• piątek , 23 Październik 2020
NIENAWIDZĘ MALUSZKÓW

NIENAWIDZĘ MALUSZKÓW

Drogie człowieczki! Szanowne ludziki! Co, coś nie tak? W sensie, że „człowiek” i „ludzie”? To dlaczego tak idiotycznie określa się dzieci?

Jest kilka rzeczy, których nijak nie idzie powiązać z jedzeniem, a jednak wywołują u mnie potężną cofkę. Należą do nich m.in. lukrowane określenia kierowane pod adresem dzieci. A także wszystkie spieszczenia, jakie kreatywni dorośli są w stanie wygenerować na użytek młodocianych, zadając gwałt mowie polskiej. Na miłość Boską, traktujmy się jak ludzie!

Słóweczka pisane

Gazetki dla mam. W tym można się zaczytywać jedynie w ciąży. I to w pierwszej, bo ten stan nieco dezaktywuje pewne strefy w mózgu. Gruczoł zbliżającego się niczym nawałnica macierzyństwa zakrzywia rzeczywistość, można więc rozgrzeszyć się z lekkiej pomroczności. W dodatku taką prasunię trzeba czytać bardzo ostrożnie, bo od słodzizny może skoczyć poziom glukozy we krwi i ciążowa cukrzyca gotowa.

OK. Poważnie, rozumiem potrzebę czytania takiej prasy, sama mam kilka gazet sprzed 5 lat więc wiem, co mówię. Człowiek wkracza w nieznaną strefę, szuka przewodnika. Kogoś, kto jakkolwiek go przygotuje, albo wytłumaczy, co się dzieje, gdy dziecię już na świecie. Tylko dlaczego przeglądając je czuję się traktowana jak idiotka? Bo cieplusie opisy kolek, alergii i zapalenia pochwy ciężarnej jakoś mnie nie wzruszają. W dodatku co akapit, to jakiś „maluszek”. Nawet całe pismo ma taki tytuł. Jak gdybym miała 3 lata. Latka! Ponadto czuję się  molestowana przez oczy. Zdjęcia niemowląt z fotoszopa i duetów mama + dziecko, gdzie ona jest modelką, która ze zdjęciowym partnerem spotkała się pewnie na kilka chwil przed sesją. Jest piękna, wypoczęta i nie utyła w ciąży. No właśnie. A ja chcę, żeby było jak w życiu- krew, pot, łzy i nadwaga. I boczek z kawą w ósmym miesiącu, a nie żadne herbatki ziołowe. Potem i tak przychodzi uczulenie na białko u niemowlaka i matka zostaje o chlebie i wodzie. Niech ma coś z resztek życia.

Słóweczka mówione

Pozdrawiam wszystkie babcie, ciocie i mamy, bo to one niestety najczęściej przodują we wszelkich spieszczeniach. Choć na własne uszy słyszałam ojcowskie „Tatuś zdejmie ci pampersika”, skierowane do blisko trzyletniej dziewczynki. No błagam! Dzieciaki uczą się mówić naśladując mowę otaczających je osób, przede wszystkim tych najbliższych. Proszę o przemyślenie, co jest potencjalnie łatwiejsze do wymówienia: kot czy koteczek? dom czy domek? światło czy światełko? spacer czy spacerek? dziecko czy dzidziuś?

Wiem, cholernie ciężko jest się odzwyczaić. Mnie też się zdarza. Ale uczulam siebie i Was, żeby się nie zagalopować.

Słóweczko końcowe

Dziecko. Dzieciak. Młode. Zdecydowanie bardziej wolę to od słodziutkich maleństw, maluszków, bobasków. Przykro mi, po prostu odbija mi się słownikowym koglem-moglem, z jakim mam pewnie ponadprzeciętny kontakt, zważywszy na pracę z małymi dziećmi i ich rodzicami. Nie będzie zdrobnień, ostrzegam. W końcu dziecko to człowiek, nie człowieczek.

Related Posts

4 komentarze

  1. Mateusz
    1 lutego 2014 at 17:39 Odpowiedz

    Ale… gdzies czytalem, ze zdrobnienia, ktorych fanem nie jestem, odmieniaja sie regularnie co ma pewne zalety dla nauki jezyka. „Piesek” – „pieska”, i jak wiemy „pies” – „piesa”. Niech sie dzidziochy ucza, a u babciun i ciotuniek jest sporo innych irytujacych zachowan.

  2. Emilia Góźdź
    28 stycznia 2014 at 13:01 Odpowiedz

    Fajniutki pościk:p

    • agnieszkarogala
      28 stycznia 2014 at 15:29 Odpowiedz

      przez ułamek sekundy pomyślałam, że Ty serio 😉 uff…

      • Emilia Góźdź
        28 stycznia 2014 at 15:41 Odpowiedz

        Miałam jeszcze zbrodnić Twoje imię, ale stwierdziłam, że „Agusia” to zbyt ryzykowne jak na naszą krótką znajomość:)

Leave A Comment