• wtorek , 27 Październik 2020
NIC SIĘ NIE STAŁO.

NIC SIĘ NIE STAŁO.

Dzieci martwią się wyłącznie mało ważnymi drobiazgami. Czasem trzeba uprzytomnić im tę kwestię, bo wpadają w histerię, jakby nie wiadomo co się stało. Będą dorosłe, to zobaczą, czym należy się przejmować.

Ojej, nic się nie stało. No już, nie płacz. Weź sobie drugą zabawkę, jak chłopiec pobawi się autkiem to ci potem da.

Wcale nie boli, tylko lekko stuknęłaś. Nic się nie stało przecież.

Pokaż te guziki. E tam, tylko jeden się urwał, reszta w porządku. Nic się nie stało, nie marudź.

On i Ona właśnie wychodzą na ważną imprezę. nowa kiecka, szpilki, szpony. Już na klatce schodowej Ona orientuje się, że lakier odprysł, spod karminowej czerwieni wystaje fragment zupełnie zwyczajnego paznokcia.

– Pokarz, e tam, tylko jedna ryska– rzuca On- nic się nie stało.

Ona odkłada kluczyki do szuflady.

– Kochanie, zawadziłam o słupek zderzakiem, ale luz, nic się nie stało. Prawie nie widać.

Z jakiegoś powodu dorośli przekonani są, że wagę problemów należy oceniać proporcjonalnie do wagi ich właściciela. Tudzież, że wielkość zmartwienia mierzona odpowiednio do wzrostu zmartwionego. Ta zasada ma tylko jeden wyjątek- kiedy to jest mój- dorosłego- „drobny” problem.

Wtedy tak bardzo łaknę słów:

Ojej, tak się starałaś, by manicure wyszedł super. Pewnie teraz nieźle się wkurzyłaś.

Przepraszam, wiem, że samochód to dla ciebie bardzo ważna sprawa. Zwracasz uwagę na najmniejszą rysę.

Marzę, by w pracy z dziećmi i rodzicami częściej słyszeć coś jakby…

…wygląda na to, że miałeś wielką ochotę pobawić się tą zabawką. Pewnie bardzo ją lubisz?

…stuknęłaś się w kolano i teraz cię boli? Czy jeśli rozetrę dłonią poczujesz się lepiej?

…brakuje jednego guzika i chyba bardzo ci to przeszkadza. Wiesz, teraz to one wyglądają jak szczęka z brakującym zębem, nie uważasz?

Doceniając subiektywne znaczenie problemu człowieka- także dziecka- nie sprawimy, że stanie się on większy, bardziej dotkliwy albo, że płacz będzie jeszcze głośniejszy. Zapewnimy natomiast komfort bycia rozumianym, szanowanym, a określenie uczuć pozwoli na nazwanie sobie tego, co się przeżywa.

Skoro jest mi źle, to znaczy, że jednak COŚ SIĘ STAŁO, prawda?

Related Posts

4 komentarze

  1. Weronika
    4 stycznia 2015 at 16:44 Odpowiedz

    Świetny tekst, dziękuję za poruszenie tej kwestii..
    Niestety te durne słowa: Już nie boli, nic się nie stało, słyszę u ponad hmm 90% rodziców 🙁

    To zwykłe zaprzeczanie uczuciom, zamiatanie problemu pod dywan, umniejszanie dziecku, jego prawu do odczuwania/przeżywania swiata… Uciszanie, lekceważenie, brak szacunku dla dziecka jako „kompletnej osoby”.. Robienie z niego przysłowiowego „debila”…

    Bo jak się nic nie stało, skoro się stało? Skoro boli, jest czerwone, jest siniak, pekla zabawka, popsula się, dziecko cos zgubilo, stracilo, zniszczylo, whatever…

    Jak słyszę takie słowa, zawsze obserwuję dziecko, i za każdym razem widzę, jak takie uciszone dziecko gasnie… Jest zdezorientowane, bo czuje jedno, a rodzic mowi co innego.. Zaprzecza temu, co czuje dziecko.. Dziecko pozostaje takie ciche (to akurat ku uciesze rodzica), nierozumiejące sytuacji, nierozumiejące swiata.. No tak, ale kto by się tym przejmowal..Wazne, ze już dziecko nie placze i jest z powrotem cicho :/

  2. Marzena
    10 października 2014 at 13:11 Odpowiedz

    Ostatnio właśnie o tym myślałam… staram się wyzbyć tego: „Nic się nie stało! A zobacz…” i nie bagatelizować. Przecież to MOJE DZIECKO 🙂

  3. Gosia Skrajna
    1 października 2014 at 21:26 Odpowiedz

    Przy pierwszym dziecku naśladowałam babcie i leciałam z tekstem „już w porządku, nic się nie stało, a gdzie jest zając?”…
    Teraz mam większą świadomosc , że jednak coś się stało i jestem pod wrażeniem jak taki przyjazny komunikat „Gdzie cię boli, daj pocałuje” działa cuda…

  4. domi
    25 września 2014 at 22:46 Odpowiedz

    Tekst fantastyczny jak zwykle…

Leave A Comment