• poniedziałek , 18 Czerwiec 2018
NIE JESTEM EGOISTKĄ, CZYLI DLACZEGO SIĘ NIE BRONIĘ. (i jak to zmieniam)

NIE JESTEM EGOISTKĄ, CZYLI DLACZEGO SIĘ NIE BRONIĘ. (i jak to zmieniam)

Gdy ktoś Ci szkodzi, a Ty nic z tym nie robisz, musisz mieć dobrą wymówkę. Ja jestem w tym niezła. Ale czasem żyłka mi pęka i zamiast rozgrzeszać się z bierności, budzę w sobie bunt. A robię to tak…

Na  początek małe wyjaśnienie pojęć: bronienie siebie to dla mnie oczekiwanie od innych elementarnego szacunku dla moich praw i godności osobistej oraz uznanie, że mogę posiadać określone potrzeby. Nie żądam, by inni je zaspokajali, chyba, że to ich obowiązek, bo np. ktoś im za to płaci. Ciekawe, że nawet w takiej sytuacji mam problem, czy mogę być niemiła i czegoś się domagać.

Więc produkuję przekonujące wymówki. Z którymi walczę.

1. JA nie jestem aż tak ważna, przecież są jeszcze inni.

Owszem, jest jeszcze reszta świata a ja, szczęśliwie, nie jestem wyabstrahowaną z niej jednostką. I bywa, że tylko mnie jest z czymś niewygodnie. Ale co jeśli choć część z tej reszty też miałaby ochotę tupnąć nogą, ale się boi albo nie umie? Co jeśli oni właśnie czekają aż ktoś zrobi to za nich? Tak samo jak ja. No to się możemy nie doczekać.

A nawet jeśli jestem z tym sama, to co? Czy nie mam prawa bronić swoich interesów?– domagać się uszanowania mojego zdania, potrzeb, wartości albo praw?

2. TO nie jest aż tak ważne, nie ma o co kruszyć kopii.

Być może tak właśnie jest. Może czasem wyolbrzymiam problem, nie czekam aż kurz opadnie i będą widoczne wszystkie aspekty, wszystkie detale. Może nie mam obiektywnego osądu. Rzeczywiście, lepiej czasem chwilę odczekać. Ale…

Ale jeśli sprawa wciąż mnie drąży- czy nie jest wobec tego ważna? Jeśli czuję, że to mnie dusi, przytłacza, ogranicza- czy to jest bez znaczenia? Umysł nie lubi wyprowadzania ze strefy komfortu, będzie walczył, żebym zostawiła go w bezpiecznym, niewygodnym!, ale bezpiecznym punkcie. Znane już mi nerwy wydają się atrakcyjniejsze niż nieznana walka o swoje. Wtedy wyobrażam sobie, że ta sprawa dotyczy nie mnie, ale mojej przyjaciółki. I to ona nie chce wszczynać niepotrzebnych kłótni, nie ma ochoty się z tym szarpać, bo przecież „to nie jest aż tak ważne”. I co jej na to powiem? I jak mocno kopnę ją w tyłek?

3. INNI pomyślą o mnie źle, albo że nie jestem fajna/ miła/ uprzejma.

Tak. Może tak być, zwłaszcza, gdy a) sami boją się działać w podobny sposób; b) wolą osoby uległe i podporządkowujące się; c) to oni naruszają moje interesy uważając, że mają do tego prawo/ nic złego się nie dzieje/ tak naprawdę nie mam żadnych interesów.

Część powie, że jestem niefajna. I będzie obgadywanie…to ci nowina, sama niestety wiem jak to się robi. Część będzie zazdrościć mi odwagi, jak ja mojej koleżance, która potrafi walczyć z administracją budynku i dyskutować z dyrektorką przedszkola swoich dzieci. Tam chodzi o jej żywotny interes i nie zależy jej, czy deweloper albo dyrekcja będą ją mniej lubić.

