• poniedziałek , 18 Czerwiec 2018
PO CO JEST BUNT ?

PO CO JEST BUNT ?

Nie chcę, by moje dziecko ulegało w przyszłości czyimś naciskom, presji, głupim modom. Ile zostało mi czasu, by go tego nauczyć? I czy faktycznie pozwalam mu nabywać potrzebną siłę i pewność siebie?

Zapaliło się czerwone światło. Przez przejście przechodziła tylko jedna osoba- chłopak, na oko 16-17 lat. Blondyn. „Jak mój syn”, pomyślałam. Wyobraziłam sobie, że to właśnie on, za jakieś 10 albo 12 lat. Nie czuję się mocna w rozmowie z chłopakami w tym wieku. Nie wiem, co siedzi w ich głowach, jak wielkim truciem jest dla nich to, co mówię, albo jak wielką nudą to, co robię. A jeśli, mimo starań, podobnie będzie z moim nastoletnim dzieckiem? Kto będzie dla niego wzorem? Kogo będzie słuchał? I co mam zrobić z poczuciem braku kontroli nad jego młodocianymi decyzjami?

Z lęku o te decyzje chcę, by w przyszłości podejmował je samodzielnie. Nie pod wpływem, naciskiem lub presją.

Łamanie dziecka.

W przekonaniu wielu osób na tym właśnie polega konsekwencja w wychowaniu. Autorytetem rodzica, pani przedszkolanki, nauczyciela a nawet lekarza oczekuje się posłuchu i podporządkowania. Jestem większy, silniejszy, mądrzejszy i teraz powiem ci, jak masz się zachowywać, jak reagować, co czuć. I nie stawaj mi tu okoniem, dzieciaku.

Ale w dziecięcym buncie wszystko się sypie. Kiedy go akurat chwilowo nie ma w działaniu, łatwo powiedzieć, że to etap, że konieczność, że rozwój. Kiedy pojawia się w momencie, gdy masz wychodzić z domu na autobus, który nie poczeka, aż Ci dziecko dojrzeje do kurtki w deszczowy dzień, ogarnia Cię rozpacz. I wściekłość. „Natychmiast to wkładaj, bo jak nie, to…”. Do tego często „bez dyskusji„, „koniec tematu„, „mnie to nie interesuje„.

Są takie bunty, że żadne magiczne zaklęcia nie działają. Zwroty zgodne z książkowymi poradami Twoje dziecko wsadza Ci głęboko w… kieszeń i wyzywająco patrzy w oczy. Osobiście wierzę, że nawet w sytuacji bez sprytnego rozwiązania, można zadziałać z szacunkiem dla obu stron. Bywa, że mi się to nie udaje.

A  jednak staram się cieszyć z jego buntu.

Ludzie to zwierzęta stadne, potrzebują siebie nawzajem dla zdrowia psychicznego. Zrobią wiele, by przynależeć, czuć się akceptowanym i potrzebnym. Nastolatki chyba szczególnie. Nawet outsiderzy chcą mieć towarzysza w swoim nonkonformizmie, a gdy go znajdą, nie łatwo zrezygnują z rodzącej się więzi.

Kiedyś w otoczeniu mojego Syna pojawią się ludzie od niego silniejsi, więksi, dominujący. Mogą mi się wcale nie podobać, a mogę też wcale o nich nie wiedzieć. Ale on- SAM- znajdzie się pod presją. Stanie przed wyborem. Czy zbuntuje się przeciw temu, na co nie będzie miał ochoty? Czy da się namówić na coś, czego będzie chciał od niego ten silniejszy?

A czy teraz daję mu szansę na nieuleganie presji? Czy teraz, na krótkie 10 lat przed tym wszystkim, pozwalam mu na bunt przeciw najsilniejszym, największym w jego otoczeniu? Czy na pewno oczekuję od niego czegoś innego, niż tylko bycia grzecznym, niż posłuszeństwa i niesprawiania trudności?

Bo jeśli dziś pozbawię go możliwości buntu, to on w przyszłości nie powie „nie”. Nie miał gdzie się tego nauczyć.

Related Posts

One Comment

  1. Babyou
    8 czerwca 2015 at 10:40 Odpowiedz

    Bardzo dobrze napisane. Nie możemy ‚zabijać’ dziecka jeszcze zanim samo będzie wiedziało kim jest.. Im prędzej dziecko świadomie wie czego chce lub nie chce tym lepiej, a dziecko najlepiej wie czego chce 😉 Pozdrawiam

Leave A Comment