• poniedziałek , 19 Październik 2020
MATKA GRASUJE NA WOLNOŚCI

MATKA GRASUJE NA WOLNOŚCI

Obie sztuki dzieci w przedszkolu. Rozwijają się, uczą, poznają. Chyba jestem złą matką.

Ona taka drobna, eteryczna blondyneczka. Wrażenie  takie, że jak dmuchnie mocniej wiatr, to pewnie porwie ją ze sobą. Lubi się przytulać. Jakże to tak- do przedszkola? Bez mamy? Toż ona taka drobna, eteryczna… Ale przecież:  taka zaradna, samodzielna, skora do śpiewów i tańca. Nie daje sobie w kaszę dmuchać, ma własne zdanie, nawet jeśli artykułuje je w sposób zrozumiały tylko dla wybranych. Samodzielnie wycina, chętnie rysuje i maluje. Wszystko rozumie.

Chcę, żeby moje dzieci umiały poradzić sobie w relacjach z rówieśnikami, żeby miały wiele doświadczeń, nowych bodźców, pozytywnych wrażeń. Żeby potrafiły radzić sobie w sytuacjach stresowych, kryzysowych. Uczyły się piosenek, współdziałały w zespole, nabywały wiedzę.

Komu można przyznać się, że to nie jedyne powody posłania ich do przedszkola?

Ja też chcę mieć bogate doświadczenia, uczyć się nowych rzeczy, realizować marzenia, które – o zgrozo!- nie wiążą się z moimi dziećmi. Piszę o tym szeptem, ze wstydu przed wszystkimi dobrymi matkami. Tymi, które realizuje już samo macierzyństwo, zawsze gotowymi, by zrezygnować z siebie dla dziecka. Piszę w tajemnicy przed samą sobą, przed wewnętrznym krytykiem, dzień i noc gotowym, by uświadomić mi, jak wiele błędów popełniam w swojej matczynej karierze. Kiedy chodzi tylko o te potknięcia, potrafię mu już jako tako zamknąć usta. Ktoś mądrze powiedział kiedyś, że nikt nie lubi przytulać się do pomników. Uff… A więc mama nie może być ideałem na postumencie. Nikt tego nie oczekuje, zwłaszcza najbardziej zainteresowani. Czego dowód (niestety tyko po angielsku) poniżej:

http://www.youtube.com/watch?v=CSz4MJa6F2E

Ale te moje marzenia, potrzeby, pragnienia… No jakże to tak, mieć tylko dla siebie swój czas. Przecież sama chciałam mieć dzieci, jestem odpowiedzialna, wiedziałam co się z tym wiąże. Słowo daję- próbowałam. Nie da się. Ja nie dam. Się. Kocham moje dzieci, jestem gotową do skoku lwicą czuwającą na swoimi młodymi. Ale dla ich dobra, dla spokoju tej miłości potrzebuję przestrzeni, samorealizacji, skupienia trochę na sobie. Jestem złą matką. Dobrze, że chociaż moje dzieci mnie kochają.

Related Posts

6 komentarzy

  1. Colombo
    11 stycznia 2014 at 23:08 Odpowiedz

    „Malina” powiedział, że dzieci są (tylko) dodatkiem do małżeństwa. Małżonkujmy więc sobie, jak gdyby ich nie było. Łatwo napisać/powiedziec, tylko jak realizować, gdy prawie non stop pożerają ten małżeński czas …

  2. Dawny Jez
    7 stycznia 2014 at 23:07 Odpowiedz

    A ja uparcie twierdzę, że matka, która jest tylko dla dzieci to zła matka! Dzieci uczą się przez obserwacje i naśladowanie. I w związku z tym mam innego typu wyrzuty sumienia – że wpadam w kanał, w którym widziałam swoich rodziców (czytaj: powtarzam znane mi wzorce) i że ciągle nie żyję tak, jak bym chciała, żeby żyły moje dzieci.

  3. agata
    7 stycznia 2014 at 19:45 Odpowiedz

    Jaś ma 3,5 m-ca, a ja już Ci kibicuje, rozumiem i momentami też myślę, że jestem złą matką, o której piszesz 🙂 pozdrowionka

    • agnieszkarogala
      10 stycznia 2014 at 15:36 Odpowiedz

      Agata, żeby Ci nie pisać banałów… jeszcze wiele razy będziesz tak myśleć 😉 Zaryzykuję teraz, bo w niektórych kręgach porządnie bym za to, co powiem, oberwała…- Jaś też kiedyś pójdzie do (dobrego, rozwijającego go) przedszkola! 🙂

  4. Karolina Kiepas
    7 stycznia 2014 at 16:37 Odpowiedz

    Aga, uwielbiam Cię czytać.

Leave A Comment