• sobota , 24 Październik 2020
WCIĄŻ CZEKAM

WCIĄŻ CZEKAM

Bo ja wciąż czekam.

Na początek historii. Na pierwsze słowa, które powinny wyskoczyć spod moich palców z lekkością i beztroską rozpostartych rąk, bo wreszcie jesteśmy już razem i możemy paść sobie w stęsknione ramiona. Jak staruszkowie, którzy po latach odnaleźli się, by dokończyć wczesnowiosenną miłość. Albo adresat listu w butelce, odczytujący wiadomość zza błękitu.

Bo ja wciąż czekam.

Na wspinaczkę. Przecież widzę (czy na pewno?) ten szczyt wystrzeliwujący spomiędzy chmur, z dziewiczą śniegową czapą, na której właśnie ja mam jako pierwsza odcisnąć swój unikatowy odcisk stopy. Zupełnie tak, jakby nikt poza mną nie nosił buta w rozmiarze 39. Tymczasem mam wrażenie, że u podnóża góry nieustannie wydeptuję ścieżkę, która w dziwny sposób wciąż skręca w tę samą stronę.

Bo ja wciąż czekam.

Na pewność, że to już. JUŻ. Że wiem dokąd i jak. Że jestem pewna rysunku gwiazd, odczytywanego zmrużonymi od wysiłku i nadziei oczami. Że może jednak ja też już biegnę, razem z innymi, w maratonie, na końcu którego cel jak medal uznania- dla każdego, kto ruszył z linii startu. Bo nie mogę pozbyć się wrażenia, że chyba nie usłyszałam bezkrwawego wystrzału. Albo rozwiązało mi się sznurowadło i mocuję się, by zawiązać je na idealną kokardkę- jak pętlę nieskończoności.

Bo ja wciąż czekam, że ten cholerny refren, ta przerażająca tęsknota, jak kleszcz, nasyci się wreszcie i porzuci swego żywiciela. Lub jak niepotrzebny strup na zagojonej ranie odpadnie cicho i dyskretnie.

Nie wiem, co wtedy będzie. Ale przeczuwam, że uczucie pełni może być całkiem przyjemne.

Related Posts

Leave A Comment