• środa , 21 Październik 2020
ZMASAKROWANE CIAŁO MATKI. WINNE NIEMOWLĘ.

ZMASAKROWANE CIAŁO MATKI. WINNE NIEMOWLĘ.

Która matka nie doświadczyła niczego z poniższej listy, niech pierwsza rzuci kamieniem, że oskarżam niesprawiedliwie. Póki co fakty są takie: sprowadzenie na świat potomka rzeczywiście czasem jest cudem- cudem, że jeszcze jakoś ogarniasz to, co stało się z Twoim ciałem.

Jeżeli jesteś ubezpieczona a z cudzej winy przytrafi Ci się wypadek, możesz domagać się odszkodowania. Im trwalsze konsekwencje, tym więcej zabuli sprawca. Tudzież jego ubezpieczyciel. I teraz wyobraź sobie, jaka rekompensata należałaby Ci się za obrażenia, jakie odniosło Twoje ciało w wyniku wydania na świat i utrzymania przy życiu dziecka? Czy oczekiwanie takiego odszkodowania szczypie w oczy? Pewnie trochę tak, przecież wszyscy wiedzą, że rodzenie to cud, a potem to już tylko pasmo jedności z naturą i sama rozkosz macierzyństwa. A jednak koszty są faktem.

Ciastolina zamiast ciała. Dokładniej brzucha.

To wzruszające i romantyczne myśleć o swoim brzuchu jako o gnieździe, w którym dojrzewało dziecko. Sama o tym tak pisałam i tak staram się o tym myśleć. Masz tak? A zauważyłaś, że udaje się najczęściej wtedy, gdy nie próbujesz dobrać sukienki na wesele? Najchętniej takiej, by ciotka nie przyglądała Ci się podejrzliwie? Albo gdy nie szukasz nowych dżinsów. Wiesz, im bliżej pach się zapinają, tym lepiej przytrzymują ciastolinę brzucha, która wypływa z fasonów o niższym stanie.

Kochane mamy o brzuchach Chodakowskiej: nie mówcie mi, że to kwestia diety, ćwiczeń i silnej woli, by wszystko wróciło do normy. I jeśli się nie udaje, to zawalam JA. Informuję, po bogatych doświadczeniach, że ze skóry się nie chudnie. A jeśli naciągana przez kilka miesięcy wisi na Tobie jak tani kardigan po niefachowym praniu, to sorry. Tu już tylko obróbka skrawaniem.

Posikasz się ze śmiechu. I nie tylko.

Jedna trzecia kobiet po trzydziestce… popuszcza. Według badań, wśród kobiet w wieku 30-39 lat aż 12 proc. cierpi na nietrzymanie moczu. Duża główka dziecka, złe ułożenie, konieczność zastosowania kleszczy porodowych to niektóre przyczyny poporodowego obniżenia napięcia mięśni dna miednicy. I już nie poskaczesz na koncercie. Na aerobiku (tym dla pozbycia się ciastoliny) też musisz musisz być ostrożna. W zasadzie, kichanie i kaszel też odpadają.

Luz- blues czyli rozklapiocha.

To określenie klasyka  gatunku, czyli Agnieszki Chylińskiej. Geometria ciała się zmienia, proszę Państwa, i to niekoniecznie dlatego, że zanim kobieta awansowała do rangi matki Polki, nie dość przykładała się do codziennych lekcji jogi i strechingu. Czasem to kwestia rozmiaru dziecięcia, tudzież jego głowy. Czasem efekt, że na świat przyszło x potomków. Jest jeszcze sprawa nacięć. W Polsce 53 % rodzących naturalnie miało nacięcie krocza, w tym 30 % bez swojej zgody (za: lepszyporód). Efekty przypominają czasem poprawione nożyczkami origami. Niby żuraw jak wcześniej, ale jakiś nie teges.

Pękanie w szwach.

