• środa , 24 Październik 2018
JESTEŚMY DOROŚLI I DLATEGO DOSTAJEMY PREMIĘ NIE ZA…

JESTEŚMY DOROŚLI I DLATEGO DOSTAJEMY PREMIĘ NIE ZA…

… zaczęła jedna z moich przyjaciółek i choć całość zabrzmiała korporacyjnie, to jestem przekonana o brutalnej życiowej prawdzie, jaka tkwi w tym zdaniu. I lepiej się z nią zmierzyć niż upierać przy swoim kłamstewku.

Jesteśmy dorośli i dlatego dostajemy premię nie za starania ale za wyniki.

Naturalnie, nikt nie podważa wartości dobrych chęci i mniej lub bardziej usilnych starań. Zdaje się jednak, że nazbyt często je PRZECENIAMY. Wydaje nam się, że szef- bliscy- świat powinien nas docenić. Myślę, że jeśli te nasze działania to ciągłe poszukiwanie skuteczniejszych metod w miejsce tych zawodnych, jeśli to faktyczny upgrade w dowolnej sferze i kontekście życiowym, rzeczywiste CZYNNOŚCI a nie tylko myślenie/ gadanie/ przysposabianie się do nich, to fakt. To zasługuje na docenienie. Cała reszta to pitu pitu.

Znasz się na pitu pitu?

 

„Próbowałam/ Próbowałem już wszystkiego!”

Serio? Byliście z tym u psychologa? Odbyłaś sensowną terapię? Prowadził Cię dietetyk? Uczestniczyłeś w warsztatach, które miały Ci pomóc z Twoim problemem albo w kursie dla podniesienia Twoich kwalifikacji? Wysłałeś CV faktycznie wszędzie, tak jak mówisz? Bullshit. Spróbowałeś kilku (stawiam na palce jednej, a nie dwóch rąk) rozwiązań. Stań w prawdzie, człowiecze.

„Gdyby to tylko zależało ode mnie…”

Brutalna prawda jest taka, że w naszym życiu o wiele więcej zależy od naszej decyzji niż byśmy chcieli. „Gdybym miała na to wpływ…” no bez jaj! Zawsze masz wpływ- choćby na to, jak podchodzisz do sprawy, jak ustawiasz się wobec niej emocjonalnie. Ile faktycznie wysiłku wkładasz w zmierzanie do celu.  Świadomość wpływu ma niewiarygodną moc, ale wymaga wzięcia odpowiedzialności za siebie, swoją życiową sytuację, swoje emocje. Wówczas nie można już na nikogo przerzucić winy, zwalić odpowiedzialności i pobyć sobie bezbronnym kurczaczkiem. Odpowiedz sobie szczerze na pytanie- gdyby Twój problem faktycznie całkowicie zależał od Ciebie, to co byś z nim zrobił/ zrobiła? Nooo??? A teraz idź i zrób to, do licha, bo bezbronne kurczaczki kończą na cudzych stołach.

„Gdybym miał na to czas…”

Jeśli po uśpieniu dzieci zasypiasz przed TV na kanapie a ostatnia twoja myśl brzmi „na nic nie mam czasu”, to weź się, kurde, z życiem za bary! Niektórzy w tym czasie, równie zmęczeni co Ty, czytają chociaż 2 strony książki, żeby im szare komórki nie umarły, robią 30- minutowy rozruch, żeby czuć się zdrowo nawet jeśli nie uda się schudnąć, albo uczą się angielskiego przez Internet, by kiedyś zawołać o podwyżkę z racji większych kwalifikacji. Albo chociaż spotykają się na godzinę z przyjaciółmi, bo lepszy taki kontakt niż setne żałosne „musimy się zdzwonić”.

„Nie mogę, to byłoby nieodpowiedzialne…”

Faktycznie, niektóre zmiany życiowe wymagają więcej planowania, więcej czasu, więcej działań przygotowawczych. Nie można działać pochopnie i pod wpływem emocji. Jeśli masz pracę, która Cię unieszczęśliwia ale też rodzinę na utrzymaniu, to nie rzucisz wszystkiego natychmiast. Ale jeśli tylko narzekasz na swój los zamiast rozsyłać CV/ podnosić lub zmieniać kwalifikacje, to emocje są tym, co Cię zeżre. I nie tylko Ciebie. Trujesz się tym, że nie osiągasz tego, co mógłbyś/ mogłabyś, gdyby tylko… Że życie nie dało Ci szansy (a innym ona spadła z nieba), bo dom, dzieci, blablabla. Niestety, sączysz truciznę także w swoich najbliższych, którzy muszą znosić taką wersję Ciebie i dawać sobie radę z odpowiedzialnością za Twoje życie, którą na ich- werbalizując to lub „tylko dając” odczuć- przerzucasz.

„No przecież się staram!”

W związku niestety nie ma związku między „przecież się staram” a pewnym sukcesem. Oczywiście na początku starania wystarczają, bo towarzyszy im entuzjazm z jednej strony i nadzieja z drugiej. Jeśli jednak tylko starasz się wrócić wcześniej z pracy, tylko starasz się spojrzeć na to jego oczami, tylko próbujesz dać jej tyle uwagi co kiedyś, tylko chcesz być lepsza/ lepszy a nie robisz tego dzień w dzień, gdy jest fajnie i gdy masz dość tej swojej rzekomej drugiej połowy, to możesz się kiedyś obudzić z ręką w nocniku. Bo miłość to jest matematycznie zadanie z treścią. Za próby rozwiązania możesz dostać 1 punkt, jednak zły wynik to zły wynik. Kropka. Jak nie szukasz poprawnego rozwiązania to oblewasz.

Działaj !

Masz wrażenie, że na Ciebie krzyczę? Wybacz, ale chciałam Ci to bardzo, bardzo głośno powiedzieć. Masz wrażenie, że się wymądrzam? Gdybym przez ostatni miesiąc na własnej skórze nie doświadczyła niesamowitych efektów zmiany kilku prostych nawyków, nie śmiałabym odezwać się na ten temat. Gdybym nie wysłuchała gozyliona TED-owych przemówień osób, które osiągnęły w życiu nie tyle sukcesy (choć to też) ile przede wszystkim swoje CELE, gdybym nie dostrzegła u nich wszystkich tych kilku wspólnych mianowników, gęby nie otwierałabym z taką pewnością siebie. Ale ja to WIEM. DOŚWIADCZYŁAM. WIDZIAŁAM.

I muszę Ci to powiedzieć dobitnie:

Przestań się starać. Zacznij osiągać wyniki.

Ilustracje:
Photo by Eric Ward on Unsplash
Photo by NeONBRAND on Unsplash
Photo by Alok Sharma on Unsplash

Related Posts

Leave A Comment