• środa , 21 Październik 2020
PODZIEL CZYNNOŚĆ NA UŁAMKI

PODZIEL CZYNNOŚĆ NA UŁAMKI

To, co dla dorosłego jest pojedynczym zadaniem, dla dziecka stanowi zbiór czynności. Od szczegółu do ogółu, to zasada zapewniająca skuteczność nauki, chętniejsze podejmowanie działania oraz zmniejszenie frustracji podczas wyżej wymienionych.

Co trzeba zrobić, żeby 1) założyć kurtkę? No nic, bierzesz i zakładasz, prawda? A żeby 2) umyć ręce? Idziesz i myjesz. Akurat! Zrób sobie stop, przewiń taśmę i puść w slow motion.

1) podchodzisz do wieszaka, sięgasz i zdejmujesz kurtkę, w odpowiedni sposób przytrzymujesz, wkładasz rękę w jeden rękaw, potem sprawnym ruchem robisz to samo z drugą ręką. Jest. Jeszcze nie zapięta ale już nałożona. Ekspres lub guziki to oddzielna historia.

2) stajesz przy umywalce, podciągasz rękawy, odkręcasz wodę… itd. Wiesz już o co mi chodzi, prawda?

Dorośli często spodziewają się, na ogół nieświadomie, że dla dzieci te wszystkie czynności są równie oczywiste, jak dla nich. Nic bardziej mylnego. Ile ogólnych poleceń, próśb, oczekiwań formułowanych jest wobec młodych? Załóż buty. Ubierz się. Posprzątaj zabawki. Umyj ręce. To w rzeczywistości sekwencje różnych czynności, często albo niezrozumiałych dla dziecka, albo w przytłaczającej dla niego ilości. W pierwszym wypadku dziecię może patrzeć nierozumiejącym spojrzeniem, a Ty myślisz, że ono nie słyszy, udaje, że nie słyszy, nic nie kuma. W drugiej sytuacji naturalnym odruchem będzie unikanie, ucieczka, bunt, bo za dużo tego naraz.

OD SZCZEGÓŁU DO OGÓŁU

„Jasiu, zdmuchnij świeczkę”- poprosiłam podczas zabawy, którą zawsze wyciszamy się w klubie malucha. Jaś patrzy na mnie jak cielę na malowane wrota. „Jasiu, wstań… podejdź do mnie… dmuchnij„. Wyraz twarzy chłopca przypominał zagubionego turystę, który w obcym państwie nagle usłyszał rodzimą mowę. Uff.

Mój syn uczy się samodzielnego wycierania ciała po kąpieli. Domaga się przy tym, by któreś z nas mówiło, co ma po kolei wytrzeć. Myślę, że nie tylko intuicyjnie chodzi mu o uporządkowanie skomplikowanej czynności. Odbieram to jako domaganie się uwagi, dostrzeżenia postępów („popatrz, radzę sobie”) i zwyczajnej obecności rodzica. Bo uwaga mamy i taty poświęcona dziecku, któremu dzielimy (bez irytacji!) zadanie na ułamki, jest przyjemnością niesamowicie ważną przy jakiejkolwiek nauce.

Sprzątanie to masakra. Dla dorosłego i dla dziecka. Widząc pokój, przez który przeszło tornado, oboje mają ochotę uciekać. Dziecko robi to skuteczniej. Dlatego zwłaszcza tutaj konieczne jest skupienie się na pojedynczych krokach. Żeby to ogarnąć i żeby się nie zdołować. Bez znienawidzonego „posprzątaj pokój”. Po prostu: najpierw samochody. Zrobione. Teraz odłożymy książeczki na półkę. Potem coś tam.

Czasem wydaje się, że to już przesada. Że już powinno rozumieć, o co nam chodzi i to całe dzielenie na kawałki jest zajmowaniem cennego czasu rodzica. Ale przy nauce pierwsze pytanie brzmi: jak jest? a nie jak powinno być. A jest tak, że nawet jako dorosły zaczynasz od szczegółów, żeby pojąć ogół.

Related Posts

Leave A Comment