Tymczasem z każdym kolejnym dniem emocje po moim buncie będą opadać (być może tylko moje będą aż tak wzburzone), a hałas będzie cichł. Tak, niektórzy wciąż mogą sądzić, że jestem niefajna. Zwłaszcza jeśli nie potrafią i nie chcą walczyć o swoje. Ja w tym czasie sprawdzę, czy ziemia usunęła mi się spod nóg. Jeśli nie, wyciągnę z tego naukę. Jak mówi stare, ludowe porzekadło:

Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili.

4. BOISZ się. Po prostu.

Jeżeli tak jak ja nie masz we krwi robienia zadymy, pewnie odczuwasz lęk przed głośnym wyartykułowaniem, że coś Ci nie leży i że oczekujesz szacunku dla siebie i tego, co dla Ciebie ważne. Mnie pomaga przygotowanie się na ewentualność starcia, garść sformułowań, które już mam w głowie i łatwo mi się do nich dostać w razie potrzeby.

Czasem bawię się w aktorkę- wyobrażam sobie, że ja to nie ja (która nie lubi takich akcji, bo: patrz poprzednie punkty) ale ktoś o wiele pewniejszy siebie, jak np. wspomniana wcześniej koleżanka. Kilka razy udało mi się zrobić przedstawienie, którego gratuluję sobie po dziś dzień.

Mam też doświadczenie budzenia w sobie instynktu, jakkolwiek to brzmi, lwicy broniącej swoich młodych. To było bardzo pomocne! I pewien lekarz, który miał mnie gdzieś, traktował bez szacunku i kpił ze mnie dowiedział się, że ma pecha. Nie igra się z ciężarną, która budzi w sobie lwicę.

5. To nie PO BOŻEMU.

Może nie masz akurat takiego problemu, ja miewam. Chrześcijanin wybacza, nie unosi się, jest pokorny i łagodny. Dlatego wstrzymuję powietrze, puszczam słowa mimo uszu, siadam na własnych dłoniach. Ale gdy kończy mi się tlen w płucach, w głowie pojawia się myśl- czy naprawdę nie mogę zawalczyć o to, co dla mnie ważne? Jakoś nie wydaje mi się, żeby Pan Bóg nie lubił odważnych ludzi. Kto wie, może po doczytaniu sobie kilku interpretacji „nadstawiania drugiego policzka” doszłabym do wniosku, że się myliłam. Ale to tak miło poczuć się odważną, że chyba nie zaryzykuję.

Kiedy ostatnim razem zobaczyłam ile nerwów i rozmyślań kosztowało mnie tupnięcie nogą doszłam do wniosku, że może robię to za rzadko. Trzeba ćwiczyć. W końcu ćwiczenia czynią mistrza.

Related Posts

2 komentarze

  1. Ewa
    30 stycznia 2016 at 09:48 Odpowiedz

    Bardzo cenne – i chyba temat granic bardzo tu na miejscu. Upewniałam się co do granic – czy są chrześcijańskie – bo nie dawało mi to spokoju i pokutowały lata błędnego myślenia, co naprawdę jest chrześcijańskie. Wreszcie się przekonałam – granice i obrona sobie postawionych granic, które też chronią przed różnymi zachowaniami i swoimi, i tzw. obcymi – to jak najbardziej zdrowa miłość siebie i wolność, na której zależy Bogu i powinno mi zależeć! Bardzo dziękuję za post, cieszę się, że Kasia podesłała mi link do bloga! Pozdrawiam!

    • Agnieszka Rogala
      1 lutego 2016 at 08:06 Odpowiedz

      Cieszę się, że mogę Panią gościć u siebie 🙂 Wspomina Pani o bardzo ważnej sprawie, która rzeczywiście pokutuje w wielu wierzących kobietach- miłości matki nie powinno się mierzyć wyłącznie ilością „krwi, potu i łez” oraz poniesionych wyrzeczeń i poświęcenia. A to zarówno ze względu na samą kondycję mamy, jak i wartości, do jakich wychowujemy dzieci, które to wszystko obserwują i naśladują. Dziękuję za Pani głos!

Leave A Comment