• czwartek , 22 Październik 2020
DZIECKO. TRYB NIEDOKONANY

DZIECKO. TRYB NIEDOKONANY

Pusto w tam, gdzie było takie prawie, takie u początku. Co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Gówno prawda. Gówno prawda, skoro serce na pół.

Za wcześnie, żeby dzwonić do wujów i ciotek z kolejną historyczną nowiną. Wystarczająco o czasie, by fikać koziołki – a nie, na początku trzeba się oszczędzać, nie fikać- z radości. Powiedzieć najważniejszym osobom, że tak właśnie spełnia się marzenia. Znów, bo taki fart życiowy.

Za małe na pełną człekokształtność. Wielkości dwóch kresek. Wystarczająco duże, by nazwać Imieniem.

26 maja byłoby gładzenie po jeszcze niewypukłym brzuchu i myśli pełne rozczulenia nad wielokrotnym macierzyństwem. I choć czas przyszły, to tryb już dokonany. Trzy dni wcześniej, o zachodzie słońca nie ma Imienia. To tylko komórki, pewnie źle podzielone, omyłkowo posklejane. Natura reguluje takie błędy samodzielnie. Ocalenie przed większym dramatem. To jeszcze nie był człowiek.

To jeszcze nie był człowiek. To jeszcze nie był człowiek. To jeszcze nie był człowiek. To jeszcze nie mógł być człowiek.

Na trzy dni przed Dniem Matki nie umarło dziecko. Nawet nie stracono dziecka. To tylko stracona ciąża. Ciąża poleciała. Trzy dni później samotna myśl przed lustrem… czy odmawiając kilku tygodni człowieczeństwa, przez pomyłkę odmówiono Komuś Mamy?

Dzień Dziecka. Ilu dzieci? Może tylko tych, które da się pocałować w rumiany policzek? Zdyszanych życiem? Przecież nie całuje się plastikowego kubeczka stojącego na lekarskim blacie. „Wie pani, teraz wszystko musi iść do badania. Ale to już przecież prawie samo wypadło”.

A jednak nie robią się dziury po niczym. A przecież musiała być śmierć skoro jest żałoba. A skoro jest śmierć, musiało być Życie. Czas przeszły dokonany.

Nie usypuje się mogił dla ledwie człekokształtnych. Nawet tych o Imieniu. Oni znikają, rozpływają się w filozoficznej zawiłości definicji życia i duszy. 1 czerwca na własną rękę trzeba znaleźć sobie kierunek szlochu. Samodzielnie zorganizować duszy wcielenie w jakieś drzewo albo kamień. Żeby móc przytulić wszystkie swoje dzieci.

Czas teraźniejszy. Niedokonany.

 

Related Posts

6 komentarzy

  1. Lidka
    14 lipca 2014 at 11:12 Odpowiedz

    Współczuję…dla mnie nie nie liczy się definicja lekarska kiedy już jest nowe życie a kiedy jeszcze nie…liczy się moje odczucie i koniec. Szkoda, że innym jest to tak trudno zrozumieć.

  2. PRZYWILEJ NIEKONIECZNIE NATURALNY | AgaRogala
    4 lipca 2014 at 08:53 Odpowiedz

    […] Za pierwszym razem chciałam wykrzyczeć światu, że jestem w ciąży. Z radości i dumy. Ktoś mi wtedy doradzał, że na wszelki wypadek nie powinnam jeszcze nikomu o tym mówić. Na WSZELKI WYPADEK? To co, mam zakładać, że ta ciąża to sprawa nie całkiem dokonana? Że dziecko może się nie urodzić?! Jak w ogóle mogłabym coś podobnego brać pod uwagę? Nie brałam. W drugiej też. I trzeciej. […]

  3. domi
    28 czerwca 2014 at 19:30 Odpowiedz

    Bardzo wzruszające…trzymam kciuki za przyszłość…

  4. Łońska
    1 czerwca 2014 at 21:46 Odpowiedz

    Nie wiem co napisać.
    Ściskam mocno. Tylko tyle mogę.

  5. Karolina
    31 maja 2014 at 23:31 Odpowiedz

    1 czerwca całuje się goździk składany na małym grobie „Józefa Marii”, bo 19 marca nie miał(-a) widocznej jeszcze płci… I do Przyjaciółki, która Mamą była przez chwilę, bo przecież 9 tygodni to nie przebieranie pieluch, nieprzespane noce i czekanie na powrót dziecka z nocnej imprezy, dzwoni się 26 maja. Mama, tryb za szybko pokonany.

Leave A Comment