• środa , 26 Wrzesień 2018
RÓWNOWAGA W PRZYRODZIE

RÓWNOWAGA W PRZYRODZIE

To może jakieś małe nieszczęście teraz, żebym już nie obawiała się nieuchronnego wyrównywania rachunków? Póki nie zrobiło się za dobrze. Póki dla równowagi nie będzie musiało spotkać mnie coś naprawdę złego.

Boję się równowagi w przyrodzie.

Nasiąkanie

Razem z bratem zrobiliśmy kiedyś latawce. Z niecierpliwością czekaliśmy na termin zawodów organizowanych dla dzieciaków na małym lotnisku. Tuż przed imprezą zachorowałam. Kaszel i gorączka nie dawały szans na negocjacje. Leżałam w łóżku zalewając się łzami. Coś musiałam źle zrobić, gdzieś zgrzeszyć, skoro Pan Bóg nie pozwolił mi iść na te zawody. Ukarał mnie. Przekopywałam pamięć ale nie znajdywałam w sobie winy. Na szczęście wkroczyła wtedy mama z próbą uporządkowania dziecięcego rachunku sumienia. Udało jej się jakoś.

Kilka ważnych na mojej drodze osób wyznawało przekonanie, że w Naturze musi być równowaga. Jeżeli spotyka Cię coś dobrego, to prędzej czy później będziesz musiał doświadczyć nieszczęścia. I jedynym dla tego powodem jest właśnie sprawiedliwość losów. Cały czas nie może być miło. A kiedy już zaczyna się sypać to dlatego, że przed chwilą było lepiej niż zwykle. Cierp ciało jak chciało.

Parowanie

Oczywiście teraz wierzę inaczej. Mój Bóg nie jest mściwym staruchem, który łaje dziatki wierzbową witką za pobrudzone niedzielne ubranie. Więc czyżby jednak rachunek z pierwotnymi siłami, które przelewają się jak woda w naczyniach połączonych? W jednym naczyniu nie może być bardziej, mocniej, więcej.

A jeśli zamiast odpływu dobrej energii spadnie na mnie jakiś wielki ciężar? I usłyszę: no jak to, przecież miałaś tyle czasu, by zebrać do tego siły, więc skąd ten lament? Czas spłaty. Teraz się odwdzięcz Życiu, kochana.

Skraplanie

Coraz wyraźniejsze mam jednak przeczucie, że może ktoś wlał we mnie ten lęk. Mówił o sprawiedliwości, poddawał w wątpliwość realność marzeń, na wszelki wypadek przygotowywał do porażki. Szeptał do ucha, że takie jest życie, nie może być po prostu dobrze. Dla mojego tzw. dobra uprzedzał o tym zawczasu.

Wciąż się boję, że Życie ureguluje ze mną rachunek za to, co już się udało i co, jak sobie wymarzyłam, uda się w przyszłości. Ale z niczego nie zrezygnuję. Z marzeń, z potrzeb, z tego, co już dostałam. Nie potrafię na wszelki wypadek, ze strachu, pragnąć mniej. Czy to już pycha? Brak pokory? Nienasycenie? Pewnie można spojrzeć i z tej strony. Ja wolę nazywać to inaczej. Wiarą w nieograniczone scenariusze. Nadzieją na spełnienie. Miłością do Życia. Jakoś spokojniej wtedy sypiam. Mimo wszystko.

Related Posts

Leave A Comment