• wtorek , 20 Październik 2020
DRUGIE SPOJRZENIE

DRUGIE SPOJRZENIE

Ostatnie obserwacje udowodniły mi, że się mylę. Wy też pewnie mylicie się tak czasem. Bo czasem właśnie trzeba podnieść głowę, odwrócić się jeszcze raz, ponownie rzucić okiem. Zobaczyć ciąg dalszy. I dać się zaskoczyć w swoim wszechwiedzeniu.

Plac w centrum miasta, sobota na tyle rano, że z domów wychodzą tylko joggerzy i skazani na pracę w weekend. W pośpiechu niewyraźnie rejestruję profil bezdomnego w klasycznym anturażu brudu i fetoru, który siedząc na ławce wyciąga rękę ku ziemi, po czym podnosi ją ku ustom. „Masakra”, myślę w sumie chyba z obrzydzeniem przewidując, że to jakieś zdobyczne okruchy śniadaniowe. Mijając go nie dowierzam jednak i- jak rzadko- odwracam się bezczelnie, by udowodnić sobie rację. Mężczyzna trzyma w dłoni zmiętą chusteczkę. Podnosi ku ustom. Pluje. Schyla się ku, jak się okazuje, jedynej swojej nodze. I wyciera but.

W kościele zawsze znajdzie się jakiś nadgorliwy dziadek, który zna wszystkie teksty z Mszału. Albo śpiewa w natchnieniu skutecznie przekrzykując organistę i wiernych razem wziętych. Tym razem trafił mi się taki jeden tuż za mną. Mam mszę w stereo. W drodze do komunii widzę jak wysuszony wiekiem śpiewak przepycha się pośród ludzi, taranując sobie drogę jakąś staruszką o kształtach wprost proporcjonalnych do jego własnych. „No jasne, ludzie potrafią być chamscy nawet w takiej sytuacji”, myślę w modlitewnym skupieniu klęcząc na posadzce. Ktoś mnie szturcha, podnoszę głowę. To ten staruszek. Już mógłby iść swobodnie, a jednak ciągle delikatnie opiera rękę o plecy kobiety przed nim. Idzie niepewnie szurając butami. Dopiero teraz widzę jego patrzące w nicość oczy.

Targ w dzień targowy. Mydło, powidło, kapucha i mięcho. Czasem- kulturalnie, z budki, czasem ze skrzynki na chodniku- taniej. Masz tu wszystko. Bimber w butelkach jak po oleju, sprzedawany przez dresowych cwaniaczków w białych skarpetkach, którzy podłączeni do krótkofalówek monitorują teren na okoliczność nieumundurowanych funkcjonariuszy. Spleśniałe truskawki w promocji cenowej, zawsze ktoś się skusi. A jednak stara handlarka z reklamówkami była dla mnie zaskoczeniem. Przecież teraz foliówki dają już nawet Cyganie sprzedający żyletki do golarek i kradzione perfumy. Tymczasem opasła, rozlewająca się na rybackim krzesełku starsza kobieta w chuście zawiązanej pod brodą jak rasowa wieśniaczka, trzyma na kolanach plastikowe torby. Mijam ją i aż mi żal, że ona tu taka skazana na porażkę. A może kupię jedną? Odwracam się, by zapytać o cenę. I wtedy spod reklamówek słychać elektroniczny chrobot i pikanie. „Chrszchrsz… I jak jest, kurwa, idą? No idą?! Odbiór!”.

Related Posts

2 komentarze

  1. Asia
    29 czerwca 2014 at 01:35 Odpowiedz

    Pięknie piszesz. Czytam post po poście, niczym w transie. I chcę jeszcze i jeszcze. Mogłabyś napisać książkę. Z przyjemnością bym kupiła. Pięknie piszesz.Powodzenia

    • Agnieszka Rogala
      29 czerwca 2014 at 09:01 Odpowiedz

      Dziękuję! A że popełnienie książki jest jednym z moich wielkich marzeń, to wszystko jeszcze przede mną 🙂

Leave A Comment