• piątek , 18 Sierpień 2017
PORÓWNYWANIE DZIECI DLA ZACHĘTY I MOTYWACJI

PORÓWNYWANIE DZIECI DLA ZACHĘTY I MOTYWACJI

Czy taka metoda wychowawcza może być zła? Czy nie przesadzam trochę z tym zastanawianiem się nad każdym słowem? Przecież chodzi tylko o pochwałę, o motywację. Same słuszne cele!

„Patrz jak tamten chłopczyk grzecznie stoi w kolejce”, „zobacz, dziewczynka w ogóle nie płakała przy zastrzyku”, „Kasia bierze już drugą dokładkę” itd. itp. Niewinne, prawda? Nieprawda. Bo po tym zawsze następuje, nieme lub głośnie, „A TY?„.

Porównywanie dzieci – dobre intencje

Dorośli często po prostu chcą dać dziecku przykład, pokazać, że skoro inne daje radę, to ono też. Powinno. To ma być motywacja, zachęta. Ale nie jest.

Równocześnie liczymy, że w ten sposób pochwalimy tego, kto daje radę. Docenimy wysiłek, pokażemy, jak dobrze wypada na tle. Ale ani on/ ona, ani tło nie wyciągnie z tego innej lekcji niż ta, że

porównywanie dzieci to robienie z nich wrogów.

To, które wypada słabiej dowiaduje się, że jest gorsze i przede wszystkim- kto jest lepszy. A przecież lepszy jest bardziej lubiany przez dorosłego, to jasne.

To, które jest wzorem wcale nie ma lepiej, choć na pierwszy rzut oka może się miło dowartościować. Jednak w jego głowie mogą rodzić się obawy: czy następnym razem też dam radę? A jeśli nie to co? Co będzie jeśli dorosły dowie się jaka jest prawda? Czasem jest to poczucie winy (o jakim mówię w filmie), lęk przed „następnym razem” za którym może iść nie podejmowanie kolejnych prób, strach przed odrzuceniem przez gorzej wypadających rówieśników.

Przede wszystkim zaś jest jedna rzecz do zapamiętania w kwestii porównań, niezależnie od kryjących się pod nimi intencji. I to zobaczysz na moim króciutkim filmiku. Masz pięć minut?

Related Posts

Leave A Comment