• poniedziałek , 19 Październik 2020
NIE SYPIAM Z DZIEĆMI

NIE SYPIAM Z DZIEĆMI

To nie wyznanie z klubu anonimowych pederastów na ostatnim etapie terapii. To wyznanie skruszonej matki, która słyszy w głowie głosy. To porachunki z Matką Doskonałą.

Mam ją w głowie, tę Matkę Doskonałą, która nieustannie mnie o coś obwinia. To znaczy obwinia mnie oczywiście o bycie niedoskonałą (czegóż innego mogłaby się czepiać?)  specjalnie w macierzyńskiej strefie życia. Mało tego, tam słyszę jeszcze więcej głosów należących do takich postaci, jak np. Kobieta Ideał, Żona Jak Żadna albo Autor Światowych Bestsellerów. W zasadzie każden jeden -jak mawiała moja babcia – nadaje się na analizę i co najmniej 1800 znaków (zapisana A4). Kto wie, jak zasłużą, to dostaną. Ale nie o tym, nie o tym, nie o tym…

Matka Doskonała uprawia co-sleeping. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że chodzi dokładnie o współspanie – z dzieckiem. Własnym. Tym słodko wtulonym w matczyne objęcia maleństwem, którego miarowy oddech jest łagodną kołysanką, przynoszącą same krzepiące sny dorosłej głowie, z włosami rozsypanymi na białej poduszce. Partner Matki Doskonałej ma trochę żal, że tuli ona dziecię tak zachłannie. On też chciałby przygarnąć maluszka i spać z nosem zanurzonym w jego/ jej złocistej czuprynie, pachnącej całodniowym potem (w tygodniu) lub szamponem rumiankowym (niedzielą).

Matka Doskonała wie, że co-sleeping jest nie tylko z pożytkiem dla całej rodziny,bo przecież nic tak nie dodaje sił, jak poranne przebudzenie z małą piętą na twarzy (to takie słodkie!). Ona zna wyniki najnowszych badań, które jasną potwierdzają to, o czym ona instynktownie wiedziała już wcześniej, o co – w porozumieniu ze swoim najgłębszym matczynym jestestwem – zadbała z wrodzonym sobie wyczuciem. Wspólne spanie jest absolutnym zabezpieczeniem psychicznej równowagi dziecka i gwarantem jego zrównoważonego rozwoju emocjonalnego. Jest też przed czasem spełnieniem obietnicy harmonijnej i pogłębionej relacji między rodzicem a dzieckiem, między ludzką wilczycą a jej małym dzikim wilczkiem.

No więc nie jestem Matką Doskonałą i dziś postanowiłam się z tym pogodzić. W dodatku bezczelnie będę twierdzić, że mam rację. No dobrze, trochę racji. Odrobinę? Cholera, już słyszę Głosy…

5 Super ważnych powodów, dla których nie sypiam z dzieckiem:

  1. być może moje dzieci, jako jedyne na świecie, instynktownie wyczuwają, że tylko w poprzek naszego łóżka śpi się najwygodniej. Ale ja nie lajkuję zabawnych zdjęć na FB, na których to rodzice plus dziecko śpią w dziwacznej konstelacji rąk i nóg. To mnie nie bawi. To mój czarny sen. Pięta w żebrze to zły dotyk. Boli do samego wieczora dnia następnego;
  2. kołdry jest zawsze za mało. Oczywiście nie położysz dziecka z brzegu, bo może spaść. Leży więc pomiędzy rodzicami, ale jest mu za gorąco, więc śpi na pościeli. Z której, do jasnej cholery, nikt nie może skorzystać! Ja mam gołe plecy, ojciec ma gołe plecy, a dzieciak się studzi na NASZEJ kołdrze. Noż kurde…
  3. mam czujny sen. Nie słyszę mężowskiego budzika, ale westchnięcie dziecka już tak. Pomruk. Cośtamczegoniktinnyjakośniesłyszy. Podobno sen człowieka można podzielić na fazy: płytką i głęboką. Ja w takich sytuacjach też mam dwie: płytką i płytszą. Brodzik i kałużę. W kałuży możesz się ochlapać, ale nikt nie wciśnie mi kitu o odprężającej w niej gorącej kąpieli;
  4. posiadam na koncie traumatyczne doświadczenie, kiedy to jako młoda matka wzięłam niemowlę rano do łóżka. Mąż już wybył, trochę sobie dośpię -pomyślałam- a jak będzie chciało jeść, no to wiadomo. Piżama na guziki, co nie? Zasnęłam. I obudziłam się w chwili, w której przeturliwałam się właśnie na dziecię. Co prawda nie groziło mu zaduszenie wielkimi piersiami (to tylko legenda miejska, że ktoś tak zginął, prawda?) ale mój ciężar pewnie zrobiłby swoje;
  5. nie żyję w białym małżeństwie. Tyle w temacie. Obecność dziecka to nie afrodyzjak, lecz widzialny wynik jego ewentualnego zastosowania. Kropka.

Matko Doskonała, naprawdę szczerze Ci zazdroszczę i mówię to bez przekory. Że Tobie dobrze z tym dzieckiem noc w noc, że Mąż też nie ma nic przeciwko. Ale daj mi żyć z moją egoistyczną potrzebą samodzielnych 6 godzin snu na dobę. I tak wstaję do dzieciaków w nocy, bo siku, kaszel, „mamo przykryć” albo na wszelki wypadek. Może nawet nie robię młodym zbyt dużej krzywdy. Może wystarczy, że będę je tulić za dnia? Mocno trzymam za to kciuki.

Matka Zwykła

Related Posts

3 komentarze

  1. anna.kochowicz
    6 lutego 2014 at 21:20 Odpowiedz

    Z poczynionych przeze mnie obserwacji wynika natomiast, że przynajmniej część dzieci ma ogromną potrzebę zachowania swojej autonomii i już samą propozycję: dzisiaj będziesz spał z rodzicami (bo np. są gdzieś przejazdem i liczba łóżek jest mniejsza od liczby gości) traktują jak zamach na swoją niepodległość, zatem chyba nie ma się czym stresować… 🙂

  2. agnieszkarogala
    4 lutego 2014 at 09:22 Odpowiedz

    ot co! 🙂

  3. Cashmere Frog
    4 lutego 2014 at 01:12 Odpowiedz

    Z perspektywy doświadczeń moich rodziców wynikających z hodowli mojej osoby, a także naszych wspólnych związanych z moją o 14 lat młodszą siostrą, wynika jedno stwierdzenie – milutko jest mamusi/siostrzyczce przytulać dzidziusia w nocy… Ale jak się przyzwyczai to kanał – męczarnia niezrozumiała i dla dziecka (bo mu się coś odbiera) i dla rodzica, bo patrzy na cierpienie ukochanej istoty. Wspólne spanie ma być ekstra wyjątkowe, a nie powszednie. Wszystko jest dla ludzi tylko trzeba umieć z tego korzystać. A w interesie dziecka jest spać samemu – bezstresowo, w poczuciu bezpieczeństwa i komfortowej pewności, że mama jest za ścianą…
    Piękna teoria – ale chyba warto dążyć do jej urzeczywistnienia.

    Pozdrawiam serdecznie

Leave A Comment