• wtorek , 11 Grudzień 2018
DLACZEGO TWOJE DZIECKO MA CIĘ GDZIEŚ?

DLACZEGO TWOJE DZIECKO MA CIĘ GDZIEŚ?

To nie jest jedynie subiektywne przekonanie sporej części rodziców. Czasem naprawdę dziecko nie liczy się z tym, co do niego mówisz. Choć częściej chodzi o coś zupełnie innego. Tak czy inaczej, niestety, sami jesteśmy sobie winni.

Dlaczego CZUJESZ, że Twoje dziecko ma Cię gdzieś?

  • ignoruje polecenia, czasem nawet patrząc Ci prosto w twarz;
  • masz poczucie, że robi Ci na złość, specjalnie doprowadza Cię do wściekłości;
  • Ty mu tłumaczysz coś setki razy, a ono jak zwykle powtarza te same błędy lub niewłaściwe zachowanie;
  • prosisz grzecznie, zachęcasz, zachwalasz a ono i tak odwraca się na pięcie.

Gotuje się w Tobie. Zależnie od sytuacji i ewentualnych obserwatorów czujesz: wstyd, upokorzenie, wściekłość, bezsilność, porażkę wychowawczą, niemoc, rozpacz, żal, niezrozumienie, desperację. Pewnie coś byś tu jeszcze dorzucił. „O co temu dzieciakowi, do jasnej cholery, chodzi?!”

Dlaczego Twoje dziecko „MA” Cię gdzieś?

* To jedyny sposób, żebyś poświęcił mu uwagę. Jego złe zachowanie sprawia, że mówisz do niego (a krzycząc dorzucasz jeszcze mnóstwo emocji) i skupiasz się tylko na nim. Młode syci się skoncentrowanym rodzicem. Jeśli zachowa się jak trzeba, straci tę uwagę. Ale jeśli zrobi jeszcze gorszy dym, dostanie jeszcze więcej Ciebie. Twoje potomstwo jest zdolne do wielkich poświęceń.

I nie mów, że to się dzieje tylko wtedy, gdy rozmawiasz przez telefon i jest jasne, że nie będziesz na nim skupiony. Popatrz na całokształt- ile czasu przeznaczasz na wspólną zabawę? Rozmawiacie o tym, co je interesuje? Czy, gdy do Ciebie mówi o czymś dla siebie ważnym, przerywasz zajęcia i dajesz mu swoje uszy i oczy? I czy oboje odpowiedzielibyście tak samo na te pytania?

* Brak jasno określonych zasad. A te są istotnym budulcem poczucia bezpieczeństwa. Są jak ziemia pod stopami. Jeśli jej nie czujesz, nawet Ty- dorosły, wiesz, że coś jest nie tak. A co dopiero dziecko! Więc ono nieustannie sprawdza, czy aby w ogóle jest podłoże, twarde czy miękkie, dołek czy górka…

Zasady to nie nakazy i zakazy. To świadomość, że w domu są pewne zwyczaje, że w określony sposób osiągamy to, czego potrzebujemy. Wszyscy to wiedzą i WSZYSTKICH to obowiązuje. Nie, to nie znaczy, że wolno Ci tylko tyle, co dziecku. Ale ono musi wiedzieć, jakie są jego i Twoje prawa i obowiązki, i z czego wynikają. Czysta sytuacja szanująca każdego domownika. Spodziewasz się, że samo poprosi o wyjaśnienia? Raczej zrzuci „bombę” i sprawdzi po huku i odpryskach. Za każdym razem.

* Z nikim nie musi się liczyć. Czasem źle rozumiana rodzicielska uważność doprowadza do stanu, w którym dziecko jest panem każdej sytuacji. Decyduje o porze posiłków, planie dnia, organizacji zajęć etc. Nie tylko przerasta je to powodując stres i brak poczucia bezpieczeństwa. Domownicy stają się zakładnikami, dużymi dziećmi, które nieustannie pytają młodszego, czy mogą wyjść, zostać, kupić, ugotować itd. I czy ONO ma ochotę na to zezwolić.

Stawianie potrzeb dziecka na pierwszym miejscu jest godne pochwały. I do potłuczenia o kant stołu, jeśli nie ma tam miejsca na potrzeby innych. Na szacunek wobec nich i dzielenie się- możliwie szeroko rozumiane.

* Brak naturalnych konsekwencji postępowania. Nie kar, ale właśnie naturalnych następstw. Np. dziecko celowo zniszczyło zabawkę. Teraz płacze, bo nie ma. Normalna rzecz: jak się coś zniszczyło, to potem… jest zniszczone. To nie kara, to fizyka. Ale rodzicowi żal dziecka, kupuje nową i uprzedza, że nie wolno psuć zabawek. Co z tego zrozumiało młodociany? „Jak popsuję to mi kupią. Muszę tylko wystarczająco głośno płakać”. To nie znaczy, że nie możesz mu kupić tej zabawki. Ale zrób to z głową, ustal warunki i sprawdź, czy dziecko zna zasady. Czy wie, jak się bawić, żeby nie psuć.

Konsekwencje to nie kary. To naturalne następstwa. Wylałem- jest mokro- ścieram. Plułem jedzeniem- jest brudno- trzeba to zebrać. I nie mamusia za dzidziusia. Dziecko musi się zmierzyć z konsekwencją na miarę swoich możliwości.

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie pewien tata. Wciąż chwaląc córeczkę jest gotów nagradzać ją za równy oddech i umiejętność chodzenia w wieku 2,5 lat. Na zajęciach dziecko jest na rękach, nie można jej nawet zachęcić do działania, bo to już jest zmuszanie. W praktyce ostatnią osobą, z której oczekiwaniami liczy się u nas mała, jest jej tatuś.

Related Posts

Leave A Comment