• wtorek , 27 Październik 2020
CHCĘ BYĆ NIEGRZECZNA.

CHCĘ BYĆ NIEGRZECZNA.

Jestem grzeczna, bo tak trzeba. Mam 32 lata i nadal to we mnie siedzi. Co się stanie, jeśli powiem, że chromolę?

Wiesz skąd się biorą grzeczni dorośli?

To ci, których w dzieciństwie chwalono za układność, łagodność, dostosowanie, posłuszeństwo. To wszystko bardzo zacne cechy charakteru. Ale jeśli to przede wszystkim one są podkreślane i nagradzane pochwałą przez ważnych dorosłych, drukują w dziecięcej głowie jasny przekaz- za to mnie lubią. Za to mnie kochają. A przecież tego właśnie chcę najbardziej.

Jestem grzecznym dorosłym.

Kłaniam się nisko tym, którzy mają mnie gdzieś. Dziękuję niekulturalnej ekspedientce, lekarzowi traktującemu mnie z góry, szefowi wręczającemu mi wymówienie. Przepraszam, że zabieram czas, przestrzeń i tlen. Nie chcę się narzucać. Przysiadam na brzegu krzesła, żeby na wszelki wypadek szybko ustąpić komuś odpowiedniejszemu, godniejszemu zaszczytu posadzenia pupy w tym właśnie miejscu. Mylę dobre maniery z zapominaniem o tym, co dla mnie ważne.

Umiem zaspokajać cudze potrzeby. Jestem na nie bardzo wrażliwa, to przecież od zawsze był świetny sposób na zawieranie znajomości, zdobywanie koleżanek w szkole, otrzymywanie bezcennych pochwał od dorosłych. Gdy się jest mało urodziwą kulką zamiast nabierającą kobiecych kształtów trzynastolatką, trzeba umieć radzić sobie ze światem. A ja znalazłam sposób, by świat mnie polubił.

Życie jest jak psi zaprzęg. Jeśli nie jesteś przewodnikiem, twój widok się nie zmienia.

Nie mam chęci być zawsze pierwsza. Ale zrozumiałam, że gdy ja kłaniam się nisko tym, którzy odwracają się do mnie tyłem, to mój widok ma w sobie coś z drugiej pary psów przy saniach. Pewnego dnia postanowiłam więc sprawdzić, czy Świat zawali się, jeśli najpierw wezmę pod uwagę własne potrzeby, a potem cudze oczekiwania. I Świat przetrwał. Zaczęłam więc co jakiś czas mierzyć się z nim na „moje też ważne”. Czasem to zauważył i był niezadowolony. Czasem nawet nie zorientował się, że ja chłodzę szampana fetując sukces uszanowania samej siebie. Ziemia nadal kręciła się wokół Słońca, ptaki dalej zrzucały kupy na samochody. Za to ja z błogością sączyłam bąbelki.

Nadal mam odruch ustępowania, bo pewnie inni mają więcej racji. To oni zasłużyli, bardziej się starali, gorzej zniosą porażkę. Ja sobie poradzę z nie-posiadaniem, nie-docieraniem, nie-zdobywaniem.Nie chcę przecież być egoistką. W dodatku to bardzo niekobiece jest. Niekobieco jednak walczę z odruchem. I nagle, gdy sobie na to pozwolę, okazuje się, że coś osiągam, realizuję marzenie, urzeczywistniam plany. Świat się nie wali. Nawet nie zaczyna mnie wtedy mniej lubić.

Related Posts

2 komentarze

  1. Pani Rurka
    22 stycznia 2015 at 15:25 Odpowiedz

    Ja myślę w ten sam sposób 🙂 A na przykład moja mama jest oburzona, kiedy widzi u mnie taką postawę. Jakby co najmniej mnie źle wychowała. Najlepsze było jej zdziwienie, gdy kiedyś podczas sporu o to, co ktoś sobie może pomyśleć, odpowiedziałam:
    – No ale jakie to ma znaczenie, co chce ktoś? Ważne jest, czego chcę ja”.

Leave A Comment