• środa , 26 Wrzesień 2018
13 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SOBIE PO TRZYDZIESTCE.

13 RZECZY, KTÓRYCH DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SOBIE PO TRZYDZIESTCE.

Od trzech lat sprawdzam, jak to jest po trzydziestce. I jest coraz lepiej. Z kilku powodów jest nawet fajniej niż po dwudziestce.

1. Nie chce mi się szaleć do białego rana. Wiem, jaką cenę muszę za to płacić przez cały następny dzień. Dzieci/praca/poniedziałek nie przyjmują usprawiedliwień, nie da się zgłosić nieprzygotowania. A sprawdziany robią wyłącznie niezapowiedziane.

2. Mimo wszystko wciąż chce mi się szaleć. I pić. I tańczyć. I to bardzo! Zmieniając niektóre dekoracje i okoliczności nie dam sobie wmówić, że w takim razie to już tylko herbatka rumiankowa i walczyk na raz-dwa-trzy. Wytrawne wino szumi w głowie tak samo, jak lane piwo. Ale z tym pierwszym w dłoni wyglądasz inteligentniej.

3. Najlepiej bawię się na imprezach w stylu „golden 90s”. Uczestnicy takich potańcówek pamiętają jeszcze, że taniec towarzyski to nie to samo, co taniec w stylu agencji towarzyskiej.

4. Znam swoje ograniczenia. Już nigdy nie zostanę kosmonautą, mikrobiologiem ani rozchwytywaną modelką. Cóż, taka karma. Wypłaczę się w kąciku i zaraz wracam.

5. Już wiem, że uczenie się może być fajne. Kiedy tylko szkoła nie jest obowiązkiem, nauczyciel nie wchodzi w rolę więziennego strażnika, a nabywana wiedza i umiejętności czynią mnie mądrzejszą, bardziej kompetentną lub po prostu ubogacają mi życie wewnętrzne.

6. Coraz rzadziej kopię się z koniem. Kiedy nie mogę czegoś w sobie zmienić przez dłuższy czas wnioskuję, że trzeba to po prostu zaakceptować. Szkoda mi czasu i energii na to, by lubić siebie mniej niż to wskazane dla zdrowia psychicznego.

7. Wiem, jak długo potrafię wstrzymywać oddech– pracując w beznadziejnym miejscu albo z beznadziejnymi ludźmi. Robiąc to, co mnie ogranicza, unieszczęśliwia, podcina skrzydła. Nie mam czasu na myślenie, że jeszcze kiedyś to wszystko się zmieni. Zmieniam już.

8. Mimo wszystko jestem zdolna do wielkich poświęceń, znoszenia ogromnego bólu, przekraczania granic własnej wytrzymałości na stres, lęk i zmęczenie. Tylko robię to już dla tych, którzy są tego warci. Którzy warci są mojego życia.

9. Czerpię siłę z historii ludzi, którzy wytrwałością i wiarą w spełnienie ziścili swoje marzenia. Wcześniej to były jedynie odległe w czasie biografie jeszcze bardziej odległych postaci. Będąc coraz bardziej PO trzydziestce mam świadomość, że jeśli chcę zrealizować swoje ambicje, to moja biografia już musi zacząć się pisać.

10. Już wiem, że najtrwalsza jest przyjaźń zawarta w czasach, gdy to ona była najważniejsza. A nawet najfajniejszy mąż nie ma terapeutycznej mocy spotkania z przyjaciółkami. Ale o przyjaźń trzeba dbać bardziej niż wtedy, kiedy rodziła się tak naturalnie i bez wysiłku. Łatwo ją wymienić na zachwyt swoim słodkim bobaskiem, pracę po godzinach albo codzienne zagonienie. Tylko potem nie ma komu opowiedzieć, że dziecko cię dobija, nienawidzisz swojej pracy i chyba masz depresję.

11. Etap zakochania mam już za sobą. Przynajmniej w ten odbierający zdrowy rozsądek sposób. Choć, z drugiej strony, na ile racjonalna jest przysięga, że zostanę z tym jednym człowiekiem na całe życie, niezależnie od tego, co nam się przydarzy? Co logicznego kieruje mną, gdy wybaczam, akceptuję, przymykam oko? Po trzydziestce widzę, że codzienna, wierna miłość jest większym szaleństwem niż oświadczyny na Mount Evereście.

12. Polityka mnie dotyczy, nawet jeśli wciąż mnie brzydzi. Oczywiście na znak protestu mogę nie oglądać wiadomości, nie brać udziału w wyborach. Jednak mając trzydzieści kilka lat nie mogę udawać, że to wciąż nie moja sprawa, nie moja bajka. Nawet jeśli emigruję z przekonaniem, że ostatni gasi światło.

13. Już wiem, że plany czasem nie wychodzą. I czasem to dobrze.

Oddycham głęboko i ze spokojem patrząc na moment, w którym jestem. Rozglądam się z ciekawością, ile jeszcze fantastycznych rzeczy mi się przydarzy. A przydarzy się na pewno, bo mogę więcej, potrafię więcej i chcę więcej, niż niż kiedy byłam młodsza i jędrniejsza.

Related Posts

4 komentarze

  1. Ela
    8 października 2015 at 13:41 Odpowiedz

    Z perspektywy 40plus wiosen stwierdzam, że trzydzieści lat to najlepszy wiek dla kobiety wszystkiego najlepszego:)

    • Agnieszka Rogala
      8 października 2015 at 16:18 Odpowiedz

      Skoro z perspektywy patrząc to najlepszy wiek, zatem rzeczywiście czeka mnie wszystko, co najlepsze 🙂 Dzięki!

  2. marzena
    8 października 2015 at 12:47 Odpowiedz

    Ostatnie slowo mnie najbardziej rozbawilo: „Jedrniejsza” 🙂 Fajny wpis, czytam wszystkie Twoje wpisy. Wszystkiego najlepszego!

Leave A Comment