• środa , 28 Październik 2020
DLACZEGO NASZE DZIECI NIE DOCENIAJĄ TEGO, CO MAJĄ?

DLACZEGO NASZE DZIECI NIE DOCENIAJĄ TEGO, CO MAJĄ?

Cieszymy się, że nasze dzieci mają więcej, niż my mogliśmy mieć będąc w ich wieku. Wpadamy jednak w pułapkę, gdy spodziewamy się, że to od razu docenią.

 

Nasze dzieci nie dogadałoby się z prezydentem Komorowskim.

Podobno poprzedni prezydent przegrał wybory, ponieważ cieszył się, że oddycha powietrzem. Tak komentowały to niektóre mądre głowy. Nie wnikam w głębię takiej analizy kampanii wyborczej. Ale  podoba mi się zawarta w niej jakaś życiowa prawda. W czasach jego młodości metaforyczne oddychanie pełną piersią było niemożliwe, więc świętował zmianę. Dziś powietrze wolności jest naturalne, oczywiste i należy się wszystkim z jakąś ulepszającą domieszką, żeby było fajniej. Trochę to przecież o porównaniu materialnego wymiaru naszego dzieciństwa z dzieciństwem naszych potomków, prawda?

Za naszych czasów było inaczej.

Pokolenie rodziców dzisiejszych kilkulatków często pamięta jeszcze kolejki do sklepów, wiecznie niespełnione prośby o kupno zabawki, zachwyt puszką ananasów z bożonarodzeniowych paczek wydawanych w zakładach pracy. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia ograniczeń i charakterystycznych dla dziecka marzeń o przepychu.  Dla mnie zmorą było, że wszystko co pyszne muszę jeść z chlebem, nawet serek homogenizowany. Trzeba się było tak najeść, żeby innym też starczyło. Dziś odbijam sobie spełniając moje dziecinne marzenie z tamtych lat: bezczelnie wciągam makrelę, parówkę tudzież serek (nie wszystko naraz, przynajmniej nie na ogół) zupełnie bez dodatków. Dziś wreszcie jest więcej, stać mnie na więcej, mogę więcej. Ale wiem jak było kiedyś. I to mój wewnętrzny punkt odniesienia.

Dla naszych dzieci „tu i teraz” to punkt wyjścia, moment startowy, początek osi. Razem z całym „więcej” i wszystkim „bardziej”.

One spodziewają się, że zawsze kupię im coś na mieście, gdy zgłodnieją podczas zakupów. Chcą nowe kredki, choć stare nie są zużyte nawet w połowie. No dobrze, przecież nie wiedzą, że ja mogłam jedynie pomarzyć o frytkach podczas zakupów z mamą. Albo, że nowe kredki dostawałam, kiedy stare były zbyt krótkie, by dało się nimi rysować. Jasne, rozumiem, żyją w innych czasach. Niech mają. Ale na litość boską, niech okażą trochę wdzięczności! To nie jest przecież takie oczywiste, za moich czasów tak nie było… oh wait.

Próbuję sobie przypomnieć, jakie wrażenie robiły na mnie, jako dziecku, opowieści mojej Mamy o tym, jak w dzieciństwie musiała kroić cukierka tak, by starczyło dla całego rodzeństwa. To była jej wersja „za moich czasów…”, poprzez którą mieliśmy docenić to, co mamy. Pewnie na początku nic to nie znaczyło. Potem wywracaliśmy oczami, gdy znów słuchaliśmy tej samej historii. Ale w końcu zaczęłam coś z tego rozumieć. I porównywać. I doceniać.

Może więc nie rugować całkiem tych niewyobrażalnych dla naszych cyfrowych dzieci opowieści o analogowym świecie, gdzie nie każda dziewczynka miała Barbie, a Lego było dla wybranych. To może jeszcze kiedyś zrobić dobrą robotę. Ale bez oczekiwania, że już teraz, poprzez takie porównywanie szans i możliwości, będą natychmiast bardziej szczęśliwe, lepiej docenią wszystko, co dostają. I za to ucałują rodzicielską, spracowaną dłoń. Do tego trzeba dorosnąć.

Related Posts

4 komentarze

  1. Gosia
    30 września 2015 at 20:28 Odpowiedz

    Fajny artykuł, przypomniał mi o tym jak mama mi opowiadała co ja mam teraz, czego ona nie miała:) Zastanawiam się nad jednym kiedy mój synuś będzie chciał mieć wszystko, bo na chwilę obecną jak coś chce np. w sklepie soczek a powiem, że nie, to on tak jakby odpowiadał: spoko nie to nie. Nie mówi tak oczywiście, ale reakcję jego tak odbieram,bo on po prostu się tym nie przejmuje. Sporadycznie się zapyta czy kiedyś mu kupię. Mając wiele koleżanek z dzieckiem w wieku podobnym zastanawiam się czy to normalne…:) Zawsze byłam nastawiona na to, że będzie robił mi „afery” w sklepie.. Może ten czas dopiero nastanie..

    • Agnieszka Rogala
      1 października 2015 at 07:47 Odpowiedz

      I to jest super! Moje dzieci, gdy mówię, że nie kupię, pytają, czy kupię KIEDYŚ. I o dziwo odpowiedź „tak” lub „może” im wystarcza.Ale jeśli wiem, że nigdy nie kupiłabym im tego, wtedy mówię, że „nie”. Jakoś źle czułabym się z okłamywaniem ich- nawet gdyby miały o tym zaraz zapomnieć.

  2. Zwykła Matka
    28 września 2015 at 10:45 Odpowiedz

    Masz rację 🙂 Nasze mamy mówiły nam podobnie 🙂 Staram się córce wpoić , że wdzięcznym trzeba byc nawet za drobiazgi, ale dzisiejsze dzieci jakoś tak myslą, że wszystko przychodzi samo z siebie, że cos po prostu jest i tyle!

    • Agnieszka Rogala
      30 września 2015 at 08:51 Odpowiedz

      W sumie, to te hasła o „za naszych czasów” to czysta lekcja historii 😉

Leave A Comment