• wtorek , 20 Październik 2020
JAK WYBACZYĆ SOBIE GNIEW.

JAK WYBACZYĆ SOBIE GNIEW.

Dobre mamy pewnie się nie wściekają. One w środku mają zen. Ja w środku mam czasem taki gniew, od którego boli brzuch. Ja czasem się wściekam. Jaki z tego wniosek?

Miało być inaczej.

Jak na obrazkach z kolorowymi, rozmytymi pejzażami albo dziecięcymi, umorusanymi buziami i mądrymi cytatami na pierwszym planie. Tymi o akceptacji, rodzicielstwie bliskości i patrzeniu z zachwytem, jak dziecię wzrasta samoistnie, bo mądry rodzic mu w tym nie przeszkadza. Beztroska, wolność i bieg po łące w białej sukience. Taką miałam być mamą.

Tymczasem ja się wściekam. I mam poczucie winy.

Bo powinnam umieć tego nie robić. Bo na pewno jest we mnie za mało zen, za mało kompetentnego rodzica albo jeszcze kogoś z którejś z mądrych i modnych książek o rodzicielstwie. Bo na pewno Ci, którzy osiągnęli już tę głęboką łączność z samym sobą i wszechświatem, będą cmokać z politowaniem czytając podobne wynurzenia.

Bywa, że rozjuszonego czerwoną płachtą byka we mnie udaje się opanować. Nie zatrzymuję samochodu z piskiem opon na środku ruchliwej trasy, żeby ta dwójka na tylnym siedzeniu zaczęła mnie wreszcie słuchać. Ale bywa też, że wrzasnę, by raz na zawsze przestały sobie dokuczać, raz na zawsze skończyły kłótnie o drobiazgi, raz na zawsze… coś. „Raz na zawsze” nie istnieje, inaczej ktoś już dawno by to wymyślił. Gdy o tym zapominam,

czuję się niekompetentną matką.

Kiedy zawodzę, dopiero po wszystkim spływają na mnie mądre słowa, odpowiednie sformułowania. I pewność, że gdybym tak zrobiła, wszystko byłoby inaczej, lepiej. POWINNAM ZAWSZE wiedzieć, co należy zrobić, powiedzieć, jak zareagować. POWINNAM ZAWSZE wykazać się empatią, zrozumieniem, uszanowaniem dziecięcej specyfiki. POWINNAM ZAWSZE być otwarta na ich „nie”, zawsze dostrzegać głębię i umieć na nią zareagować.  Powinnam być tą fajną mamą z fejsbukowych złotych myśli, dajmy na to takiego Juula, pisanych fikuśną czcionką o wielu zawijasach.

Próbuję jednak jakoś to ogarnąć. Z zawijasami lub bez.

Ponieważ gniew jest we mnie. To przecież mówię rodzicom na warsztatach. Nie jest ani zły ani dobry, to emocja, której nie ma sensu się wypierać. Dopiero sposób, w jaki ona ujrzy światło dzienne, może podlegać ocenie. Jeśli będę go zbyt często połykać, wypali mi dziurę w żołądku. Jeżeli będę go uwalniać niekontrolowanie, wypali dziury w tych, których kocham. Ale rodzic, który nigdy się nie denerwuje, nie jest prawdziwy. I nie uczy dziecka prawdy o człowieku, o świecie, o emocjach.

Może kiedyś mój gniew nie będzie mi przeszkadzał. Może nie będę już musiała wykładać sobie tego tak rozumowo, krok po kroku. Po prostu będę zrównoważoną, szczęśliwą posiadaczką tego cholernego zen. Póki co pozostają mi nieustające próby zaakceptowania niewygodnych emocji. W miarę nieźle już sobie radzę z wadami. To i może tu kiedyś mi się powiedzie.

Related Posts

4 komentarze

  1. mariusz
    16 września 2015 at 17:15 Odpowiedz

    No Aga trafiłaś w moje dzisiejsze odczucia, eh dobrze że nie jest sie samemu w tej złości z której czasem mam ochote pogryźć tą dwojke siedzącą na tylnej kanapie.
    Powtarzam sobie jednak ze lepiej sie autentycznie wkurzać niz dusic w sobie gniew.

    • Agnieszka Rogala
      17 września 2015 at 07:46 Odpowiedz

      Powiem Ci nawet, że Juul zaleca, by tak właśnie było. Bo dziecko nabywa fałszywą wiedzę o świecie emocji, jeśli obcuje z dorosłymi, którzy je w sobie tłumią. Abstrahując od tego, co dzieje się z ciałem dorosłego, który spycha w głąb niewygodne emocje.

  2. Zwykła Matka
    7 września 2015 at 09:45 Odpowiedz

    Ujme to tak – nie jesteś jedyna, a matki z tym tzw zen?? No proszę cię! Wierzysz w ich istnienie? Jeśli tak to przestań bo to cię zamęczy 🙂 Na zły dzień pomaga mi sprzątanie i sport 🙂 Przyjemne z pożytecznym. Nic nie musimy zawsze! te hasła „powinnam, muszę”….odpuść 🙂

    • Agnieszka Rogala
      10 września 2015 at 08:10 Odpowiedz

      Wierzę w matki zen- to te, co prowadzą inne blogi parentingowe 😉

Leave A Comment