Najpierw myślałam, że pod moim wielkim, ciężarnym brzuchem odcisnął się pasek od spodni dresowych. Po chwili przypomniałam sobie, że od kilku miesięcy nie noszę na tej wysokości niczego, co nie przypomina rozciągniętego golfa. Poza tym odciski znikają. W przeciwieństwie do rozstępów. Miałam wrażenie, że słyszę, że czuję, jak skóra na mnie pęka. Jak zaczyna jej brakować. I to nie wyłącznie z ciążowej miłości do lodów. Dziecię miało 4680 gramów, gdy wreszcie zechciało opuścić przybytek. A ja nie jestem specjalnie duża.

Cyc a potem nic.

Piersi na mlecznym botoksie wyglądają super. Oczywiście, kiedy już ureguluje się rytm karmienia, bo wcześniej można by niechcący zachlapać współrozmówcę, jeśli dziecię utnie sobie dłuższą niż zwykle drzemkę. No i nie licząc wszelkich zapaleń, otwartych ran, ropiejących sutków i innych atrakcji towarzyszących niejednej kobiecie, która heroicznie próbuje wytrwać w misji karmienia naturalnego. Chylę czoła.

Jednak gdy mija czas, kiedy nawet nieśmiała „A” wygląda wreszcie jak Pamela Anderson w „Słonecznym Patrolu”, piersi coraz bardziej przypominają imprezowe baloniki, z których niepostrzeżenie zaczęło uciekać powietrze. Co gorsza, baloniki są na stałe przytwierdzone do korpusu i nie da się tak po prostu posprzątać po przyjęciu. Z czasem coś tam się wessie, napnie, lecz jak śpiewało De Mono w latach mojej niewinności: „to już nie to samo”. Jeśli jeszcze nie byłaś, idź do brafitterki. Na otarcie łez pomaga.

Cała reszta…

Nie będę rozpisywać się o skrajnym wyczerpaniu brakiem snu lub niemocą zapanowania nad kolkowym płaczem, przypadkowymi złamaniami i zwichnięciami 😉 spowodowanymi ustawicznym potykaniem się o bałagan w domu. Bo przychodzi czas i takich decyzji- prysznic czy sprzątanie? Abstrahuję też od naprawdę poważnych historii, czasem walki o życie, z jakimi muszą mierzyć się rodzące kobiety. To nigdy nie znika bez śladu.

Oczywiście, urodzenie dziecka to cud. Jest szansa upić się w trakcie porodu koktajlem hormonów, który nie dość, że znieczula to daje nieporównywalny do czegokolwiek odlot. Oczywiście, potem masz w ramionach dziecko, cieszysz się każdym dniem i mimo stresów, nieprzespanych nocy i zmęczenia to wciąż jest cud. Jednak wiele kobiecych ciał płaci za tę radochę wysoką cenę. I trudno tu o romantyzm.

Ps. Dopiszesz coś jeszcze do listy mało romantycznych kosztów?

Related Posts

3 komentarze

  1. Ania
    17 listopada 2015 at 22:06 Odpowiedz

    „Może transfer nowych, młodych, życiodajnych komórek macierzystych to sposób, w jaki dzieci odpłacają nam za wysysane z naszych ciał składniki odżywcze, za trudy ciąży, poranne mdłości, zgagę i rozstępy?” – to cytat ze swietnego artykułu w WO „Chimery”:
    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,19172026,chimery-ta-ktora-wydala-na-swiat-syna-nie-jest-juz-tylko.html?disableRedirects=true

    Jak przeczytałam ten artykuł to od razu przypomiałam sobie ten Twój tekst Aga. Może jednak natura wymyśliła to lepiej niż nam się wydaje, niż to do tej pory byłyśmy to w stanie ocenić? Płacimy jakąś cenę – o której napisałaś, ale może jednak w zamian dostajemy coś cudownego? I nie mam na myśli dzieci i ich miłości. Bo ten cud dzieje się w nas w środku – do końca naszego życia…

  2. Dawny Jez
    5 listopada 2015 at 22:18 Odpowiedz

    Ha! Po dziesięciomiesięcznym odciąganiu pokarmu piersi były zmasakrowane. Jakże się zdziwiłam, gdy po kolejnych dwóch latach same się zregenerowały i zaczęły wyglądać normalnie. To dopiero był cud natury! 🙂

Leave A Comment