• wtorek , 27 Październik 2020
DUSZE NIE BRATNIE

DUSZE NIE BRATNIE

Nie wierzę w damsko-męskie bratnie dusze. Nigdy żadnej nie poznałam. Zdecydowałam kiedyś, że przestaję szukać człowieka, który będzie taki jak ja i równocześnie będzie ideałem. Trochę jak z tą żabą z dowcipu: ładne zwierzęta na lewo, inteligentne na prawo. „No przecież się nie rozedrę!”.

Ten etap, gdy szukasz kogoś, kto nadałby Twojemu życiu sens. Jak gdybyś sam/ sama nie była w stanie być głównym bohaterem własnej opowieści. Ktoś musi usankcjonować, uzasadnić Twój byt. To się w polityce nazywa legitymizacja. Inni pozwolili Ci być, inni dali Ci prawo. Ten czas karmi się filmowymi i książkowymi opowieściami o bratnich duszach, gdzie jeden człowiek znajduje drugiego, idealnie kompatybilnego. Doskonałe uzupełnienie. Błysk, strumień światła na skomplikowaną machinę, wyjątkowe ułożenie planet i miłosne ecce homo. Bo przecież nie  para, skoro to dwie połówki jednej całości.

“Nie wierzę w istnienie drugiej połówki, ponieważ uważam się za całą istotę”. Kocham to zdanie Marii Arbatowej. To moje małżeńskie motto. To moja siła w nieporozumieniach, gdy okazuje się, że oczekuję od Niego myślenia po mojemu. A przecież ja to Ja. A on to On.

Kiedy jeszcze lałam łzy nad chybionymi tymi jedynymi, mój Przyjaciel powiedział mi coś, co było jak skrzyżowanie buddyjskiego oświecenia i spotkania z rozpędzoną ciężarówką. Uświadomił mi, że moje poszukiwania przypominają urocze zdjęcie- ja, Jedyny i bardzo szczegółowe tło. Jego głowa jest wycięta, a ja przymierzam napotkanych facetów do ramki i sprawdzam, czy mi pasują. Co tam ich indywidualność, ich pragnienia, ich prawo do ludzkich wad, ich bogactwo, którego nie przewidziałam na zdjęciu. Pasuje, nie pasuje. Mi i dla mnie.

Istnienie bratniej duszy wiązałoby się z poszukiwaniami jedynej na świecie osoby, z którą mogłabym czuć się pełna. Bez której nie mogłabym żyć samodzielnym szczęściem. Jakoś mierzi mnie ta wizja. Wyszłam za mąż z najprawdziwszej miłości, choć bez rozmów do białego rana i dyskusji o łączących nas fascynacjach. Ze wspólnym wyczuciem najważniejszych idei ale różnymi pomysłami na ich realizację. Nie jest idealnie, czasem nie jest łatwo. Coś jak w życiu.

To nie jest jedyny słuszny pomysł na związek, na małżeństwo. Tak naprawdę mam nadzieję, że choć niektórzy poszukiwacze bratnich dusz, rzeczywiście je odnajdują. Może to są jakieś szczególne osoby, wyjątkowe jednostki, jak na filmach? Jeśli jednak o mnie chodzi, mój wybór dał mi poczucie bycia całą istotą, która zdecydowała dzielić z kimś życie nie dla uzupełnienia siebie, ale stworzenia nowej jakości. Mi z tym dobrze. U mnie się sprawdza.

Related Posts

3 komentarze

  1. Dariusz Bartocha
    19 lipca 2014 at 12:53 Odpowiedz

    Czytając tekst, słyszałem o „echo” chemicznych dyskusji 🙂

  2. Dawny Jez
    6 czerwca 2014 at 12:59 Odpowiedz

    Podzielam Twoje zdanie. Drażni mnie wszystko, co wyzwala we mnie tęsknotę za czymś, co nie wydaje mi się możliwe ani prawdziwe – jedności dusz. Cieszę się, że moim mężem jest mężczyzna – zgoła różny ode mnie, człowiek, który w życiu nie zrozumie meandrów mojej duszy. Nie oczekuję tego. Odkrywamy się nawzajem. Jesteśmy raz bliżej, raz dalej. Nie ma nudy.

Leave A Comment