• sobota , 24 Październik 2020
MNÓŻMY SIĘ I TO SZYBKO

MNÓŻMY SIĘ I TO SZYBKO

Czy niewielka różnica wieku między dziećmi warta jest ciężkiej pracy, jaka czeka przy ogarnianiu maluchów? Przecież z jednym jest już kupa roboty, a co dopiero gdyby miało być ich więcej! A jednak mamy twierdzą, że się da. I że warto.

„Aga, napisz, czy to dobrze mieć dzieci jedno zaraz za drugim i dlaczego tak” – poprosiła. Chciałaby mieć dzieciaki, które są dla siebie partnerami w zabawie, towarzyszami o podobnych problemach i radościach, na zbliżonym etapie dorastania. Ale przecież młode jeszcze w pieluchach, a ona już miałaby zachodzić w kolejną ciążę? Trochę hardcore.

Jesteśmy hardcorowe

Dla mnie i mojego Męża to było jasne, że po narodzinach syna nie będziemy długo czekać na kolejne dziecko. Doświadczenia z dzieciństwa i przekonanie, że rodzeństwo = błogosławieństwo (choć nie od razu się to docenia) zrobiły swoje. Dziedzic Nazwiska miał rok i 2 miesiące, gdy znów w ruch poszły spodnie na gumowym pasie. Równocześnie, absolutnie do samego końca pracowałam z maluchami. Ani ja, ani świat już się tak ze mną nie cackał jak przy pierwszej ciąży, nie roztkliwiał, nie wyręczał. Cóż, życie. I dobrze, przynajmniej nie utyłam za mocno 🙂 Syna trzeba było podnieść, żeby wsadzić do samochodu, do wózka. Siaty z zakupami ogarniać. Dom budować. Na 1,5 miesiąca przed rozwiązaniem spakować całe mieszkanie i wypakować w innym miejscu. Dało się. Nawet z uśmiechem.

Monika ogarnia temat

Monika to 32-latka, aktualnie w trzeciej- planowanej i wyczekiwanej- ciąży. Olga ma 5 lat i 7 miesięcy, Tomek 3 lata i 8 miesięcy. A zatem między dziećmi jest 1 rok i 11 miesięcy różnicy.

Trzy zalety posiadania dzieci z niewielką różnicą wieku, jakie wymienia Monika to:

1. dzieci są dla siebie partnerami w zabawie. Od dłuższego czasu absolutnie nie potrzebują mamy do towarzystwa.  Zajmują się sobą doskonale. Tworzą fabuły własnych wspólnych zabaw, a ja- matka mam czas na inne sprawy;

2. lepiej się rozwijają. To, że młode uczy się szybciej i więcej to oczywista oczywistość. Tomek właściwie intelektualnie prawie dogonił Olgusię – próbuje liczyć, pisać literki, gra w gry planszowe i rozumie ich reguły. Różnice wieku widać przede wszystkim w rozwoju emocjonalnym i manualnym. Olga przez dość wczesne pojawienie się młodszego brata szybciej się usamodzielniła – musiała sama jeść, kiedy karmiłam Tomka, ubierać się, szybciej niż jej rówieśnicy zaczęła obywać się bez wózka. Dzieci wychowywane razem dość szybko uczą się zasad społecznych – że czasem trzeba ustąpić, podzielić się, poczekać, zawalczyć o swoje, rozwiązać konflikt, poszukać kompromisu, że w różnych sytuacjach obowiązuje kolejka;

3. dzieci bliskie wiekiem są tańsze w utrzymaniu – więcej ubrań po sobie dziedziczą, jeżdżą w tych samych wózkach, mają większy wybór zabawek atrakcyjnych w danym momencie dla obu stron.

Trzy minusy:

1. trudne początki. Niełatwo jest nauczyć małe dziecko zasad, które pojawiają się wraz z przybyciem nowego członka rodziny. Rodzą się trudności organizacyjne, bo np. młodsze głodne, więc karmię, a starszemu właśnie zachciewa się kupkę;

2. nie mogę powierzyć starszemu opieki nad młodszym, nawet na chwilę, więc wszędzie i wszystko trzeba robić razem;

3. coś z osobistego doświadczenia jako siostry- między mną a bratem jest tylko 1 rok i niespełna 2 miesiące różnicy. Mimo to rodzice traktowali mnie, jakbym była o wiele bardziej dojrzała od niego. Do dziś dostaję gęsiej skórki, gdy słyszę zdanie „ustąp, bo jesteś starsza i mądrzejsza”. Tak rozwiązywano konflikty między mną a bratem. Rodzice muszą zdawać sobie sprawę, że przy małej różnicy wieku potrzeby ich dzieci są w zasadzie takie same.

Gosia rzuca na kolana

Gosia (31) i jej Mąż adoptowali trójkę rodzeństwa. Naraz. Chcieli mieć kilkoro dzieci*, by te lepiej się rozwijały. Ich wiek był loterią, po prostu dostali informację, że są „do wzięcia”. Bierzecie? Wzięli.

Robert (5,5 l.) jest starszy od Kacpra (4,5 l.) o 13 miesięcy, zaś Franek (3 l.) jest młodszy od średniego brata o 18 miesięcy. Trzeba wziąć jednak pod uwagę fakt, że pochodzą z domu dziecka, a każdy z nich w innym dla siebie momencie życia został odebrany biologicznej matce. Jest więc trauma związana z rozstaniem. Franek, ze względu na najkrótszy czas spędzony w patologicznym otoczeniu, rozwija się najlepiej. Robert ma ogromne braki w rozwoju emocjonalnym, toteż różnica między nimi w praktyce jest jeszcze mniejsza. Chłopiec potrzebuje czasem traktowania go jak niemowlę (zabawa w „dzidziusia”), aby przeżyć odebrany mu etap życia.

