• sobota , 24 Październik 2020
PRZECIEŻ W DOMU NIKT TAK NIE ROBI

PRZECIEŻ W DOMU NIKT TAK NIE ROBI

„Gdzie on się tego nauczył? Przecież w domu nikt tak nie mówi!” „Skąd ona umie takie rzeczy? Pewnie z bajek, bo przecież my tak nie robimy!” Ile razy to słyszałam? Nie raz sama tak twierdziłam. Bo przecież dzieci wcale nie mają oczu i uszu, prawda?

Na początek anegdota. Fakt, że tak powiem, autentyczny.

W trakcie zajęć przedszkolnych 3-letnia dziewczynka spogląda w okno i rzuca soczyste „kulwa jasna!”. Ignoruję, bo na pewno się przesłyszałam. Ale po chwili mała, zaangażowana w plastykę, znów stawia mnie do pionu: „o kulwa jasna!”. Hmn. Po kilku godzinach przychodzą rodzice, by odebrać dzieciaki. Czekam aż mama tamtego dziecka będzie w miarę sama.

– Proszę pani, oczywiście niczego nie sugeruję, ale może powinna pani wiedzieć, że córka na zajęciach powiedziała „kurwa jasna”.

– Naprawdę? To niemożliwe! – pani jest szczerze zaskoczona.

– Ano tak. Najpierw myślałam, że coś źle usłyszałam, ale wyprowadziła mnie z błędu.

– No proszę, u nas w domu nikt tak nie mówi- kiwam głową ze zrozumieniem. – Nikt nie mówi „jasna”!

Kulwa, kuwa, ja pieldole

Kiedyś pewna mama opowiadała mi, że jej dziecko, gdy nauczyło się mówić, zaczęło rzucać dokładnie takim samym „mięsem”, jakim ona operowała prowadząc samochód. Z tym, że według kobiety takie teksty zdarzały się jej dawniej, gdy dziecię jeszcze nie myślało o konstruowaniu nie tylko zdań, ale jakichkolwiek słów. Być może. Choć ja raczej skłaniam się ku temu, że dorosły po prostu z czasem nie dostrzega nawyku. Bezrefleksyjnego przyzwyczajenia, które dla dziecka jest szkołą pt. Tak to się robi.

Oczywiście żaden rodzic nie chce, by jego pociecha osłuchiwała się z niecenzuralnymi określeniami. A już tym bardziej, by sama używała podobnych słów. Ale fakty są takie, że choćbyśmy byli nie wiem jak kulturalni, to jednak wentyl bezpieczeństwa, przez który uchodzi często podwyższone ciśnienie, wypada nam w jamie paszczowej. Nie da się ocenzurować wszystkiego, a dzieci mają doskonałą zdolność wychwytywania właśnie tego, co chętnie byśmy wykasowali.

Co u nas w domu stało się znakiem, że zrobiliśmy się bardziej nerwowi? Gdy nasza 2- letnia Dziedziczka Fortuny zaczęła mówić „kuwa”. Ale wstyd… Już przestała. Ale to oznaczało podwyższoną samokontrolę i refleksję. Dało się. Zawsze się da choć trochę ograniczyć.

Czym skorupka za młodu dostanie

„Nie no, my w zasadzie nie bijemy”. „My tylko tak delikatnie klepiemy, zresztą przez pampersa i tak nie poczuje”. Z jakiegoś powodu ci rodzice są potem zdziwieni, gdy dostają gonga w twarz od swej rumianej pociechy. Albo gdy stworzenie, żądając posłuszeństwa rodziców, ucieka się do pięści. „No ale przecież nikt go tak mocno nie bił. To był tylko klaps czasem”. Na miły Bóg, i cóż z tego? Jakich argumentów sami używamy, takie nasze dzieci- kalki użyją wobec nas. Pewne jak słońce na niebie! Jak mniemam, taki rodzic uderzony przez dziecko jest solidnie wkurzony. Jestem równie pewna co zdziwiona, że nie na siebie. I co władza rodzicielska zrobi, żeby młode zrozumiało, że tak nie wolno, hę? Jaka będzie pierwsza reakcja, ta odruchowa?

Jak w tym dowcipie obrazkowym, gdy ojciec zauważył, jak jego syn w piaskownicy uderzył młodsze dziecko. Idzie i dając małemu klapsa wyrzuca mu: „ile razy ci mówiłem, że nie można bić słabszych?!”.

Na marginesie: bicia trzeba i można się oduczyć. Odruchu trzeba i da się oduczyć. Mówię z doświadczenia. I wcale nie jest tak, że nie masz ochoty klapnąć w to miejsce, gdzie – jak podejrzewasz- ma Cię w danym momencie Twoje dziecko. Głębia poczucia rodzicielskiej niemocy bywa bezdenna i wszechogarniająca. Ale abstrahując od wszystkich naprawdę ważnych argumentów o godności i szacunku, to zwyczajnie nie opłaca się bić dzieci. Chyba, że samemu bardzo chce się dostawać w skórę. I to częściej niż samemu się to robiło- bo tak działa ten mechanizm.

Potem zwalisz to na innych

Spokojnie. Dziecię pójdzie do przedszkola, zacznie aktywniej uczestniczyć w życiu piaskownicowo- podwórkowym i będzie znosiło do domu teksty i zachowania, którymi zainfekują go rówieśnicy i bajki. Będzie można z niemal czystym sumieniem tłumaczyć się, że to nie z domu ta nauka. I pewnie. Ale do czego odniesiemy się próbując korygować słownictwo, wychowywać do kultury osobistej? To w końcu chcemy być tym wzorem dla dzieciaków czy nie?

Related Posts

2 komentarze

  1. Gosia Sz.
    12 marca 2014 at 09:21 Odpowiedz

    Ja robię podobnie! Smutna minka i mówię, że nie chcę się bawić z Tobą bo mnie bijesz.. Nikoś wtedy całuje mnie i przeprasza.. a urwisa mam strasznego wczoraj mi kablem przywalił, bo nie pozwoliłam mu wsadzać go do gniazdka..

  2. Colombo
    11 marca 2014 at 21:22 Odpowiedz

    Gdy dziecko Cie wkurzy, reaguj jak wkurzony junior np. zrób minę w podkówkę, powiedz ze ci przykro, że nie bedziesz sie do niego/niej odzywał, a w ogóle to sobie idziesz i sie obraziłeś/łaś. Nie wiem czy to najlepsza metoda na niezadawanie klapsów w kryzysowej sytuacji, ale kilka razy zadziałało.

Leave A Comment