość, ale w tajemnicy, żeby nikt mu za to nie dziękował. Ciężko jednak ukryć się będąc biskupem, dlatego Mikołaj podrzucał dzieciom prezenty nocą. Gdy umarł, ludzie uznali, że był tak dobry, że z pewnością już jest w Niebie razem z Panem Bogiem. A skoro tak, to jest święty. Św. Mikołaj biskup.

Czy to znaczy, że Mikołaj już nie żyje?

Kiedy ktoś jest bardzo dobry, inni chcą się na nim wzorować, nawet gdy go zabraknie. Ludziom podobał się pomysł ze sprawianiem dzieciom radości z okazji Bożego Narodzenia. I dlatego zaczęli naśladować św. Mikołaja. Tak jest do dziś. A w Laponii mieszka taki jakby najważniejszy Mikołaj spośród tych naśladujących.

Więc kiedy dotychczasowy Mikołaj „umrze” moim dzieciom to tak niezupełnie. Bo mama i tata chcą być jak św. Mikołaj i dlatego te prezenty, ta niespodzianka. I ci, którzy przebierali się za Mikołaja w klubie malucha, w przedszkolu, robili to dlatego, że chcieli być właśnie jak on. Nieść dzieciom radość w taki sam sposób. Kto nie chciałby być choć przez chwilę św. Mikołajem? Sama przebiorę moje dzieci, jeśli będą chciały zostać Mikołajami.

Chciałam go uśmiercić.

Miałam plan, że w tym roku sama im wszystko wyjaśnię. Ale Dziedzic postanowił napisać do niego list tuż po Wszystkich Świętych. Z taką radością i wiarą, że nie chciałam go tego pozbawiać. W przedszkolu moich dzieci sama zorganizowałam Mikołaja. Liczyłam przy okazji, że jeśli się wyda, będę na miejscu. Gotowa. Ale nic z tego. Tylko radość, uchylone buzie, zdjęcie na kolanach i „to był najfajnieszy dzień, mamo!”. No przecież im tego nie odbiorę jeśli nie są jeszcze gotowe.

Ale grunt wciąż przysposabiam. Jak w tej sztuce czesania piaszczystej powierzchni w eleganckiej kuwecie, gdzie robienie równych śladów grabkami wycisza i relaksuje. Grabię, żeby spotkanie z faktami nie było gruchnięciem o glebę z zamkniętym spadochronem, ale czymś w rodzaju skoku w dal. I lądowania na powierzchni, która utrzyma ich w pionie.

Related Posts

Leave A Comment