Dzięki niewielkiej różnicy wieku chłopcy są na podobnym poziomie, mają wspólnych kolegów w przedszkolu, podobnego typu problemy, którymi dzielą się między sobą. „Ten sam świat”, mówi Gosia. Lubią przebywać w swoim towarzystwie, tęsknią za sobą, w zabawie nie zapominają o żadnym z nich. W rozmowach poruszają podobne tematy.

Gosia dobrze rozumie sytuację matek bliźniaków, trojaczków nawet. Jej chłopcy nie uczą się samodzielności starszy od młodszego, bo każdy z nich startuje z poziomu zero. Taka sytuacja. Wszyscy chłopcy wymagają od rodziców mnóstwa uwagi, cierpliwości, konsekwencji i niesamowitej odporności na stres. A jednak dają radę, wierzcie mi, widziałam ich w akcji. Rozdzielenie tych chłopaków byłoby niewybaczalne. Tymczasem dostali rodziców, którzy to zrozumieli i mierzą się z codziennymi wyzwaniami.

Anna widzi z lotu ptaka

Anna wychowała troje dzieci. Między Agnieszką a Przemkiem jest 14 miesięcy różnicy. Karolina urodziła się 8 lat po bracie. Dziś Ania potwierdza wszystkie zalety, jakie wskazują mamy aktualnie mierzące z się faktem zbliżonego wieku młodocianych. Partnerzy w zabawie i odciążenie w tym rodzica, szybsza nauka samodzielności, wzajemna troska mimo konfliktów. Względy ekonomiczne również nie są dla niej bez znaczenia.

Ponad trzydzieści lat temu Ania nie miała babci, ani tym bardziej niani do pomocy. Zorganizowanie życia, zakupów wymagało czasem karkołomnych sztuczek. Samodzielne wychodzenie na spacery początkowo nie wchodziło grę. Codziennie czekała do wieczora na powrót męża z pracy, aby znieść na dół dwa wózki i zaliczyć obowiązkowy spacer. Mimo utrudnień, o jakich mogą zapomnieć dzisiejsze mamy, Ania nie żałuje. Drugi raz też by tak chciała, choć wyszło w sumie przez przypadek.

Jestem siostrą

W mamę bawiłam się od małego. Nawet mając brata młodszego raptem o rok i 2 miesiące czułam się starszą siostrą. Lubiłam się opiekować, choć nienawidziłam, gdy mi to nakazywano. Brat był od zawsze. We dwoje na spacer, do przedszkola, do kąpieli w rzece. Potem pojawiła się Siostra. Tu matkowanie na całego, długo trzeba było nam czekać, by wyrównać krok. Ale czas robi swoje. I tak też jest przecież dobrze.

Moja Mama uważa, że jeśli nie ma nędzy (bo generalnie argumentów materialnych nie uznaje), to rodzic ma wręcz obowiązek postarać się o rodzeństwo dla swojego jedynaka. Dla jego najlepiej pojętego dobra. Wcześniej czy później? Decyzja jest indywidualną sprawą. Ja za nic w świecie nie przesunęłabym narodzin córki ani o minutę do przodu. Gdy widzę ten duet, to wzajemne ubogacanie się, towarzyszenie sobie niemal we wszystkich pierwszych chwilach… wiem, że tak jest DOBRZE.

 

* Imiona zmienione ze względu na dobro dzieci

Related Posts

2 komentarze

  1. Agnieszka Rogala
    6 marca 2014 at 21:30 Odpowiedz

    O, dzięki za ten głos 🙂

  2. MIMI
    6 marca 2014 at 14:38 Odpowiedz

    A ja jako matka obalę te trzy plusy:
    1. do pewnego wieku dzieci bawią się same i trzeba dwójką się zająć, moje to nawet teraz nie chcą się bawić razem, tylko zawsze tą samą zabawką, więc często muszę kupić to samo x2 czasem nawet x3:)
    2. Najszybciej dziecko uczy się w żłobku, w wieku 1,5 roku córka umiała jeść samodzielnie, podciągnąć spodnie i współpracować w grupie, nie wspominając o nocnikowaniu. Dwójka kolejna nie chodziła do żłobka – wszystko woniej szło, i fakt faktem są bardziej nieśmiali.
    3. Przy bliźniakach wszystko praktycznie x2, jeśli jest zbyt mała różnica wieku rok, jeden wózek nie wystarcza, więc kolejne koszty.

    Prawdą jest, że czym więcej dzieci się ma tym jest trudniej, tym bardziej trzeba się poświęcić, jest większe zmęczenie, szybsze starzenie, notoryczne niewyspanie. Uważam, że jeśli chce się mieć więcej dzieci – trzeba zdać sobie sprawę, że nie ma już wyjść do kina na basen, z koleżankami (opiekunki też nie są chętne do większej liczby dzieci, no chyba, że odpowiednio więcej się zapłaci – koszty rosną). Jeden smyk zachoruje, zaraz drugi potem trzeci, najgorsze było ciągłe tłumaczenie się w pracy, że znowu dziecko chore. Czasem trzeba zrezygnować z pracy – o karierze „bizneswomen” można zapomnieć:) I tak będzie do usamodzielnienia się maluszków i pójścia ich w świat.

    Gdyby nie matczyna miłość do swoich dzieci – nie dałoby się tego znieść, bo jak dziecko się cieszy to serce się raduje.

    Dlatego osobą które mają dylematy czy jedno po drugim czy trochę przerwy radzę przerwę:) Ale na 1 nie polecam się zatrzymywać, jeśli chodź raz pomyślało się o drugim:)
    Pozdrawiam

Leave A Comment