• środa , 28 Październik 2020
RAZ-DWA-TRZY?

RAZ-DWA-TRZY?

Decyzja o kolejnych dzieciach wydaje się szaleństwem. A jednak kobiety dają radę. Bo następne +1 = +X do mocy. Takie równanie życiowe. Z wieloma niewiadomymi i niejednym wynikiem.

Będąc szczęśliwym posiadaczem jednej sztuki dziecka, a decydując się na następne, wiesz dokładnie, co Cię czeka. Nie czytasz już kolorowych pisemek dla ciążowych debiutantek, nie dajesz się zwieść pastelom. Na hasło „zadbaj o siebie” skacze Ci ciśnienie. Faktem jest, że tego, jak będzie wyglądała relacja między dwójką dziedziców możesz się na razie domyślać lub wyrabiać sobie wyobrażenie na podstawie cudzych doświadczeń, plotek i pomówień. Póki co, słusznie przewidujesz, że znów będą mdłości, comiesięczne badania, picie najgorszej na świecie glukozy na test obciążenia, cerowanie krocza albo brzucha. Potem już tylko noce zszywane z kawałków snu i góra zużytych pampersów. Ale idziesz w to, bo przecież fajnie, gdy jest parka (czego życzę Ci w imieniu wszystkich Twoich ciotek i babć, z babciami Twoich dzieci na czele), bo dzieci lepiej wychowują się w duecie. Bo jakoś to ogarniesz. I ogarniasz.

Ale gdy rozważasz wydanie na świat trzeciego potomka to wiedz, jak mawia klasyk, że coś się dzieje.

Gdzieś z oddali, z bardzo daleka od Twojego zdrowego rozsądku, woła macica. Time is ticking… tyk tyk tyk… jeszcze 2-3 lata i nieroztropnie będzie się nad tym zastanawiać… Przecież kiedyś chciałaś. No ale, do cholery, właśnie odzyskałaś życie! Przecież para już jest, chowają się świetnie. Odrosły nieco od podłogi, zrobiły się bardziej samoobsługowe, możesz pić alkohol i podrzucać wnuczki babciom, radując się odzyskanym życiem towarzyskim. Masz wreszcie nieco sił do spożytkowania tylko dla siebie.

No i tym razem to już naprawdę wiesz, w co się pakujesz. I że w gruncie rzeczy wcale nie musisz. Pracę domową obywatelki, matki Polki i kochanej córci odrobiłaś z nadwyżką.

Więc jednak NIE, tabelka plusów i minusów jest bezlitosna. Chroń siebie. Dobrze jest jak jest, nikomu niczego (nikogo?) nie jesteś winna. Masz już wszystko, co statystycznie potrzebne do szczęścia. To, co przyszło Ci do głowy, to same utrudnienia, problemy i zielona kupa.

I wtedy ta myśl. Ta cholerna myśl, która pewnie przyśni Ci się w jakimś zakamuflowanym symbolu, żeby trzymać sztamę z matkopolkowymi hormonami. Czy nie pamiętasz, o ile słabszą kobietą byłaś sprzed ery macierzyństwa? No, owszem, problemy. Ale też siła, której rozważając na sucho wszystkie „za” i „przeciw” jeszcze nie czujesz. A przecież przyszłaby. Jak wcześniej, znów pojawiłoby się wszystko to, co Cię znieczula na własne bóle, napompuje mięśnie, otworzy szeroko oczy i serce. I najpewniej na sam koniec powiedziałabyś to samo, co już kiedyś szeptałaś ze zdumieniem: jak to możliwe, że mój świat istniał bez tego dziecka?

Aha, oczywiście wszystko to tylko domysły, zgadywanki, dywagacje. Post zupełnie bez związku z życiem Autorki.

Related Posts

One Comment

  1. Dawny Jez
    29 września 2014 at 10:09 Odpowiedz

    Podpisuję się rękami i nogami. Mama trójki (dwójki odchowanej).
    Zdecydowanie się na trzeciego potomka było bardzo przemyśliwanym krokiem – bo wszystko, co powyżej + rozterki niektórych sprzed pierwszej ciąży: praca zawodowa, auto itp. itd. I to miażdżące wrażenie, że na trzecie już nikt poza mną i Mężem mym nie będzie czekać. Ale córa jest. Tradycja rodzinna 2+2 przełamana. Nieracjonalne szczęście do sześcianu! Dla wszystkich. 🙂

Leave A Comment