• wtorek , 21 Sierpień 2018
O TYM, JAK NIE OPISAŁAM MACIERZYŃSTWA. NAWET NA DZIEŃ MATKI.

O TYM, JAK NIE OPISAŁAM MACIERZYŃSTWA. NAWET NA DZIEŃ MATKI.

Troje własnych dzieci plus dziesiątki cudzych, które przeszły przez moje ręce. Niezliczona ilość Mam, z jakimi miałam do czynienia. Czego chcieć więcej do pisania o macierzyństwie? A tu bęc.

Siadam do pisania. Dzień Matki za pasem a tu przecież blog podbno parentingowy- to zobowiązuje. Mam szczęście, moja mama przyjechała, dzieci zabawia to mogę nadrobić zaległości. W pisaniu na przykład. I to za dnia, na świeżym powietrzu! O czym pisać? Może o matkach, jakie spotykam w pracy. Taki opis typów, w końcu przez lata usypała się góra obserwacji i wniosków.

Klecę trzecie zdanie, gdy zjawia się Dziedzic Nazwiska. „Mogę słodycza?”. Potem jeszcze wywalczona umowa, że tyle minut ile wyskacze na trampolinie, tyle będzie mógł przeglądać lego na Pintereście. Gratuluję sobie sprytnego dealu i przesiadam się w inny kąt podwórka.

 

W tym samym czasie moja mama łapie w locie Frania, który spada z tarasu, odkłada sekator i rękawice (lubi specyficzny relaks w moim ogrodzie) i zabiera młodego na drugą stronę domu. Temat z typami Mam mi się nie klei. Może o Matkach samotnych? Takich opuszczonych emocjonalnie, które muszą z całym światem dawać sobie radę i jeszcze dzieci wychować?

Noga Frania (jak on się tu znalazł, przecież był daleko?) ląduje mi na brzuchu. Podśpiewując falsetem „a-ta-ta” ładuje się na mnie okrakiem z żądaniem całkowitej uwagi. Następnie gubi w trawie obrane jabłko, skoszone źdźbła obklejają owoc… Moja mama idzie obrać drugie. Franio mruczy z zadowoleniem po wielokroć wciskając Enter na klawiaturze.

Mój czas się kurczy, niedługo mama wróci do siebie. Przypominam sobie, że prawdziwi pisarze powtarzają w wywiadach, że pisanie to rzemiosło, które nie czeka na wenę, ale jest robotą do wykonania. Trzeba siąść i zrobić. Nie czekam zatem, nie mam czasu. Może więc o…

…”Mamo, znalazłam te klapki!”, woła Dziedziczka Fortuny przebrana w strój Śnieżki i krakowski wianek. Te buty zgubiły jej się kilka miesięcy temu, zdążyłam znaleźć jakieś nowe, gdy jeszcze co tydzień woziłam dzieci do miasta na lekcje pływania. Śnieżka w japonkach idzie nawoływać moją mamę, żeby poskakała z nią na trampolinie.

Moją mamę, która w trakcie niespełna dwudniowego pobytu wyprasowała mi pięć wsadów pralki (w tym chyba wszystkie ciuchy z kantem, jakie posiadam), ugotowała obiad, przypilnowała Frania, gdy poszłam pracować pro bono, zabawiała dzieci jako najlepsza z babć odstawiając i odbierając je także ze szkolnego autobusu. Z Franiem na rękach. Tak jak ja zazwyczaj.

Franio na zjeżdżalni, Dziedziczka chce grać w piłkę, Pinterest synowi już się przegrzewa. Bałagan w domu i centymetr kurzu na podłodze. Przykro mi, ale tekstu o macierzyństwie nie będzie. Nawet z okazji Dnia Matki. Nie mam czasu. Laurki z przedszkoli i szkół muszą nam wszystkim wystarczyć.

Related Posts

One Comment

  1. hania
    3 sierpnia 2018 at 19:24 Odpowiedz

    no cóż, były inne obowiązki niż pisanie artykułu :p

Leave A Comment