• środa , 26 Wrzesień 2018
MATKA W AFEKCIE

MATKA W AFEKCIE

Jestem pewna, że kiedyś będę się smażyć w piekle za takie akcje. W najlepszym wypadku dłuuugo oczyszczać z rodzicielskich grzechów. Wiem, jak to będzie: zrzerające poczucie winy. Że w praktyce czasem tak cholernie nie daję rady.

Niestety, mam donośny, nauczycielski głos. Niestety, przyzwoicie niesie się po domu. Niestety, moje dzieci o tym wiedzą.

Znacie takie chwile, gdy eksplodujecie na tysiąc kawałków? I żaden z nich nie przypomina Wam siebie ze swoich wyobrażeń, za to odłamki lecą na oślep w kogo popadnie? Jeśli jesteście rodzicami, to prawie pewne, że dostanie się dzieciom. Zapalniki bywają różne. Kłótnia z rzekomą miłością Waszego życia, idioci w pracy, 200% normy do wykonania, borowanie młotem pneumatycznym w głowie, zespół napięcia przedmiesiączkowego, chleba nie kupiłaś. I wtedy BUM! dostaje się wszystkiemu, co żyje. Czasem właśnie to, co żyje i nie odrosło jeszcze zbyt wysoko od podłogi, ostatecznie przecięło niewłaściwy kabelek. Przykład, ot tak: kurtka zalana jogurtem powieszona na haczyku w przedpokoju, na elementach cudzej garderoby… ciekawe skąd przyszło mi to do głowy, prawda?

Zadajcie sobie hipotetyczne pytanie: co robicie?

a) krzyczycie, wykorzystując nieznany dotąd potencjał strun głosowych ;

b) wychodzicie, żeby nie wsadzili Was za zabójstwo w afekcie;

c) w myśl mega pogłębionego rodzicielstwa, rozmawiacie spokojnie z dzieckiem o tym, co chciało wyrazić strugą jogurtu, beztroską płynącą wzdłuż odzieży?

Nie wiem, jak u Was, ale mnie po ciężkim dniu samo wskakuje a+b. Czuję się z tym podle (po wszystkim), wcale mi to nie pomaga (wnioski poniewczasie), ale mechanizm zdążył już zadziałać i zrobił swoje.

Zostaję samotna z myślą, że przecież w szafce są jeszcze te ziołowe pastylki na uspokojenie. I z przeczuciem, że o tej chwili moje dzieci opowiedzą kiedyś swoim terapeutom dla wyjaśnienia genezy nękających ich nerwic.

No i teraz, kurde, co?

Ano jak już się ogarnę, włączę bajki, wypiję kawę (wiem, że kofeina nie uspokaja ale ja kawą leczę wszystkie rany), to staram się ocalić resztki godności we własnych oczach. Resztki tej fajnej mamy w oczach moich dzieci. Ochłapy oświeconego rodzica pełnego pedagogicznej refleksji, występującej poza chwilami całkowitego zamroczenia. I mowę wewnętrzną najpierw przeprowadzam. Że każdy ma prawo do błędów i każdy je popełnia. I chodzi o to, co dzieje się potem. I że trzeba jakieś dobro z tego wyprowadzić i naukę pożyteczną. I idę do dzieci. Albo gadam do nich ze wstecznego lusterka samochodowego.

Że przepraszam za ten krzyk. Że ten jogurt wyprowadził mnie z równowagi, a nawet, że uważam powieszenie tamtej kurtki na haczyku za cholernie głupi pomysł, w skutek którego miałam mnóstwo dodatkowego sprzątania i prania. (zawsze pamiętam: czynność, nie sprawca). Że można się zdenerwować, ale źle jest wyładowywać się na innych. Jeśli jest mi naprawdę fatalnie ze sobą, dorzucam czasem nadzieję, że mi wybaczą.

Staram się zdążyć przeprosić zanim mi się odechce. Żeby niewygodnie nauczyć czegoś i siebie, i dzieci. Żeby się zrestartować. Bo jakoś zawsze trafi się palant za kierownicą, który zniszczy mi poranek. Co miesiąc jest 3 dni „Przed” pełne morderczych instynktów. Zawsze jest jakiś jogurt, który chce mi zrujnować samoocenę. Muszę przecież umieć ocalić nas po wybuchu. Marzę o chwilach, w których nie wybucham. Zdarzają się czasem. Za rzadko jednak, by nie uczyć siebie przepraszania.

Related Posts

3 komentarze

  1. joan
    13 kwietnia 2014 at 00:38 Odpowiedz

    Wiesz myśle że w przepraszaniu dorosłych najważniejsze jest to aby wziąć na siebie całą odpowiedzialnośc za awanture. Bo co naprawdę 3 latek miałby byc odpowiedzialny za nasz wrzask? I jakoś nigdy nie mówię że mam nadzieję na wybaczenie. To mi sie wydaje zbyt silna presja. Dziecko nie jest odpowiedzialne za nasz dobry humor czy też ulgę po ich wybaczeniu. POza tym to chyba każdy rodzic tak niestety ma. Ja ostatnio się wzięłam na sposób i my w domu jak chcemy wrzasnąć to zaczynamy szeptać. działa. w większości przypadków;). Dziś akurat myślałam że małą rozszarpię przy pójściu spać w końcu wybrałam wyjście b bo inaczej przeczytano by o mnie jutro na pierwszych stronach gazet 😉

  2. Dawny Jez
    11 kwietnia 2014 at 23:25 Odpowiedz

    Znam te sytuacje doskonale. Zdarzyło mi się przerazić własnym zachowaniem samą siebie.

Leave A Comment