• środa , 26 Wrzesień 2018
BRZYDKIE KACZĄTKO, CZYLI KTO MNIE WYCHOWYWAŁ.

BRZYDKIE KACZĄTKO, CZYLI KTO MNIE WYCHOWYWAŁ.

Zażenowanie. Zadziwienie. Nie sądziłam, że odkopanie szkolnych zdjęć, może wywołać takie emocje. Że to, co było wtedy, mogło mieć tak wielkie znaczenie. Koniec końców- pozytywne.

W albumach nazbierało się tyle zdjęć, że w końcu trzeba było zrobić z nimi porządek. W dużej mierze polegało to na czymś w stylu „skoro tu jestem cięta od doniczki, to znaczy, że to jakaś czwarta klasa” albo „a taką nadwagę to miałam akurat w ósmej”. Wiecie, co czuje człowiek, gdy widzi takiego siebie? Otóż  czasem nawet nie widzi, bo mu się zdarza odwrócić zawstydzony wzrok.

Kiedyś spytałam mamę, dlaczego pozwała, żebym miała TAKĄ fryzurę, nosiła TAKIE ciuchy. Odpowiedziała mi wtedy mniej więcej tak: „chciałaś wyglądać jak koleżanki, a warunków nie było. Robiłam, co mogłam”.

Spojrzałam na tamtą siebie, jak na obcego dzieciaka. I wystraszyłam się.

Gdybym trafiła na inne środowisko, wszystko mogłoby potoczyć się fatalnie. Gdyby moje długonogie koleżanki robiły mi zdjęcia swoimi smarfonami zamiast na zmianę kolegować i kłócić się ze mną, kim byłabym dzisiaj? Lub gdyby wrażeń dostarczali mi inni ludzie, nie tacy którzy gotowi byli na współpracę, na poświęcenie czemuś czasu i zaangażowania? Gdyby to fejsbuk a nie podwórko nauczyło mnie przyjaźni, kryzysów, łez odrzucenia i radości z odnajdywania wspólnych zainteresowań?

Kim jestem?

To pytanie, które dorastając zadawałam sobie najczęściej. To jest takie pytanie, na które młody człowiek odpowiada sobie zawsze w relacji do tego, w czym jest- w jakich związkach międzyludzkich, działaniach, dominujących emocjach. Ja miałam fart. I to nie tak, że nie opłakiwałam nocami braku figury, braku chłopaka, braku wielu super najważniejszych rzeczy. Opłakiwałam. To nie tak, że nie było konfliktów, dokuczania, obrażania się, a nawet małostkowości. Było i to nie raz. Ale było też budowanie przyjaźni, zaufania, odpowiedzialności. Były autorytety. Było poczucie akceptacji, bycia potrzebnym i wartościowym.

Pochodzę z dzielnicy, w której życie mogło potoczyć się bardzo dobrze równie często jak zupełnie tragicznie. Dzielę doświadczenia dzieciaków, które mają pakiet wspomnień do wykasowania. Moje dzieci, przynajmniej na razie, nie. Ale wiem, że ja sama, choćbym zdobyła tytuł Najlepszej Matki Na Świecie, nie zapewnię wszystkiego, co jest potrzebne, by wyrosły na mądrych i pewnych swojej wartości dorosłych. Nie dam tego, co może dać jedynie właściwe środowisko wychowawcze. Dziś, obserwując zmieniający się świat i charakter relacji pomiędzy ludźmi, czuję wdzięczność  za to, czego doświadczyłam. I zastanawiam się, kto pomoże mi wychować moje dzieci.

 

Related Posts

2 komentarze

  1. Zwykła Matka
    29 lipca 2015 at 19:27 Odpowiedz

    Oby ta „pomoc” nie nadeszłą z dzisiejszego podwórka…Nasze podwórka z dzieciństwa mogły wychowywać, ale czasy były inne. Tez należę do pokolenia, które ma sporo do wykasowania z pamięci! Dzisiejsze dzieci wychowuje komputer, telewizja i inne gorsze rzeczy! Dlatego dzisiejsze mamy maja utrudnione zadanie robiąc co moga by dzieci wyrosły na „ludzi” 🙂

    • Agnieszka Rogala
      30 lipca 2015 at 08:38 Odpowiedz

      Dlatego wciąż mam nadzieję, że uda mi się zarazić dzieci jakąś pasją (którą niekoniecznie będę podzielać), która wprowadzi ich w grono wartościowych osób.

Leave A Comment