• środa , 26 Wrzesień 2018
CZY KAŻDA FAJNA MAMA WIE, ŻE NIĄ JEST?

CZY KAŻDA FAJNA MAMA WIE, ŻE NIĄ JEST?

Czy istnieje jeden zestaw warunków, po spełnieniu których mogę powiedzieć sobie, że oto ja też? Czy po czymś takim przestanę słyszeć w głowie oskarżycielkę, która szepcze, że znów zawiodłam, że taka jestem „nie dość”? Co zrobić, żeby osiągnąć taki błogostan?

Powiedziała, że uważa się za fajną mamę. Przeprosiła za nieskromność, ale bez przekonania. Bo ona robi z dziećmi „różne rzeczy”, jest z nimi i w ogóle. Spojrzałam na jej dwójkę biegającą razem z moimi po ogrodzie. Niczym się nie różniły. A jednak nie wiem, czy przeszłoby mi przez gardło, że jestem fajną mamą. (rzekła blogerka ponoć parentingowa…)

Fajna? Co to w ogóle znaczy?

Dobra mama: kocha aż do całkowitego poświęcenia się, wyrozumiała, troskliwa, łagodna, czuła, rozumie dziecko, akceptująca, zawsze ma czas, jej największą przyjemnością jest spędzanie czasu z dzieckiem, robi te wszystkie niesamowite rzeczy, jakie można robić z dziećmi, jeśli zrezygnuje się z czasu dla siebie. Gdy pomyślę o mojej samoocenie według tych punktów, już rozumiem skąd moje poczucie, że tak cholernie nie domagam. Ale to są moje cechy dobrej mamy, a może raczej mamy idealnej. A fajna? Jaka ona ma być? I kto mnie zatwierdzi jako fajną? Dzieci? A może Mąż, dla którego bywam łącznikiem, tłumaczem (usprawiedliwiaczem?) ich postępowania? Albo może jakiś niezaangażowany obserwator? A jeśli ja sama- czy to w ogóle będzie obiektywna ocena?

A może to tylko kwestia charakteru?

Nigdy nie umiałam chwalić się swoimi dokonaniami. Nie żeby było ich oszałamiająco dużo, po prostu wydawało mi się to jakieś nieskromne. Przecież czyny mówią za człowieka, prawda? No to niech przemówią!, myślałam frustrując się, że nie doceniają, nie oferują lepszych warunków, nie wciskają do kieszeni podwyżki. Od  jakiegoś czasu uczę się myśleć inaczej. Ale uznanie się za fajną mamę to nie to samo. To nie dumne uniesienie podbródka wobec jednego szefa, któremu mówisz, że zasłużyłaś, bo jesteś dobra. To stanięcie wobec rzeszy kobiet, których życie od jakiegoś czasu ma sens z powodu tylko tej jednej roli. Wobec ich trudności, wyzwań, wątpliwości. I nie chodzi o to, że matki to taki gatunek nastawiony tylko na krytykę, o czym dyskutuje się co jakiś czas na innych blogach. Mam wrażenie, że wypowiedziane „jestem fajną mamą” z dużym prawdopodobieństwem wybrzmi w cudzych uszach jak „a ty nie” lub „bardziej niż ty”. Bo chyba jednak większość z nas w głębi serca wątpi w siebie w tej kwestii.

To może trzeba to zrobić inaczej?

Żeby lepiej się czuć, mieć dobry start, wyższą samoocenę, dzięki której wszystko wygląda jakoś optymistyczniej. Może trzeba usiąść na ławce w parku, gdy dzieciaki pobiegną do piaskownicy. Albo na fotelu, z kawą, gdy młode ma drzemkę. I powiedzieć sobie, na głos!, JESTEM FAJNĄ MAMĄ. Bo tak. BO NIE JESTEM NIEFAJNĄ. Może powinnyśmy powtarzać to sobie przed lustrem jak mantrę, póki nie uwierzymy samym sobie. Być może nikomu tym nie zaszkodzimy, nie okażemy się nadto pewne siebie, zbyt dumne albo nieskromne. A jeśli większość mam będzie przekonana, że jest fajna, to naszą pewnością siebie nikogo nie zdołujemy.

Istnieje duża szansa na to, że łatwiej jest zostać fajną mamą niż mamą idealną.

Related Posts

3 komentarze

  1. Dawny Jez
    13 lipca 2015 at 23:39 Odpowiedz

    fajny wpis 😉

  2. Zwykła Matka
    6 lipca 2015 at 10:46 Odpowiedz

    Tak!!! Powinnysmy to sobie powtarzac do znudzenia 🙂 JESTEM FAJNĄ MAMĄ 🙂

Leave A Comment