Nic nie jest tak zwodnicze, jak gratulowanie sobie, że się nie wrzasnęło na dziecko.


Decyzja zapadła. Mocne postanowienie poprawy silniejsze niż obietnica zrzucenia 10 kilo, składana 31 grudnia. „Od dziś będę lepszym rodzicem„- łagodnym niczym jagnię (choć to nie rola rodzica przecież), delikatnym, spokojnym i w ogóle… bliskościowym jak jasna cholera. Bo już za dużo tego wszystkiego- tego krzyku, tych kłótni, tej walki o ostatnie słowo. Bo gdy resztkami sił robi sobie człowiek rachunek sumienia przed północą, to widzi jasno jak na dłoni- zawiódł. Przesadził. Nie tak to miało wyglądać.

Budzisz się więc człowiek następnego ranka. Pierwszego stycznia albo w poniedziałek, tak czy inaczej w najlepszy dzień na nowego siebie. Dziecko radośnie rozrzuca śniadanie w promieniu 2 metrów- spokojnie, to tylko podłoga, nic się nie dzieje. Ścierając czwarty raz mleko człowiek chwali siebie za swoje nowe „ja”.  Później wspólna zabawa, choć tak bardzo chciało się umyć włosy. Albo 15 bonusowych minut, by ono SAMO nałożyło sobie buciki do przedszkola, skoro tak bardzo chce. Od dziś przecież Zen.

Jeszcze pogratuluje sobie człowiek kilku sukcesów- jakiegoś połknięcia krzyku, gdy już prawie był na zewnątrz. Jakiegoś poświęcenia na coś czasu, gdy go wcale na to nie było. Wymyślnego, zdrowego obiadku, które dziecko w całości wypluło. Spaceru po robocie, zakończonego histerią przy opuszczaniu placu zabaw. A potem?

A potem jeden klocek pod człowieczą stopą. Albo pasta do zębów rozmazana na umywalce. Albo nie ta książeczka do czytania, i tamta też nie. Cokolwiek. „No nie mogę! Czy ja za dużo wymagam, do cholery?! Dlaczego jesteś wiecznie niezadowolony? Co to za syf?! Dlaczego choć raz nie może być dobrze?!”. Wypluwa człowiek z siebie to szybko i bez namysłu, i już w połowie wie, że to źle, ale musi wreszcie sobie ulżyć. Wywalić to. Przecież jest tylko człowiekiem, do licha, i naprawdę się starał, naprawdę dawał z siebie wszystko!

Nie gratuluj sobie, człowieku, zagryzania zębów. Nie chwal siebie za ignorowanie własnego zmęczenia, niewyrażonych pragnień, zignorowanych potrzeb. Wyrażaj je i daj sobie na nie czas i miejsce. Wtedy faktycznie będziesz lepszym rodzicem, człowieku. Nie tłum w sobie emocji. One nie są złe i nie czynią Ciebie złym. Och, człowieku. Przyznaj się do nich, nazwij. Spuść sobie ciśnienie zanim wyskoczy Ci korek.

Bo to jest moje osobiste Prawo Gumy Od Majtek- im mocniej naciągniesz, tym później boleśniej dostaniesz w tyłek. Zapamiętaj. Człowieku.

Dodaj komentarz