• wtorek , 27 Październik 2020
BYŁAM IDEAŁEM

BYŁAM IDEAŁEM

Taki był plan, że będę idealna. Takie były starania, usilne i pełne cudzych oczekiwań. Także urojonych. Byłam ideałem. BYŁAM.

Byłam nauczycielką. Taką z najmłodszymi uczniami, z tablicą i dziennikiem. I z wielkimi marzeniami o tym, jaka będę świetna, nowoczesna, wszechstronna, współpracująca. Na przerwach zamiast spacerków z ciałem pedagogicznym, uczenie dzieciaków zabaw i piosenek. Wytrzymałam 3 przerwy śniadaniowe. Brakło sił po lekcji i decybeli w głosie. No to kooperacja z rodzicami, przecież gramy do tej samej bramki. Tia… Udało mi się natomiast zaspokoić oczekiwania szefowej. We wrześniu drugiego roku pracy. Nigdy wcześniej ani później nie miałam tak spektakularnego sukcesu. Najlepsze nauczycielki na lekcjach wyciągały z biurek pożółkłe kajety z konspektami, a na radach pedagogicznych siadały w pierwszych ławkach. Wszystko to wyjątkowo trudno współgrało z popełnianymi błędami nabywającej pierwszych szlifów świeżo upieczonej nauczycielki. Wytrzymałam 2 lata. Persen mi się skończył.

Urodziłam syna. Byłam idealna. Cyc, pielucha, cyc. A gdy dziecię zasnęło robiłam same najpotrzebniejsze rzeczy. Myłam podłogi albo gotowałam obiad. I gratulowałam sobie, że jestem taka świetnie zorganizowana i umiem zarządzać priorytetami. Ego mi puchło w przekonaniu, że pewnie Mąż ze mnie taki dumny, wszak żona niezwykła, wszystko sprawnie ogarnia. Kompulsywnie malowałam paznokcie na czerwono. „Oho, ma niemowlaka a jeszcze jej się udaje znaleźć czas, żeby o siebie zadbać. Co za kobieta!’ – prawie słyszałam myśli przechodniów. Wytrzymałam 3 miesiące. Potem zostałam matką dziecka, które widuje się z babcią regularnie, beze mnie. Bo ja musiałam sobie popracować, żeby odetchnąć.

Byłam ideałem. Cholernie krótko. Za krótko, żeby zupełnie oduczyć się próby osiągania zbytecznie wysokiego poziomu. Wystarczająco długo, by doświadczyć bezcelowości tych działań. I takie mi zostało skakanie na życiowej trampolinie. Hop! i jestem świetna z przekonaniem, że tak już będzie zawsze. Jeb! i leżę zmęczona skakaniem. Patrzę w górę. Zbieram siły na dole.

Related Posts

3 komentarze

  1. Dariusz Bartocha
    13 maja 2014 at 22:41 Odpowiedz

    A może ideał, to jednak ta nauczycielka, której głos słabnie po trzech przerwach i ta która na chwile zostawia dziecko z babcią? Zastanowiłbym się 🙂

  2. Aga
    12 maja 2014 at 18:14 Odpowiedz

    Ta…jakbym z sobą rozmawiała dzień w co dzień i jest na to jakaś rada? Bo w sumie po co to wszystko…?

    • Agnieszka Rogala
      13 maja 2014 at 22:39 Odpowiedz

      Nie wiem, czy jest rada. Patrząc na siebie widzę, że pozostaje jedynie zdrowy rozsądek. Bo ja się całkiem wyleczyć nie umiem. To znaczy w sferach, gdzie już łupnęłam o ziemię, potrafię zachować umiar. Ale jak wchodzę w coś nowego to zawsze na wysokim C …

Leave A Comment