• poniedziałek , 18 Czerwiec 2018
MAMA MA LALĘ

MAMA MA LALĘ

Mamy lubią lale. Są śliczne, mają wszystkie funkcje (nawet robią prawdziwą kupę!) i naturalne rozmiary, da się im czesać zawadiackie fryzury. A co najlepsze, można im kupić takie same albo nawet jeszcze fajniejsze ubrania niż dorosłym!

Mama ma plany

Wśród rozlicznych postanowień, jakie przedsiębrałam w cudownym okresie ciąży numer 1, było i takie: mój synek będzie się nosił cudnie. Będę go ubierała w te wszystkie śliczne ubranka, które rozmiar mają dziecięcy, ale styl zdecydowanie nie dziecinny. Mój brat nie mógł zrozumieć, jakim sposobem właśnie takie myśli są w stanie zajmować mnie na trzy miesiące przed rozwiązaniem. Stwierdził, że traktuję mającego się urodzić potomka jak lalkę. A dla mnie był to nieodzowny element składowy faktu posiadania dziecka. Coś jakby: będę karmić naturalnie, nosić w chuście, ubierać modnie. Przyznaję się do tego, bo widzę, że nie byłam w tym odosobniona. A gdybym teraz miała rodzić Dziedzica, to byłabym jedną z gozyliona ciężarnych z tekstylnymi marzeniami. Cóż, firmy odzieżowe zatroszczyły się skutecznie o to, byśmy miały nad czym się rozczulać, byśmy miały potrzeby, które tylko określone marki są w stanie zaspokoić.

Lala ma plamy

W ciągu ostatnich lat oglądałam dziesiątki, jeśli nie setki maluchów w wieku 0-4 lata. Stąd moje wnioski o względnej wspólnocie matek (oczywiście są wyjątki) w potrzebie pewnej stylizacji wyglądu swoich pociech. I ja to rozumiem. Nawet, jeśli geneza rzeczywiście leży w dziewczęcych pragnieniach strojenia lali. Dzieciom przecież nie dzieje się krzywda. No chyba, że wtedy, gdy:

  • zapomina się o tym, że mały chłopiec to nie menadżer w piątkowym business casual. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że to „codzienny, nieformalny strój do pracy, łączący swobodę i elegancję”. Tak, spotkałam się z młodocianymi, którzy mogliby dawać lekcje stylu swoim ojcom, albo stanowili wierną ich kopię. Z tym, że ojcowie relaksują się klikając na swoim Smart-wszystkim, a dzieciaki próbują raczkować, biegać, być smart w koszuli z kołnierzykiem, włożoną pod zgrabniutki pulower, wpuszczony w dżinsy z obniżonym krokiem, zwężające się ku dołowi. Wyglądają cudnie. Gdy siedzą nieruchomo;
  • wysyła się dziewczynkom otwarty lub utajony komunikat, że im nie wolno się brudzić. W przeciwieństwie do chłopców. Na szczęście problem chyba nie jest powszechny, ale jednak pewna refleksja nie daje mi spokoju. Rzecz w tym, że chłopców ubiera się na ogół tak, żeby „mogli się ubrudzić”. No bo wiadomo- chłopaki tak mają. Dziewczynki, jeszcze częściej niż chłopcy w business casual, ubierane są po to, by ślicznie wyglądać. Jasne ubrania, białe rajstopy. Cukiereczek! I super, jeśli nikt nie ma wątpliwości, że to dziecko, które się wybrudzi i będą plamy. Ale jeśli mamie żal zniszczonych tiuli, szarych kolan, to nawet nic nie mówiąc, wysyła sygnały. Coś jakby głośne zasysanie powietrza, takie uprzedzające „oj oj!”, gdy zbliża się zagrożenie wybrudzeniem. Oraz rozczarowanie powracającym z boju upaskudzonym maluchem. Na szczęście jest spora grupa mam rozumiejących prawidła wieku obowiązujące obie płcie, a białe rajstopki bywają już passe. Jest więc ratunek dla tych dziewczynek, których opiekunki uprzedzają, że piaskownica służy do robienia babek a nie babrania się w piachu.

Mama lubi plamy 

Już niedługo, zanim się obejrzymy, one zbuntują się i założą na siebie tylko to, co same wybiorą. Zanim do tego dojdzie będzie marudzenie, kapryszenie, dobieranie nadruku na majtkach pasującego do środy (coś o tym wiem), znienawidzone dziewczyńskie kolory i obowiązkowe kucyki pony na wrzaskliwie różowych rajstopach. Fajnie, że możemy wymyślać dzieciakom fikuśne zestawy póki nam na to pozwalają. Fajnie, że mamy- stylistki mają taki wybór. Fajnie, że mimo wszystko wiele z nich pamięta, że dziecko jest albo czyste, albo szczęśliwe. Nie wiem jak Wasze, ale moje są na ogół kupą szczęścia. Z naciskiem na to pierwsze.

 

Related Posts

Leave A Comment