• wtorek , 12 Grudzień 2017
ŚWIĘTY, CO NOSI PREZENTY

ŚWIĘTY, CO NOSI PREZENTY

Ostatniego dnia listopada na jednym z kanałów radiowych można już było usłyszeć nieśmiertelne „Last Christmas”. Tymczasem w pewnym łódzkim centrum handlowym ogłoszono na afiszach mające się odbyć rodzinne kolędowanie w nowoczesnych aranżacjach muzycznych. Wyznaczono je na dzień pierwszego grudnia.  Spokojnie, nie będzie o tym, że merkantylne podejście do człowieka ograbia go z przyjemności oczekiwania i każdej duchowej świętości. Chcę za to wspomnieć o problemie, który w tym czasie trapi niejednego rodzica. Co począć ze Świętym Mikołajem?

Nie zamierzam sięgać do żadnych pedagogicznych źródeł i uzasadnień. Opowiem Wam po porostu, jak to u Nas jest, gdyż – jak widzę – pomysł się sprawdza. Może pomoże, a jak nie, to na pewno nie zaszkodzi.

Gdybym chciała w skrócie ująć sposób podejścia do grudniowych świąt powiedziałabym, że w Naszym domu mamy Boże Narodzenie, a nie Gwiazdkę. W związku z tym staramy się uświadamiać dzieciom, że Wigilia to przede  wszystkim czas, w którym za chwilkę urodzi się mały Jezus i to na Niego a nie Mikołaja najbardziej czekamy. Oczywiście szanujemy dziecięcy sposób percepcji podobnych tematów, nie ma więc mowy o zdewociałej indoktrynacji. Raczej osobisty przykład własnej wiary.

Dwa lata temu, kiedy Dziedzic Nazwiska liczył sobie 2,5 roku, trafiłam na książę „Basia i Boże Narodzenie”. Sposób, w jaki została ujęta sprawa Świętego Mikołaja bardzo mi się spodobał, podobnie jak cała atmosfera opowieści o rodzinnych Świętach. To stało się podstawą. Jest tam nienachalnie opowiedziana historia o biskupie Mikołaju podrzucającym w tajemnicy podarki. Natomiast główna bohaterka, w wieku przedszkolnym, samodzielnie przygotowuje prezenty na Boże Narodzenie.

Początkowo nie omawialiśmy tematu, po prostu czytaliśmy mu książkę tak często (czyt.: bardzo często), jak chciał.  Tamtego roku na rodzinnej Wigilii osobiście pojawił się Święty Mikołaj. W czerwonym płaszczu i z długą brodą.

W ubiegłym roku Basia wróciła. Nasz Syn nie zadawał żadnych niewygodnych pytań.  Udało się więc wprowadzić nieśmiało temat Mikołaja- biskupa bez potrzeby konfrontowania go z postacią ubranego na czerwono człowieka przeciskającego się w bajkach przez komin.

W tym roku mamy już 4,5- latka piszącego list do Świętego Mikołaja. Chodzi do przedszkola, zatem istnieje realne zagrożenie, że jakieś życzliwe i dobrze poinformowane dziecko zburzy mu bożonarodzeniowy świat, my zaś będziemy zmuszeni tłumaczyć się z kłamstwa. Korzystając więc z chwili spokojnej rozmowy opowiedziałam dzieciom jak się sprawy mają. Otóż dawno temu żył człowiek imieniem Mikołaj, który został biskupem, to znaczy bardzo ważnym księdzem. To był ogromnie dobry człowiek i chciał, by wszystkie dzieci mogły w szczególny sposób cieszyć się Bożym Narodzeniem. Pomyślał więc o prezentach. Pragnął jednak uniknąć wdzięczności i pochwał. Wszyscy go jednak znali, musiał więc jakoś się ukrywać. Chodził nocą i podrzucał dzieciom podarunki przez okno. Mikołaj był taki dobry za życia, że po jego śmierci ludzie byli pewni, że poszedł prosto do Nieba spotkać się z Panem Bogiem. Ogłosili go zatem świętym. Od tej pory mówi się o nim Święty Mikołaj.

Znaleźli się także tacy, którym bardzo spodobał się pomysł biskupa Mikołaja i pragnęli być tak dobrzy, jak on. Teraz oni przynoszą dzieciom prezenty, a najważniejszy z nich mieszka w Laponii i przyjmuje listy od dzieci, także te od Was.

