„Za dobre się nie chwali”- tak lata temu ktoś wykładał mojemu Tacie. Dobre po prostu ma być  dobre. Bo jest dobre. Przecież to jakby przyznać medal kotu na wystawie kotów tylko za to, że ma długi ogon, wąsy i miauczy. Tyle, że ja nie jestem kotem. I chcę medal.


Po śmierci św. Teresy jedna z Sióstr zakonnych powiedziała o niej: „Siostrze Teresie nie należy się uznanie za praktykowanie cnót, bo nigdy nie musiała się starać”. Może to właśnie tak działa? Skoro nie widać ile wysiłku kosztują Cię te zwykłe sprawy, jak ogarnianie domu po sześciu godzinach kilkakrotnie przerywanego snu, to nici z medalu dla Pani Domu Roku Bieżącego? A jeśli nawet- jeśli rzeczywiście to nie kosztuje Cię zbyt wiele, bo taki talent, polot taki i robi się prawie samo, to co? To tym bardziej nie będzie „dzięki, że o to zadbałaś”?

Macie pojęcie, od ilu kobiet ja to usłyszałam? Takie pragnienie, żeby On (nie żaden świat, pal licho świat! To co powie On, było dla nich cenniejsze) po prostu czasem docenił. Zauważył to wszystko, co Ona robi, a czego bez niej by nie było. Że po praniu ma skarpetki zwinięte i odłożone do szuflady. Że jak wrócił z pracy, to dziecię już lekcje ma zrobione, a obiad czeka cieplutki. Że ciasto upiekła- bez tych cukiernianych ulepszaczy, tylko takie domowe, żeby było miło i zdrowo. Żeby się zorientował, że ta cała masa codziennych, nieważnych spraw byłaby dla niego mega problemem- gdyby nie Ona. Niech zauważy- NA GŁOS. Nawet bez kwiatów.

Gdyby Mężczyzna wiedział ile znaczy to docenienie, robiłby to codziennie. No chyba, że nie podnieca go myśl o związku z kobietą, której oczy lśnią od rana. Która gotowa jest dawać z siebie jeszcze bardziej. Bo to właśnie tak jest, gdy ona czuje się ważna i kochana, szanowny Mężczyzno Jej Życia. Do tej pory, gdy potrzebuję wzmocnienia, odtwarzam sobie w głowie wideo, na którym nadludzkim wysiłkiem pionizuję się pierwszy raz po cesarce. Mój Mąż szepnął mi wtedy jedno słowo, po którym gotowa byłam iść, póki nie upadnę bez ducha. Czasem jedno słowo to już medal, wierz mi. I nie, nie wystarczy, że to sobie pomyślisz. I nie, to nie ważne, że przecież już to kiedyś powiedziałeś, a skoro nie odwołałeś, to znaczy, że nadal obowiązuje.

Ale jeszcze mi się taka myśl kołacze… że ten Mężczyzna- o ile się na tym znam- to musi mieć czasem dobry przykład. Po prostu- „dziękuję” za jego oczywistości, na co dzień. Żeby nie było, że w cudzym oku dokładnie widzę drzazgę, belki nie dostrzegając we własnym. I dlatego, że no przecież tak jest, a przynajmniej bywa, że jest za co mu podziękować. (Choć znam kobiety, które będą musiały pogłówkować)

Dobre ma być dobre, bo jest dobre. Akurat! Medal za to, że choć poniedziałek, mroźny wiatr urywa głowę, to chleb bohatersko przyniesiony ze spożywaczaka… Oczywistość? Uwaga. Kiedyś może się okazać, że żadna oczywistość nie będzie oczywista. I będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Dodaj komentarz