• wtorek , 27 Październik 2020
MOJE DZIECKO MNIE CZASEM NIE KOCHA.

MOJE DZIECKO MNIE CZASEM NIE KOCHA.

Bo dotrzymuję warunków naszej umowy. Bo na coś nie dałam zgody. Bo jest wściekły i rozżalony. Czasem mówi też, że mnie nie kocha.

Moje dziecko mówi, że mnie nie lubi.

Bo przypomniałam mu o zawartej ze mną umowie na dwie bajki a nie trzy. Albo o tym, że wymienił je na 15 minut gry na tablecie. Lub o tym cukierku, który dziś miał być ostatni. Jest wtedy zawiedzione, zdenerwowane, ma do mnie żal. Informuje mnie wówczas, że mnie nie lubi. Czasem bardzo głośno.

Mówię mu wtedy, że ja zawsze będę je kochać. I że rozumiem jego rozczarowanie, bo kiedy jest na coś wielka ochota, to nikt nie lubi słyszeć „nie”. Tymczasem mama zawsze dotrzymuje słowa, tak w sprawie pierwszego jak i ostatniego cukierka. Mama uczy bycia słownym. Na różne sposoby.

Moje dziecko mówi, że mnie nie kocha.

Rzuca się z wściekłością na podłogę, zalewa łzami i wydaje dziwne odgłosy. Testuje cały asortyment swoich możliwości w nadziei, że coś się sprawdzi. Jeśli któryś chwyt zadziała, będzie wiedziało po co sięgnąć następnym razem, gdy mama będzie stawiać opór.

Określam i akceptuję jego uczucia. Rozumiem i nie zgadzam się na takie zachowanie. Zapewniam, że chętnie porozmawiam spokojnie, ale gdy ono robi to co robi, nie mam najmniejszej ochoty na współpracę. O tym mówię. I jeszcze, że je kocham i zawsze będę, choćby nie wiem co. Czasem najpierw muszę ugryźć się w język, abym tym razem ja nie przetestowała na nim swoich wokalnych możliwości. Czasem ugryzę się zbyt późno.

Bywa, że jestem bardziej niż zwykle wykończona jego łzami i krzykiem. Zwłaszcza gdy wiem, że sprawa nie jest do negocjacji i nie mogę jej wyciszyć przystając na dziecięce warunki. Ale jakoś w tym wszystkim nie robi na mnie wrażenia „nie lubię cię, mamo” ani nawet „nie kocham cię”. Tak moje dziecko szuka po omacku sposobu wyrażenia złości, rozczarowania, żalu. No a poza tym to chyba naprawdę jest tak, że nawet jeśli ono mnie nie, to ja przecież zawsze…

Obrazek ilustrujący ten tekst to „laurka” jaką Syn dostarczył mi po jednej z grubszych afer. I jestem mu za nią wdzięczna. Starał się jak umiał, żeby przekazać mi, co w tej chwili czuje. Była świetnym pretekstem do rozmowy o trudnych uczuciach i emocjach.

Related Posts

5 komentarzy

  1. Zwykła Matka
    8 marca 2015 at 08:09 Odpowiedz

    Taka laurka to z jednej strony przykre, ale z drugiej tak jak napisałaś – dowód na to, że dziecko rozróznia uczucia, że próbuje je wyrazić i zdecydowanie powód do szczerej rozmowy! Życzę jak najwięcej tych pozytywnych laurek, rozmów i uczuc 🙂

  2. Dawny Jez
    6 marca 2015 at 13:16 Odpowiedz

    Może i pisze, że nie lubi, ale serduszek masz na laurce w bród. Jest chemia! 😉

  3. Aśka
    5 marca 2015 at 21:08 Odpowiedz

    Wiem, że serce mi pęknie, gdy dostanę kiedyś taką laurkę, ale wiem, że tak trzeba – przez co jestem tym złym policjantem w domu….. Nie wiem tylko jak nie poddać się słysząc od np.przez pół godziny „chcę bajkę, chcę bajkę, chcę bajkę”……… I czasem normalnie, po ludzku nie daję rady, wysiadam, kapituluję….

    • Agnieszka Rogala
      6 marca 2015 at 09:06 Odpowiedz

      To są te niefajne chwile w rodzicielstwie. Jednak jeśli dostaniesz taką laurkę to uciesz się- dziecko chce z Tobą rozmawiać o tym, co czuje. To skarb! Przecież w życiu nie ma samych fajnych momentów.

Leave A Comment