• wtorek , 11 Grudzień 2018
RODZICÓW ŚCIANA PŁACZU.

RODZICÓW ŚCIANA PŁACZU.

Jest takie miejsce w szpitalu, w którym muszę regularnie bywać. Dziecięcym szpitalu. Stając tam podwijam pod siebie własne ambicje, plany, marzenia. Patrzę ze strachem, ale patrzę. Chyba z szacunku. Na pewno ze strachu.

Nienawidzę szpitali. Kiedy tylko przekraczam ich próg uruchamia mi się syndrom wilka w sidłach. Jestem gotowa odgryźć sobie dowolną łapę, byle uciec. Jest mi duszno i klaustrofobicznie. W dodatku ta myśl, że miałabym rzucić wszystko i być tam w zamknięciu… Na samą myśl czuję przebiegające wzdłuż kręgosłupa zimno.

Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Przy jednym z tysiąca wejść znajduje się duża korkowa tablica. Wiatr wpadający przez uchylone drzwi porusza luźno przypiętymi kartkami. Na nich zdjęcia dzieci w różnym wieku, czerwony „1 procent” i kilka słów przy których nie wiem, jak się zachować. Chce mi się wyć.

„Olek jest wcześniakiem, u którego wystąpiło krwawienie śródczaszkowe, w wyniku którego cierpi na mózgowe porażenie dziecięce, padaczkę i zanik nerwów wzrokowych. Ma również wodogłowie pokrwotoczne i założoną zastawkę komorowo- otrzewnową.”

W trakcie obu ciąż modliłam się o to, by dziecko urodziło się zdrowe. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że mogłoby być inaczej. Ta modlitwa to była taka formalność. Nie myślałam o tym, że coś może pójść nie tak. Przed badaniami USG drżałam z podekscytowania a nie ze strachu. Gdy straciłam trzecią ciążę dotarło wreszcie do mnie, że nie ma nic pewnego. Wciąż jednak nie dopuszczam do siebie, że sytuacja rodziców Olka mogłaby być moim udziałem. Nie umiem, nie akceptuję, uciekam. Ze wstydem.

„W wieku 4 lat Ali usunięto guza mózgu. Od tamtej pory ma zdiagnozowany niedowład czterokończynowy (…), wodogłowie wewnętrzne, padaczkę, upośledzenie umysłowe i zaburzenia hormonalne.”

A ja mam czelność twierdzić, że choroby moich dzieci są uciążliwe? Nawet to, co karze nam wizytować specjalistę raz na 2 miesiące, jest niczym przy dolegliwościach tego dziecka. Nic nas nie paraliżuje, nie unieruchamia, nie każe żyć skromną nadzieją, że „w przyszłości będzie potrafiła w podstawowym zakresie samodzielnie funkcjonować”.

„Jestem mamą samotnie wychowującą dwoje najwspanialszych dzieci- Kornelkę (11 lat) i Marcelka (12 lat). Dzieci chorują od urodzenia na porażenie mózgowe i niedowład czterokończynowy, cierpią również na częste ataki epilepsji. Nie chodzą, nie mówią (…).”

Na pierwszym zdjęciu chuda dziewczynka o szerokim uśmiechu, w tiulowej spódniczce, z nienaturalnie powykręcanymi dłońmi. Na drugim chłopiec, smutny, na szpitalnym łóżku, podłączony do aparatury. Oboje leżą, a ich nogi jakby nie ich. I myślę o moim zmęczeniu codziennymi obowiązkami. I chce mi się płakać- za tę mamę. Za te dzieci.

Napisałabym o tych wszystkich rodzicach. Ale nie umiem. Nie mam odwagi. Chowam się do mojej bezpiecznej muszelki i szepczę zaklęcia na wszystkie świętości, żeby tylko nie taki guz, nie taka ciąża, nie taki los. Że ja jestem na to za słaba. Że ja nie umiałabym dźwigać takiego cierpienia.

20150413_163925

Related Posts

Leave A Comment