• wtorek , 20 Październik 2020
POST WIELKI KAŻDEGO

POST WIELKI KAŻDEGO

Boję się, że coś mnie ominie. Ale w sumie powinno, żeby było jak trzeba. I Ciebie też, nawet jeśli nie wierzysz. Dla higieny psychicznej. Bo jeśli wciąż robisz to samo, to jak możesz oczekiwać zmiany?

Wyobraź sobie kogoś uzależnionego od dźwięków. OK, to mogę być ja. Bo albo gra radio z informacjami, albo muzyka. Moje życie ma nieustającą ścieżkę dźwiękową. A teraz to wszystko mi wyłącz. Dla twojego dobra, powiedz, żebyś skupiła się na tym, co słychać w tobie. I co, od razu wniknę w swoje wnętrze? Akurat! Najpierw dzwoni mi w uszach. Boli głowa od ciszy. Jest niepokój, trudności z koncentracją. Normalnie syndrom odstawienia! Ale mija czas, bo Tobie zależy na mnie, na moim samopoznaniu i doskonaleniu, więc pilnujesz mojej ciszy. I pomału będę się uspokajać. Skupiać. Poznawać. Wsłuchiwać. Tego się w trzy dni nie załatwi. Ale dobrze zrobiłoby mi przeżycie tej ciszy.

Wszyscy na tym korzystają

Zacofani katolicy. Wymyślili sobie 40 dni Wielkiego Postu, żeby przygotować się do malowania pisanek. Udają świętych, a tak naprawdę całe życie postępują tak samo jak inni i spodziewają się, że jak sobie odmówią schabowego, to ich Pan Bóg zbawi. No, prawie masz rację. Ale nie będę Ci robić prostującego wykładu z teologii. Spójrz jednak na te 40 dni trochę inaczej.

I element – Post

Post to nie odmawianie sobie mięsa, bo w takim razie wegetarianie byliby świętymi za życia. Owszem, tradycja Kościoła nakazuje, ale istotą nie jest zrezygnowanie z kotleta. Wiesz, czemu będę pościć? Bo się cholernie tego boję. Bo totalnie nie mam na to ochoty. Bo nie chcę z niczego rezygnować z obawy, że coś fajnego może mnie ominąć. Krótko mówiąc, nie chcę siebie niczego pozbawiać. I dlatego postaram się odmówić sobie rzeczy, które wpisały mi się w stały rytm życia. Chociaż niektórych, chociaż czasami. Żeby być przygotowaną na możliwe zmiany, jakie mogą nadejść. Żeby spróbować nie przywiązywać się, nie pętać sobie rąk nawykami. Jak mogę oczekiwać od uzależnionych zrywania z nałogiem, uczestniczenia w terapii, jeśli sama nie potrafię choć przez jakiś czas podjąć ich wysiłku? I nie chodzi o to, by podbudować sobie ego- brawo, dałaś radę. Jeśli doświadczę ograniczenia sobą, syndromu odstawienia, to lepiej zrozumiem innych. To się oczyszczę. To w końcu usłyszę swoją ciszę.

II element- Jałmużna

Znasz ten tekst ? Cytacik: „Jeżeli masz jedzenie w lodówce, ubranie na grzbiecie, dach nad głową i  łóżko do spania- to jesteś bogatszy niż 75% ludzi na świecie. Jeżeli masz pieniądze w banku i trochę drobnych w portfelu- to należysz do 8% najbogatszych ludzi na świecie”. Czasem trzeba sobie przetrzeć okulary, żeby nie widzieć jedynie świata zaparowanego własnymi potrzebami.

Wsparcie. Ale nie poklepanie biedaka po ramieniu, bo przecież i tak świata nie zmienisz. Realne oddanie czegoś mojego komuś, kto tego potrzebuje. Nawet jeśli miałoby mi ubyć. Nie dorzucam się do piwa, ani w ciemno do chleba gościowi, który ma głód ale akurat niezwiązany z kanapką. Ale jeśli mi powie, że jest głodny, to mu kupię jedzenie. Tak staram się postępować. I nie chcę nad tym rozwodzić, chodzi o wyjaśnienie, że to nie są tylko słowa, puste deklaracje. Że się da. Strasznie mi zależy, żeby nie wiedziała lewa moja ręka co czyni prawa [Mt 6,3], żebym wspierając, nie myślała równocześnie o tym, jaka jestem zajebista, że to robię. Żeby było możliwie bezinteresownie.

Znasz milion potrzebujących i wystarczająco dużo sposobów, żeby wesprzeć materialnie. Nie mów tylko, że sam masz mało. Zgodnie z cytatem, jesteśmy wybrańcami losu.

III element- Modlitwa

Pewien bardzo bliski mi ateista udowadniał mi kiedyś, że pojęcie modlitwy nie jest zastrzeżone wyłącznie dla ludzi wierzących. W takim razie nawet ten ostatni element Wielkiego Postu nadaje się absolutnie dla każdego. Abstrahując oczywiście od wymiaru religijnego. Moja modlitwa to rozmowa z moim Bogiem. Wiem, że to brzmi strasznie banalnie, trudno. Zakładam, że modlitwa człowieka wierzącego w dowolnego boga na tym właśnie polega. Mniemam, że modlitwa ateisty to jakiś rodzaj medytacji, zgłębiania własnego wymiaru duchowego. Tak czy inaczej, potrzeba do tego czasu, woli, skupienia, wyhamowania. Ja próbuję wsłuchać się w Boga, Ty w swoje wnętrze. I ja i Ty pokorniejemy na chwilę, nasłuchujemy, rozmyślamy nad sensem życia. Poszukujemy. Czy któreś z nas działa na szkodę swoją lub świata?

Postnie

Nie będzie lekko. Nigdy nie jest. Ale spróbuję, żeby poczuć nowe. Żeby zrobić szansę i miejsce dla zmiany. Żeby mi się ciepły basenik duchowy zamienił w ocean. Żebym usłyszała siebie. Nie bez lęku – zaczynam.

Related Posts

2 komentarze

  1. Karola
    8 marca 2014 at 21:18 Odpowiedz

    To wszystko brzmi tak dobrze, ale moja silna wolna uległa jakiemuś poważnemu uszkodzeniu i ciągle używa stałych argumentów a propos młodości i wolności… Pewnie się z tego kiedyś wyrasta. Na szczęście?

    • Agnieszka Rogala
      9 marca 2014 at 07:49 Odpowiedz

      Nie wiem jak uniknąć kazania ale spróbuję. Bo rzecz w tym, że gdy orientujesz się w swoich ograniczeniach („nie no, bez tego czy tamtego ani rusz”) i z tego potrafisz zrezygnować to to jest właśnie wolność przecież.

Leave A Comment