• wtorek , 27 Październik 2020
OSWÓJ MI ŚMIERĆ, CIOCIU.

OSWÓJ MI ŚMIERĆ, CIOCIU.

Czasem dzieci proszą o wyjaśnienia, które dorosłym utykają w gardle. Czasem dzieciom trzeba to narysować. Nawet jeśli się nie umie.

Prababcia umarła. Jeszcze kilka dni temu spała w pokoju na parterze, tym obok łazienki, a teraz już jej nie ma.

A to się nazywa „pogrzeb”: wielka, drewniana skrzynia na wysokim stojaku i kwiaty z białymi wstążkami. I mama płacze. A potem, już w domu, pełno rodziny choć przecież Kasia niektórych w ogóle nie zna. To jak to- rodziny? Na szczęście jest Ciocia, ta co była od zawsze, zupełnie jak babcia Stasia. Kasia woła ją do pustego od kilku dni pokoju.

– Usiądź ciociu… opowiedz mi jak babcia leżała – poprosił pięcioletni, rzeczowy głos. Prośba jak każda inna. Chwila ciszy.

– Leżała na plecach, Kasiu. Ręce miała złożone… o tutaj – ciocine palce splatają się powyżej brzucha. Ale jakoś trudno w to uwierzyć, tak się przecież nie śpi.

– Wiesz co, dam ci kartkę i ty mi to wszystko narysujesz, dobrze?

– Dobrze.

 Po chwili Ciocia podaje obrazek. Kilkadziesiąt lat na karku ale taki rysunek to pierwszy raz. Chyba nie umie… Szarlotki, o!, w szarlotkach to jest świetna. Ale w rysowaniu nieżywych ludzi to raczej nie.

– A czy babcia miała otwarte oczy?

– Nie, zamknięte.

– Czy oddychała? – trzeba dowiedzieć się wszystkiego. Trzeba to jakoś zrozumieć.

– Nie.

– Czy babcia jeszcze wróci?

– Nie, Kasieńko, nie wróci – gdy padają te słowa, z małego ciała wydobywa się głośne westchnienie.

– Wiesz, była nas w domu szóstka, a teraz jest piątka.

– No tak. Ale masz przecież jeszcze inną babcię, prawda Kasieńko?

– Tak. Ale było nas szóstka, a teraz jest piątka – dorośli czasem nie rozumieją, że z ludźmi jest inaczej. Nie są na wymianę, jak opony w samochodzie.

Ciocia chce ją przytulić.

– Porozmawiasz jeszcze ze mną kiedyś o babci Stasi?

– Oczywiście.

– Wiesz co, to niech to będzie nasza tajemnica. Ja podrę tę kartkę.

 Słychać dźwięk nieumiejętnego szarpania papieru. Za chwilę zagłuszy go głośna rozmowa przy stole w salonie. Dorośli napełnią puste kieliszki i westchną ze słonawą ulgą, że choć żal, to przynajmniej Stasia już nie cierpi. Dorośli też muszą to jakoś zrozumieć. I podrzeć swoje kartki.

(tak, tak rozmowa rzeczywiście się odbyła)

Related Posts

3 komentarze

  1. domi
    30 listopada 2014 at 23:08 Odpowiedz

    Ja nie sciemniam Amelce wprost opowiadam o dziadku, który umarł. Ona pyta co to znaczy, pokazuje zdjęcia, ona dalej pyta ja dalej odpowiadam,może inna sytuacja bo ona dziadka nie miała okazji poznać dlatego trudno jej skumac ze był i nie ma, ale jednak kiedyś był i kto to był, jaki był. Ale mówię, mówię dużo, bo to był mój ważny dla mnie ojciec, chce żeby przez to wiedziała jakie były nasze relacje, kim dla mnie był. Z czasem będzie rozumiała coraz więcej. Tekst super.

  2. Mateusz Żłobiński
    18 listopada 2014 at 22:37 Odpowiedz

    Niesamowite jest to, że choć często nie widać po dzieciach cierpienia, nie płaczą a idą się np. bawić, to przeżywają takie chwile bardzo szczerze i często o wiele mocniej niż dorośli

  3. tomekq
    17 listopada 2014 at 13:53 Odpowiedz

    Rysować zamiast mówić – świetne, naprawdę bardzo mi się podoba 🙂

    Lubimy komplikować podczas, gdy te młode głowy potrafią upraszczać 🙂

Leave A Comment