• wtorek , 20 Październik 2020
KTO CI PSUJE DOBRĄ ROBOTĘ. I DLACZEGO TO NIE JEST AŻ TAK WAŻNE.

KTO CI PSUJE DOBRĄ ROBOTĘ. I DLACZEGO TO NIE JEST AŻ TAK WAŻNE.

Mieliście pomysł na wychowanie własnych dzieci. Potem okazało się, że inni też je wychowują, czasem zupełnie inaczej niż Wy. Czy dadzą radę Was zakrzyczeć?

Miało być tak pięknie.

Na przykład bez słodyczy. Przecież to nie jest potrzebne do szczęścia. Ale ciocie i babcie twierdzą, że odzieracie dziecię z radości dzieciństwa. Nie dajecie mu tego, co mu się z urzędu, racji wieku i faktu posiadania rodziny zwyczajnie należy. Więc albo wkraczacie na ścieżkę wojenną ze starszym pokoleniem (choć reguła, że młodzi są bardziej w tym względzie oświeceni ma mnóstwo wyjątków) albo powoli odpuszczacie, przymykacie oko i szukacie dobrego dentysty, który umie obsługiwać maluchy.

Był też pomysł na przemyślane metody wychowawcze. Kupiliście synowi lalkę, bo chciał a to żaden wstyd. Dopóki wujek nie powiedział mu, że to niemęskie. Dziecko miało też ponosić konsekwencje swoich decyzji. Ale babcia tak źle znosi widok szlochającego wnuczka! Dzieci miały same się dogadywać, przecież potrafią. Ale niani szkoda było tego słodkiego maluszka, chciała tylko nauczyć starszego, że jego zadaniem jest ustępować młodszym.

Wychowujecie dziecko do rozpoznawania swoich potrzeb, podążania za swoimi zainteresowaniami. A potem posyłacie je do szkoły, gdzie musi chcieć siedzieć w ławce, musi działać pod dyktando. Gdzie nauczyciel od lat pracuje tymi samymi metodami, a niewygodnego ucznia określa mianem niegrzecznego. Gdzie rówieśnicy mają głos równie silny co nieprzemyślany w swych osądach.

A jednak to nie jest aż tak super ważne.

Gabinety psychologów pełne są dorosłych dzieci opowiadających o ojcach alkoholikach, niepoukładanych matkach, zaburzonych relacjach w domu, niedokochaniu, poczuciu odrzucenia przez najbliższych. Nie o dziadkach karmiących cukierkami. Nie aż tak często o nauczycielach i skostniałych metodach nauczania. Nie, to nie jest bez znaczenia. Jednak spostrzeżenie rodziców na jednym z warsztatów nie pozostawiało złudzeń:

analizując własne dzieciństwo zorientowaliśmy się, że wszystko, co najważniejsze dostaliśmy w rodzinie. Jakkolwiek oddziaływałaby reszta świata, to Z DOMU wzięliśmy siłę lub bezsilność, wiarę w siebie albo niepewność, odwagę do podążania za swoimi marzeniami lub skłonność podporządkowywania się cudzym oczekiwaniom.

To my, Rodzice, mamy moc powoływania dziecięcego świata do życia albo obracania go w gruzy. Ze skutkiem na lata, czasem na zawsze. Więc póki robimy wszystko, co w Naszej mocy, by tętnił on życiem i zdrowiem, Nasze dzieci są bezpieczne. Nasz sen może być nieco spokojniejszy.

Related Posts

2 komentarze

  1. Dawny Jez
    1 marca 2015 at 22:15 Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten wpis. :*

Leave A Comment