• poniedziałek , 18 Czerwiec 2018
3 POWODY, DLA KTÓRYCH NIE CHCIELIBYŚMY ROZUMIEĆ, O CO DZIECIOM CHODZI.

3 POWODY, DLA KTÓRYCH NIE CHCIELIBYŚMY ROZUMIEĆ, O CO DZIECIOM CHODZI.

Instalujemy aplikację na telefon- Baby Translator. Każdy dziecięcy jęk, płacz, marudzenie itp. zostanie dla nas natychmiast przetłumaczone na zrozumiały komunikat. I łudzimy się, że od tej pory nasze życie będzie prostsze.

Teoretycznie chcemy wiedzieć, co siedzi w głowach naszych dzieci, zwłaszcza, gdy są zbyt małe, by nam to to wyjaśnić. Patrzymy wyczekująco, zgadujemy, kombinujemy, denerwujemy się coraz bardziej, aż do momentu, gdy para idzie nam uszami lub błagamy Boga o odebranie nam życia- tu i teraz. Bo już nie mamy pomysłu, o co im chodzi.

A co, gdybyśmy- czarno na białym- dowiedzieli się, że:

1. płacz, krzyk, marudzenie bez wyraźnego powodu, tłumaczy się jako „Mamo, Tato, Ty się denerwujesz. To ja też.”

Odpada sens wściekania się, że na dokładkę do wszystkich naszych problemów jeszcze te dzieciaki nie dają spokoju. Mogłyby chociaż one być grzeczne przez chwilę i cokolwiek ułatwić.

Trzeba by pogodzić się z faktem, że nasze dzieci wszystko rozumieją. Od samego początku. Rozumieją, że coś jest nie tak, że się denerwujemy albo, że coś nas gryzie. Nie, nie wiedzą co. My też często nie wiemy. Ale one doskonale zdają sobie sprawę z naszych uczuć i emocji, które na dodatek odbijają jeden do jednego. Więc też się denerwują. Też nie wiedzą, co im jest ale wiedzą, że jest nie tak jak trzeba. Ciężko wtedy na nie przerzucić winę, za nasz fatalny nastrój.

2.”Nieeeeee!” tłumaczy się jako „Zrób mi miejsce na moje dorastanie”.

Odpada logika wyjaśniania sobie samemu, że to ten straszny bunt dwulatka, kiedy nie sposób dziecka zrozumieć, ono i tak o wszystko będzie się kłócić i sprzeciwiać dla zasady, więc trzeba robić po prostu na siłę.

Nie jestem pewna czy wiedza,  że „nie!” znaczy „jestem starszy, potrzebuję więcej przestrzeni, poszerz mi granice” cokolwiek ułatwia, gdy spieszymy się do pracy albo chcemy już wracać ze spaceru. Zmienianie sposobu myślenia o dzieciach, które od teraz chcą decydować, renegocjowanie zasad, wyznaczanie nowych granic, zmienianie niektórych nawyków- to wszystko cholernie trudne, gdy się zobaczy logikę w buncie. Gdy się go musi wziąć pod uwagę. Na dodatek czasem rzeczywiście nie ma rady, musimy zrobić coś na siłę, ale z inną niż dotychczas świadomością. Bo trzeba się wtedy liczyć z granicami tam, gdzie ich nie było, gdzie dotąd rodzice panowali niepodzielnie. Wcześniej było zdecydowanie wygodniej.

3. „Ja sam” tłumaczy się jako  „Uwierz we mnie, że potrafię. Mam gdzieś, że się spieszysz. Albo że nabrudzę.”

Odpada: „daj, mamusia założy”, „ja zrobię to lepiej”, karmienie dziecka, rozbieranie, ubieranie, ścieranie rozlanego soku itd., itp. Tyle trzeba by robić wolniej, zaczynać wcześniej, żeby skończyć na czas. Jednym słowem- dramat.

Ale przecież chcemy, żeby one były samodzielne. Fatalnym zbiegiem okoliczności chcą być samodzielne także wtedy, gdy nie mamy na to czasu. A na dodatek nie umieją wszystkiego od razu zrobić dobrze, oczekują czasu i sposobności, żeby trenować. Tymczasem my stoimy w tych naszych płaszczach i kurtkach, mokre od potu czoła studzimy chłodem futryny i wściekamy się, bo już wiemy, że one nie są po prostu głupio uparte, nie chce nam zrobić na złość próbą samodzielnego nałożenia kozaków. Po co nam było rozumieć te wszystkie dziecięce potrzeby?

Jeżeli zdecydujemy się nie odinstalowywać Baby Translatora we własnych głowach, musimy się liczyć z ciężkim kopniakiem wywalającym nas ze strefy komfortu, w której dziecka po prostu nie szło zrozumieć i to usprawiedliwiało nasze nerwy, manipulacje, siłowanie się i bezwzględne realizowanie swojej woli. Jest jednak nadzieja, że zgadzając się na takie konsekwencje, zbudujemy w rodzinach więź opartą na autentycznym WZAJEMNYM szacunku– dla potrzeb i uczuć KAŻDEGO jej członka. Początki będą trudne. Ale tylko początki.

Related Posts

Leave A Comment