• wtorek , 27 Październik 2020
KOBIETY, PRZY KTÓRYCH WYPADAM SŁABO.

KOBIETY, PRZY KTÓRYCH WYPADAM SŁABO.

Porównywanie się z innymi to złe zło. Jasne. Kto nigdy tego nie robi niech pierwszy rzuci we mnie kamienieniem. Bo ja owszem. I czasem tak słabo wypadam we własnych oczach.

Będąc kulką (kształt nieprzypadkowy) kompleksów w dzieciństwie, w niemal każdym porównaniu, jakie sobie fundowałam wypadałam blado jeśli nie żenująco. Za gruba, z fatalną fryzurą, bez przydatnych talentów, bez chłopaka. Jednym słowem bieda i idealny materiał na rolę drugoplanową we własnym życiu. Na szczęście proces dojrzewania kilka moich defektów zminimalizował, a na parę innych pozwolił spojrzeć przychylniej. Mimo to wciąż znajduję kobiety, które stawiam sobie za wzór tego, czego mi w moim przekonaniu brak. Przy których czuję się zupełnie „nie dość”. Wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że one to widzą, wiedzą i informują resztę świata o moich niedostatkach. Macie tak czasem?

Eleganckie kobiety na wysokich obcasach. A zwłaszcza eteryczne Francuzki.

Starałam się, naprawdę. Uczyłam się tych butów z poczuciem, że łatwiej żyłoby mi się ze stygmatami, niż biczując się noszeniem szpilek. W związku z tym moja kobiecość nie jest pełna, moje nogi nie dość długie, mój seksapil nie ma 15 magicznych centymetrów poniżej kostek. A na dodatek nie umiem być jak Francuzki. One wszystkie tak mają, prawda? Jakby dopiero wstały z łóżka i od samego początku, bez zbędnych zabiegów wyglądały jak okładka Vogue. Ja rano przypominam raczej zmiętą prasę przedwczorajszą. One prawie bez makijażu, z włosami upiętymi na niby, trzema ciuchami plus koronki i- rzecz jasna- w szpilkach. 100 procent kobiecości w trzy francuskie minuty pomiędzy kawą a croissantem. Ja po trzydziestu minutach przygotowań wstępnie przestaję odstraszać.

Offowe oryginały

Słuchają muzyki, której nazwy gatunków, o wykonawcach nie wspominając, kompletnie nic mi nie mówią. Bywalczynie lokali, o których nie miałam pojęcia, stylowe i trendowe. Ostatnim razem w czarnych koszulach z mgiełki, spiętych kołnierzykiem pod samą szyją, o ustach karminowych, z niedbałym kokiem na czubku czubka głowy. Przy nich czuję się jak plebs na chwilę łaskawie wyprzęgnięty od pługa codziennego życia. One nie mają codzienności. Zaciągają się każdą chwilą i umieją wydmuchiwać ją w finezyjne kształty. Koniecznie w nastroju artystycznej dekadencji. Szczęściem mieszkam na odludziu, gdzie trudno o częste okazje do porównywania się z nimi. Są mi legendą miejską na prywatny użytek, gatunkiem zamieszkującym coraz bardziej obce regiony.

Ulepiłabym siebie.

Prawdopodobnie, mimo prób, nie ulepię z siebie francuskiej outsiderki w louboutin’ach o czerwonym spodzie. Nie, zaraz, to usta miały być czerwone. A szpilki po prostu (?) wysokie. Gdyby to jednak było możliwe, to chciałabym jeszcze być podróżniczką, która dzieci pakuje w plecak i jedzie mieszkać dwa lata na Bali, a pociechy nie są żadną przeszkodą tylko umilającym życie elementem rozwoju osobistego. I jeszcze żebym była Carrie Bradshaw z „Seksu w wielkim mieście”, która za felieton i spoglądanie w okno z papierosem w natchnionej dłoni zgarnia taką kasę, że resztę dnia może spędzać w kawiarni z przyjaciółkami tudzież na otwarciu jakiejś popularnej knajpy.

Na koniec mogłabym napisać jakieś okrągłe zdanie o satysfakcji z tego, co się ma i kim się jest. Nie napiszę. Mimo tego zadowolenia ja naprawdę chciałabym i te szpilki, i tę niezwykłość, i to Bali.

Related Posts

3 komentarze

  1. Ruda Blondynka
    13 kwietnia 2015 at 09:25 Odpowiedz

    Witam Pani Agnieszko.
    Przeczytałam kilka Pani postów i są bardzo interesujące w tym jak patrzy Pani na świat 🙂
    A co do kobietach w szpilkach. Fakt , ładnie i seksownie to wygląda ale jest przy tym cholernie niewygodne. Już nie wspominając o naszym nieszczęsnym kregosłupie który cichutko prosi – „zrzuć to ”
    W każdej z nas , zresztą to samo można powiedzieć o facetach liczy się to co mamy w środku.
    Wygląd zewnętrzy jest tylko dopełnieniem całości. Jeżeli ktoś ocenia nas tylko po wysokości noszonych szpilek , długości spódnicy i wielkości biustu to niech lepiej zejdzie nam z drogi.
    A kompleksy zapewniam Panią mam każda z nas , nawet ta najbardziej wymuskana i piękna.
    Pozdrawiam

    rblodz.blogspot.com

  2. domi
    27 lutego 2015 at 12:58 Odpowiedz

    Wszyscy mi mówią, ze tak bez makijażu w płaskich rozklekotanych butach wygladam jak nastolatka, ostatnio Pani w tramwaju do mnie rzuciła tekstem ale fajna masz siostrzyczkę, apropos byłam z Amelą oczywiście… W sumie to dobrze ze nawet nie mam czasu pomyśleć o tych szpilkach…

Leave A Comment