• piątek , 7 Sierpień 2020
WYRAZY WSPÓŁCZUCIA. ALBO NIE.

WYRAZY WSPÓŁCZUCIA. ALBO NIE.

Niech ktoś inny tego wysłucha. To za ciężkie, za dużo, we mnie się nie mieści. Nie jestem gotowy. Nie dam Ci moich uszu. Nie umiem.

I.

– Jaki ten barszczyk dobry! Na zakwasie? A wiesz, moja mama dalej umiera.
Nie jest łatwo, wszystko na moich barkach. Nie tak to miało wyglądać. Pierożka? Po nocy robilam, ale przecież Wigilia, rodzinny klimat, świąteczny nastrój. Żyjemy z dnia na dzień, nikt jej przecież nie spyta, kiedy umrze.

– Kochana, trzeba zawsze mieć nadzieję!

II.

Kilka lat temu zmarła matka. Ojciec od pięciu godzin leży w grobie. On od zawsze stary kawaler. Od trzech godzin pijany. Na mój widok wytoczył się z podwórka, z przekrwionymi oczami, którymi smutek wylewał się niemęską strużką.

– Proszę przyjąć wyrazy współczucia- usłyszałam własne słowa i poczułam się jak skończona idiotka.

– Ano zostałem sam. Takie życie, prawda?

– Ano… – dyskretnie rozejrzałam się za kimś, kto lepiej by go wysłuchał, bo go zna, bo wie, jak z nim rozmawiać. Na szczęście ratunek już nadciągał.

– Cześć Stasiu – dziwnie beztroski ton dwóch dobrze mu znanych kobiet zaskoczył i jego, i mnie- rodzina już pojechała? O, jakiego masz ślicznego pieska!

Na to Stasiu nie miał gotowej odpowiedzi. Chwilę składał usta w niewyraźne potwierdzenia. Nie zdążył zająknąć się o samotności i żałobie.

Odeszłyśmy. Zabrałam się z nimi jak uciekinier z tonącego statku na ostatniej ocalałej szalupie. Z poczuciem winy i lękiem przed podzieleniem losu tych, którzy zostali. Odwróciłam się na chwilę. Do Stasia ktoś podszedł, chyba sąsiad. Gruby mężczyzna w rozchełstanej koszuli oparł się o siatkę w pozie mówiącej „jeszcze tu trochę postoję, nigdzie mi się nie spieszy”. Odetchnęłam z ulgą. Smutny Stasiu dostał uszy.

III.

Może gdyby wiedziała, jak ta kobieta sama traktuje to, co ją spotkało, ona umiałaby dobrać właściwe słowa. Może wtedy zadzwoniłaby, powiedziała coś. A tak, to nie wiadomo- przemilczeć czy dopytywać? W sumie prawdziwego człowieka jeszcze nie było, to był dopiero ósmy tydzień więc niby nic w zasadzie. Co miała jej mówić? A jeśli dla niej to było jednak coś ważnego, no to przecież nie będzie jej tej rany rozdrapywać.

Gdy się spotkały była szczera. „Nie dzwoniłam, no bo co można po tym powiedzieć”. Młoda kobieta skinęła głową. A potem przystała na propozycję piwa i kiełbaski z grilla.

Odetchnęła z ulgą. Pewnie, bo naprzód trzeba iść. Przecież jej nie powie, że lata temu sama też tak miała. Po co oglądać się za siebie, to nic by nie dało.

Related Posts

Leave A Comment