Ta opowieść przewija się w Naszym domu co jakiś czas, Dziedzic potrafi ją jako- tako opowiedzieć swoimi słowami. Różnica w wyglądzie i ubiorze między biskupem a znaną z każdego świątecznego opakowania postacią nie wzbudza żadnych kontrowersji, ani nawet wątpliwości.

Liczę, że kiedy gruchnie w przedszkolu wieść, iż Świętego Mikołaja nie ma, poradzę sobie z tym na bazie moich wcześniejszych wyjaśnień. Przecież ja i Tata też chcemy być tacy dobrzy i dawać prezenty jak św. Mikołaj. Jesteśmy więc w tej grupie ludzi, którzy zostali Świętymi Mikołajami- kontynuatorami. A najważniejszy z nas dalej mieszka w Laponii. Wtedy nasze Dzieci także będą mogły stać się naśladowcami i w ten sposób mam nadzieję, że bezboleśnie przejdą proces uświadamiania i włączenia w bożonarodzeniowe obyczaje.

Related Posts

5 komentarzy

  1. Joan Kołodzieje
    4 grudnia 2013 at 01:09 Odpowiedz

    A ja jeśli pozwolisz opowiem jak było u nas. Dziś miałam rozmowę z moją 4 latka na temat Św. Mikołaja. Przeczytałam jej bajkę/opowieść o św . Mikołaju Biskupie, rozmawiałyśmy jak to jest fajnie dzielić się z innymi tym co się ma, jak fajnie jest myśleć o tym co potrzebują ( swoją drogą to takie przydatne jeśli chodzi o empatię i potrzeby), czego im brak i czy my chcemy im to dać. Że myślenie o innych jest fajne bo daje nie tylko wymierny efekt dla innych ale też nam przyjemność. I że w dzień „mikołajek” na pamiątkę św Mikołaja, podkładamy sobie na wzajem prezenty, a później rano szukamy i mamy z tego dodatkową zabawę. Ale jeśli my o kimś nie pomyślimy to on nie będzie miał prezentów. Ala na to powiedziała że „przecież mikołaj też przynosi prezenty” (nie wiem skąd to wzięła chyba ze „świata”. No i miałam dylemat. Czy to jej potrzebne żeby powiedzieć że tak? Czy tylko próbuje sobie to poukładać? Postawiłam na swoją intuicję i prawdę. Powiedziałam, że w niektórych domach jest taka tradycja, że się dzieciom tak mówi, czasem ktoś się przebiera za Świętego Mikołaja, żeby przypomnieć o tym skąd się wzięła ta tradycja, że kiedyś żył taki dobry człowiek i zostawił nam radosny i pogodny zwyczaj. Ale sam św Mikołaj nie przynosi prezentów. Tylko my na wzajem sobie. Ala przyjęla to z uśmiechem , nie było w niej zawodu ani rozczarowania. Była radość że się dowidziała ( potrzeba rozwoju, wiedzy?;), było oczekiwanie aby zacząć szukać swoich prezentów za kilka dni i zrobić mi jakiś i go dobrze schować. Wiem że u nas to działa. trochę dzielę się radością . 😉

    • agnieszkarogala
      4 grudnia 2013 at 07:37 Odpowiedz

      Super, że udało Wam się włączyć to w struktury, które już w sobie nosi na temat Świętego Mikołaja. Chcę Cię tylko uprzedzić, że możesz mieć jakiegoś rodzica z przedszkola na karku. Bo jeśli Twoja Córka miała radość z dowiedzenia się, to może zechcieć podzielić się tym z innymi przedszkolakami…:)

      • Joan Kołodzieje
        13 grudnia 2013 at 23:30 Odpowiedz

        no cóż to juz problem tego rodzica jak to wytłumaczy 😉 ale Ala raczej wie że różni ludzie mają różne potrzeby i różne zwyczaje , rozumie że inni wierzą w mikołaja

  2. Adam Tyburski
    3 grudnia 2013 at 17:38 Odpowiedz

    🙂 Widzę, że mamy bardzo podobne podejście do tego tematu, zapomniałaś tylko dodać, że ten obecny, czerwony „mikołaj” został wymyślony i to całkiem niedawno przez Coca-colę w celach marketingowych

    pozdrawiam
    Adam

    • agnieszkarogala
      3 grudnia 2013 at 21:30 Odpowiedz

      Cieszę się, że jest nas więcej 🙂 Niestety coca-colowy Mikołaj sprzedał się wszędzie tak dobrze, że niewiele osób w ogóle wie, o jego genezie. Swoją drogą, pewnie jego twórca sprzed 83 lat pluł sobie w brodę (długą i białą?), że nie opatentował stworzonego wizerunku…

Leave A Comment